Reklama

"Wyklęty" z naszego powiatu. O kapitanie Józefie Batorym opowiada jego brat

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

WIADOMOŚCI - Józef był najstarszym z moich braci. Prawdę powiedziawszy, po śmierci rodziców, to on był moim testamentalnym opiekunem – mówi Franciszek Batory z Kolbuszowej.

- Jakiego go zapamiętałem? Był wysokim, szczupłym mężczyzną o zgrabnej sylwetce. Można również powiedzieć, że był niesamowitym pedantem. Zawsze elegancko ubrany i prezentujący się. Bardzo lubił kwiaty. Szczególnie upodobał sobie dalie. Miał ich aż 24 gatunki, które przywoził zewsząd, gdzie utrzymywał kontakty – wspomina nasz rozmówca. 


Dom na Tarnobrzeskiej 

Pierwsze ze wspomnień o bracie, pan Franciszek ma z czasów, gdy był uczniem szkoły podstawowej.

- Wrócił wtedy z wojny, uciekając z niewoli niemieckiej. Później, przez całą okupację mieszkał w domu rodzinnym w Weryni, ale nie tylko, bo w tym domu, w którym jesteśmy, przy ul. Tarnobrzeskiej w Kolbuszowej, najczęściej przebywał. Tutaj mieszkała siostra naszej mamusi Waleria Karkut z mężem Stanisławem. Stąd brat współkierował pracą konspiracyjną w Armii Krajowej – wspomina brat „Argusa”. 

Angielski przyszłością 

- Nigdy nie zapomnę tego, jak w roku 1944, kiedy to byłem uczniem pierwszej klasy gimnazjum, zapytałem brata Józefa, jaki język do nauki wybrać: angielski czy niemiecki. Brat powiedział tak: „Wybierz angielski. Przyszła Polska będzie krajem zupełnie innym. Zostaną przeprowadzone reformy. Będą potrzebni ludzie wykształceni. Język angielski będzie potrzebny” . I miał rację... - mówi pan Franciszek. 

Spotkanie po latach 

We wrześniu 1944 roku, kontakt z Józefem Batorym urwał się. - Dopiero później dowiedziałem się, że z uwagi na dekonspirację, brat musiał wyjechać, najpierw do Rzeszowa, a później do Krakowa i tam pracował w strukturach konspiracyjnych – wyjaśnia nasz rozmówca.

- Wykonując pewne zadania łącznika, przebywając w Krakowie, nie mogłem się z nim zobaczyć. Dopiero po wielu, wielu latach, zobaczyłem go na sali sądowej, na rozprawie przeciwko IV Zarządowi Głównemu Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. To był rok 1950. Sala, w której odbywał się proces była duża. W ławach siedzieli członkowie rodzin oskarżonych. Byli również wybrani dziennikarze, którzy opisując ten proces, gwarantowali, że napiszą te wszystkie kłamstwa i oszczerstwa o jakie zostali oskarżeni ci oficerowie – opowiada nasz rozmówca. 

 


Uśmiech na sali 

Józefa Batorego jak i wszystkich siedmiu sądzonych oskarżano o obalanie siłą ustroju PRL oraz posądzono ich o współpracę z Niemcami. - Głupszego zarzutu pod adresem oficerów polskich trudno sobie wyobrazić – mówi Franciszek Batory.

Wśród oskarżonych był również pułkownik Łukasz Ciepliński, dowódca AK inspektoratu Rzeszów. - Oskarżeni wchodzili do sali w asyście strażników i zajmowali swoje miejsca. Nie wolno im było nawet patrzeć w stronę swoich rodzin, bo jeżeli, któryś to uczynił, to zaraz został upomniany, by patrzył na wysoki sąd. Brat zrobił to jednak. Uśmiechnął się do mnie i z odległości około 15 metrów, zobaczyłem go po raz pierwszy od wielu lat – relacjonuje pan Franciszek. 


Bez prawa głosu 

Jak zaznacza nasz rozmówca, żaden z oskarżonych nie mógł nic więcej powiedzieć, oprócz tego co zostało wymuszone potwornymi metodami śledztwa.

- To nie był zwyczajny sąd. To był etapowy scenariusz zbrodni. Dlaczego etapowy? Bo przecież pierwszy etap tej zbrodni trwał przez te trzy lata ich więzienia od 1947 roku, kiedy to byli torturowani i zmuszani do zeznań i do podpisów – mówi Batory.

Rozprawa rozpoczęła się 5 października 1950 roku. - Miałem wtedy 21 lat. Przysłuchiwałem się tym potwornym oskarżeniom. Widziałem tych wspaniałych ludzi, wynędzniałych trzyletnim śledztwem i więzieniem. Nawet w obliczu śmierci, która niewątpliwie im groziła, zachowywali się bardzo godnie i honorowo – opowiada nasz rozmówca.


Nagłe wezwanie 

Pana Franciszka Batorego nie było na rozprawie w ostatnim dniu procesu, podczas której odczytano podwójny wyrok śmierci dla jego brata Józefa. - Dostałem natychmiastowe wezwanie, żeby stawić się przed wojskową komisją poborową w Rzeszowie i to właśnie tam, wysłuchałem w Radiu Polskim wyrok – relacjonuje brat „Argusa”.

O tym, że Józef Batory nie żyje, jego brat dowiedział się w kwietniu 1951 roku. - Pojechałem do Warszawy, żeby starać się podać paczkę do więzienia dla brata. Kiedy dotarłem na ul. Rakowiecką, paczki ode mnie nie przyjęto, tylko powiedziano mi, żebym udał się do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Tak też zrobiłem. Dwóch funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w mundurach oficerskich, poinformowało mnie, że brat został stracony, że prezydent z prawa łaski nie skorzystał i żebym poszedł do Urzędu Stanu Cywilnego Warszawa Śródmieście, bo tam już powinien wpłynąć akt zgonu. Poprosiłem wtedy, aby wydano mi pamiątki po bracie i wskazano miejsce, gdzie został pochowany. Oczywiście niczego takiego nie wskórałem. Powiedziano mi tylko, że nie wydaje się pamiątek – wspomina nasz rozmówca.


Strzał w tył głowy 

Pan Franciszek wrócił z Warszawy do Kolbuszowej. Przywiózł ze sobą akt zgonu brata Józefa, z którym udał się do kancelarii parafialnej w Kolbuszowej, gdzie odnotowano  w księgach, że jego brat nie żyje.

- W 1957 roku napisałem do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, domagając się dostępu do akt sądowych. Ku mojemu zdziwieniu wyrażono zgodę. Była tam również zalakowana koperta z imieniem i nazwiskiem brata oraz z dopiskiem: „Wyrok śmierci wykonano”. Niestety nie mogłem jej otworzyć. Dopiero po kilkunastu latach, kiedy ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym został Aleksander Bentkowski, rzeszowski adwokat, polecił on złamanie pieczęci. Wówczas dowiedziałem się jak zginął mój brat. Wyrok był wykonany na sposób katyński – strzałem w tył głowy. W odstępach pięciominutowych, jeden po drugim byli wyprowadzani i traceni. 

Pan Franciszek wielokrotnie zwracał się do władz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego przy ul. Koszykowej w Warszawie, z pytaniem, gdzie Józef Batory został pochowany. Odpowiedź była zawsze jedna: ewidencja grzebanych nie była prowadzona. 

 


Trzy lata męki 

- Wiele rzeczy o tych straconych dowiedziałem się później od kapitana Ludwika Kubika, także członka IV Zarządu Głównego Zrzeszenia WiN, który dostał karę dożywotniego więzienia, a kiedy nastąpiły zmiany październikowe w Polsce w 1956 roku, został uwolniony. Opowiedział mi on w jak potwornych warunkach przebiegało śledztwo. W jaki sposób wymuszano zeznania. Mojego brata wyprowadzano z celi w mroźne dni na zewnątrz i polewano wodą, na którym ta woda zamarzała. Potworne były to metody – mówi nasz rozmówca. 


Czara goryczy 

Pan Franciszek Batory długo zastanawiał się dlaczego członków IV Zarządu Głównego   Zrzeszenia WiN w taki okrutny sposób torturowano.

- Przecież sądzony był wcześniej pierwszy, drugi i trzeci Zarząd Główny i na nich wyroków śmierci nie wykonywano. Dzisiaj już wiem, że tym czymś, co przechyliło czarę goryczy komunistów był memoriał do Narodów Zjednoczonych, który opracowali członkowie IV Zarządu. Opisali oni do organizacji międzynarodowych w jaki sposób komuniści polscy wsparci przez stacjonujące w Polsce dywizje Armii Czerwonej i dwie dywizje NKWD,  rozprawiali się ze wszystkim co Polskie: z inteligencją polską i z oficerami wybranymi i wyciąganymi z Wojska Polskiego, których skazywali na wieloletnie wyroki więzienia – mówi brat „Argusa”. 


Odznaczono wyklętych 

Pierwszego marca, bieżącego roku, pan Franciszek Batory odebrał z rąk prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski, którym pośmiertnie odznaczono jego brata Józefa.

- Uważam, że jeżeli dochodzi do tych odznaczeń teraz, to jest to krok w dobrym kierunku a tym bardziej, że podjęta wcześniej przez śp. prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego inicjatywa jest kontynuowana przez obecnego prezydenta. Dla mnie osobiście ważne jest to, że ci niegdyś żołnierze wyklęci, skazani na zapomnienie, bez miejsca wiecznego spoczynku, zostają przywróceni do godności i niejako wchodzą do panteonu narodowej pamięci – mówi Franciszek Batory. 

/Tekst ukazał się w papierowym wydaniu Korso Kolbuszowskiego w 2011 r./


17 września 1994 roku w 54. rocznicę napaści ZSRR na Polskę odbył się symboliczny pogrzeb Józefa Batorego na cmentarzu w Kolbuszowej. Uroczystość poświęcono też jego młodszemu bratu Augustowi (ur. 1919 roku), poległemu żołnierzowi Armii Krajowej w czasie akcji Burza 28 sierpnia 1944. Trzeci z braci Batorych, Stefan (ur. 1920) za przynależność do AK wywieziony został do łagrów w ZSSRR w Stalinogorsku. 


 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Zarejestruj się w serwisie, aby korzystać z rozszerzonych możliwości portalu m.in. czytać ekskluzywne materiały PREMIUM dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników i prowadzić dyskusję na portalowym forum i aby Twoje komentarze były wyróżnione.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy