Kilkunastu wolontariuszy już ruszyło w teren. Ich praca zaczyna się na długo przed tym, zanim pierwsze paczki trafią do rodzin. To właśnie oni spotykają się z potrzebującymi, rozmawiają z nimi i poznają ich codzienność.
Nie jest to zwykła lista zakupów. Chodzi o znalezienie odpowiedzi na pytanie, czego konkretna osoba lub rodzina rzeczywiście potrzebuje i jaka pomoc może być dla niej wartościowa.
Anna Stec od lat jest związana ze Szlachetną Paczką i doskonale zna kulisy tej pracy. W rozmowie opowiedziała nam o tym, dlaczego wolontariusze poświęcają swój czas, jak wyglądają spotkania z rodzinami i co sprawia, że mimo trudnych historii chcą wracać do tej akcji każdego roku.
Zobacz całość rozmowy:
Nie chodzi tylko o paczkę
Nazwa akcji może sugerować, że najważniejsze są rzeczy, które znajdą się w przygotowanym podarunku. W rzeczywistości sama paczka jest tylko jednym z elementów całego przedsięwzięcia.
Najpierw trzeba dotrzeć do rodziny, poznać jej historię i dowiedzieć się, z czym mierzy się na co dzień. Dopiero później można zastanowić się nad tym, jaka pomoc będzie rzeczywiście potrzebna.
To właśnie dlatego tak ważna jest praca wolontariuszy.
W czasie spotkań często pojawiają się emocje. Są historie, które trudno zapomnieć, ale są też momenty dające ogromną satysfakcję. Bo kiedy pomoc rzeczywiście trafia w potrzeby rodziny, widać jej prawdziwy sens.
„Warto pomagać, dobro wraca”
Podczas naszej rozmowy Anna Stec zwróciła uwagę na coś, co może być najprostszym podsumowaniem całej idei Szlachetnej Paczki.
„Warto pomagać, dobro wraca” - mówi Anna Stec.
To zdanie dobrze oddaje nie tylko sens samej akcji, ale również motywację osób, które każdego roku angażują się w jej organizację.
Wolontariusze nie otrzymują za swoją pracę wynagrodzenia. Poświęcają swój czas, odwiedzają rodziny, rozmawiają z nimi, przygotowują opisy i pomagają później w organizacji przekazania paczek.
A jednak z roku na rok znajdują się kolejni ludzie, którzy chcą dołączyć.
Pomoc ma konkretny adres
W Szlachetnej Paczce nie chodzi o przypadkowe przekazanie rzeczy. Darczyńca poznaje historię konkretnej rodziny i jej najważniejsze potrzeby.
Dzięki temu pomoc może być znacznie bardziej przemyślana.
Może chodzić o żywność, środki czystości, ubrania, rzeczy potrzebne dzieciom czy wyposażenie domu. Wszystko zależy od sytuacji konkretnej rodziny.
Właśnie dlatego wolontariusze najpierw muszą dobrze poznać ludzi, którym później będzie można pomóc.
Po drugiej stronie paczki też są emocje
Jednym z najbardziej wyjątkowych momentów całej akcji jest Weekend Cudów, kiedy przygotowane przez darczyńców paczki trafiają do rodzin.
Dla osób, które je otrzymują, nie jest to wyłącznie pomoc materialna. To również sygnał, że ktoś poświęcił swój czas, pomyślał o ich potrzebach i chciał zrobić dla nich coś dobrego.
Dla wolontariuszy jest to z kolei moment, w którym widzą efekt swojej wielotygodniowej pracy.
I właśnie te chwile sprawiają, że wiele osób wraca do Szlachetnej Paczki każdego roku.
„Nie trzeba robić wielkich rzeczy”
Rozmowa z Anną Stec pokazuje również, że pomaganie nie zawsze musi oznaczać wielkie gesty.
Czasami wystarczy zainteresowanie się drugim człowiekiem, przekazanie informacji o rodzinie, która może potrzebować wsparcia, poświęcenie kilku godzin jako wolontariusz albo przygotowanie paczki.
Ważne, żeby pomoc była mądra i odpowiadała na rzeczywiste potrzeby.
W powiecie kolbuszowskim kilkanaście osób już wykonuje swoją część pracy. Teraz przyjdzie czas na darczyńców.
Całą rozmowę z Anną Stec, liderką Szlachetnej Paczki, publikujemy na naszym kanale YouTube. Warto jej posłuchać, bo za znaną wszystkim nazwą „Szlachetna Paczka” kryje się wiele godzin pracy, spotkań, emocji i przede wszystkim konkretnych ludzi.
A jej przesłanie jest proste:
Warto pomagać. Bo dobro naprawdę ma zwyczaj wracać.
Komentarze (0)