Sprawa psów z Jagodnika od kilku dni budzi ogromne emocje. Na jednej z prywatnych posesji ujawniono kilkadziesiąt zwierząt, które wymagały natychmiastowej pomocy. Według wcześniejszych informacji chodziło łącznie o 31 psów i kilka kotów. Zwierzęta trafiły do schronisk, gdzie rozpoczęto diagnostykę, leczenie i zapewniono im opiekę.
Do sprawy wraca teraz Prokuratura Rejonowa w Kolbuszowej. Informacje przekazał nam Tomasz Chudzik, prokurator zajmujący się tym postępowaniem.
Psy zostały odebrane i zabezpieczone
Jak przekazał prokurator, dochodzenie prowadzą funkcjonariusze Komendy Powiatowej Policji w Kolbuszowej pod nadzorem prokuratury.
Na tym etapie, jak zaznaczają śledczy, najważniejsze jest to, że psy zostały już odebrane od właściciela i zabezpieczone. Oznacza to, że zwierzęta nie przebywają już w warunkach, w których zostały ujawnione.
Teraz śledczy będą ustalać dokładny przebieg zdarzeń i odpowiedzialność osób, które mogły mieć wpływ na sytuację zwierząt.
Będą przesłuchania świadków i właściciela
W najbliższym czasie prowadzone będą kolejne czynności procesowe. Prokuratura i policja mają przesłuchać świadków, osoby, które podejmowały interwencję, a także właściciela zwierząt.
Śledczy zbierają materiał dowodowy i będą sprawdzać, w jakich warunkach psy przebywały, jak długo mogło to trwać oraz czym i w jaki sposób były karmione. To ważne, bo od tych ustaleń zależeć będzie dalszy kierunek postępowania.
Prokuratura ma również ustalić, czy w tej sprawie można mówić o znęcaniu się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem, czy też o skrajnym zaniedbaniu.
Na razie bez zarzutów
Tomasz Chudzik zaznacza, że na tym etapie postępowania prokuratura nie mówi jeszcze o zarzutach wobec konkretnej osoby. Sprawa jest zbyt świeża, a postępowanie znajduje się na wczesnym etapie.
Dopiero po zebraniu materiału dowodowego, przesłuchaniach i analizie dokumentacji będzie można podjąć decyzję, czy i komu zostaną przedstawione zarzuty.
Co grozi za znęcanie się nad zwierzętami?
Ogólnie za znęcanie się nad zwierzętami grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności. Jeśli śledczy uznają, że doszło do znęcania się ze szczególnym okrucieństwem, kara może być surowsza i wynieść nawet do 5 lat więzienia. O ostatecznej karze zawsze decyduje jednak sąd.
Na razie jednak prokuratura musi ustalić, co dokładnie działo się na posesji w Jagodniku, jak długo trwała sytuacja i czy zachowanie właściciela lub innych osób wyczerpuje znamiona przestępstwa.
Sprawa wciąż jest wyjaśniana
Sprawa psów z Jagodnika pokazała, jak dramatyczne sytuacje mogą rozgrywać się za ogrodzeniem prywatnej posesji, nawet wtedy, gdy nikt z zewnątrz nie zna ich pełnej skali. Teraz najważniejsze jest zabezpieczenie zwierząt, ich leczenie i ustalenie, czy doszło do przestępstwa.
Do tematu będziemy wracać.
Komentarze (0)