Pierogi ruskie będzie można kupić 7 lutego od godz. 13.00 w Gminnej Bibliotece Publicznej w Raniżowie. Cena to 40 zł za kilogram, a każde zamówienie to nie tylko domowy smak, ale przede wszystkim cegiełka nadziei. Hasło akcji mówi wszystko: „Kup pierożki – dobro wraca”.
Jeszcze niedawno zwyczajne życie
Jeszcze kilka miesięcy temu Michał prowadził normalne, aktywne życie. Pracował, pomagał w domu, był mężem i ojcem, na którego zawsze można było liczyć. Dziś jego codzienność wygląda zupełnie inaczej. Jesienią usłyszał diagnozę, która dla wielu brzmi jak wyrok – glejak IV stopnia, złośliwy nowotwór mózgu.
– Mój mąż nigdy nie miał problemów ze zdrowiem, a dziś walczy o życie – mówi jego żona Natalia.
Małżeństwo jest razem od ponad 20 lat i wspólnie wychowuje trzech synów. Najmłodszy ma zaledwie 2,5 roku, starsi – 16 i 22 lata. To właśnie dzieci są dziś największą siłą, ale i największym bólem.
– Pęka mi serce na myśl, że najmłodszy synek mógłby nie pamiętać swojego taty – przyznaje Natalia.
Choroba, która przyszła nagle
Wszystko zaczęło się niespodziewanie. We wrześniu Michał doznał niedowładu lewej ręki i nogi. Badania obrazowe wykazały guz mózgu. Potem nastąpiła lawina wydarzeń: biopsja, oczekiwanie i ostateczna diagnoza – guz nieoperacyjny, glejak IV stopnia.
– To był szok. Usłyszeliśmy, że rokowania są bardzo złe, ale nie możemy się poddać – podkreśla żona.
Michał przeszedł radioterapię i kontynuuje chemioterapię. Choroba jednak postępuje. Porusza się głównie na wózku inwalidzkim, stracił wzrok w lewym oku. Niedawno doszło do groźnego upadku, zakończonego wizytą na SOR-ze.
– Zawsze był bardzo aktywny, był złotą rączką. Dziś nie może robić nawet prostych rzeczy, które dawały mu radość – mówi Natalia.
Walka o czas i nadzieję
Rodzina nie ustaje w poszukiwaniu ratunku. Konsultuje się z kolejnymi lekarzami, sprawdza możliwości nowoczesnych terapii. Nadzieją była m.in. terapia Optune oraz innowacyjne leczenie w jednym z ośrodków w Bydgoszczy, jednak na ten moment Michał nie został zakwalifikowany z powodu zbyt ciężkiego stanu zdrowia.
Koszty leczenia, konsultacji, rehabilitacji i codziennego funkcjonowania rosną z każdym tygodniem.
– Nie wiemy, z jakimi wydatkami jeszcze się zmierzymy. Już teraz jest nam bardzo trudno – przyznaje żona chorego. – Proszę o każdą wpłatę i każde udostępnienie. Wierzę, że to jeszcze nie koniec naszej wspólnej drogi.
Społeczność, która nie zostawia swoich
Akcja lepienia pierogów pokazuje, jak ogromną siłę ma lokalna solidarność. Dla rodziny Małków to nie tylko wsparcie finansowe, ale też sygnał, że w tej nierównej walce nie są sami.
– Michał musi żyć. Dla mnie i dla naszych synów – mówi Natalia.
W Raniżowie pierogi stają się czymś więcej niż jedzeniem. Stają się symbolem nadziei, której dziś Michał i jego bliscy potrzebują bardziej niż czegokolwiek innego.
Komentarze (0)