Ostatnie wydarzenia w Bieszczadach i na Pogórzu pokazują, że problem coraz częstszych spotkań człowieka z drapieżnikami przestał być jedynie turystyczną ciekawostką, a stał się realnym zagrożeniem dla życia.
Zbigniew Chmielowiec: „Łatwo oceniać z perspektywy Warszawy”
Poseł na Sejm RP Zbigniew Chmielowiec podczas posiedzenia Komisji Ochrony Środowiska stanął w obronie samorządowców, którzy od miesięcy apelują o narzędzia prawne pozwalające na skuteczną reakcję. Parlamentarzysta nie krył oburzenia postawą części polityków z ław opozycyjnych.
— Słuchając niektórych wypowiedzi, odniosłem wrażenie, że brakuje zrozumienia dla codziennej pracy wójtów i burmistrzów. Łatwo jest oceniać sytuację z perspektywy Warszawy
— mówił Chmielowiec.
Poseł odniósł się bezpośrednio do słów posłanki Nowej Lewicy, która apele o działanie po tragedii nazwała „rozkręcaniem histerii”. Według Chmielowca prawdziwym brakiem szacunku dla ofiar jest przemilczanie problemu.
— Potrzebujemy skutecznych narzędzi: od możliwości realnego odstraszania po jasne procedury eliminacji osobników stanowiących bezpośrednie zagrożenie
— podkreślał poseł z Kolbuszowej.
Tomasz Buczek: „Drapieżniki przestały bać się człowieka”
W podobnym, choć jeszcze ostrzejszym tonie, wypowiada się Europoseł Tomasz Buczek. Zwraca on uwagę na zmianę zachowania dzikich zwierząt, które – według jego relacji – wchodzą w tereny zabudowane już nie tylko nocą, ale w „biały dzień”.
— Nigdy nie było takiego roku, żeby niedźwiedzie tak często i tak licznie schodziły w tereny zamieszkiwane przez ludzi. Dzika zwierzyna coraz bardziej przestaje bać się człowieka
— alarmuje Buczek.
Eurodeputowany przytacza sygnały od mieszkańców Przysietnicy (pow. brzozowski) oraz okolic Rzeszowa, gdzie drapieżniki pojawiają się na prywatnych posesjach. Buczek uderza bezpośrednio w kierownictwo Ministerstwa Klimatu i Środowiska, nazywając działania resortu niewystarczającymi. Ostrzega również przed konsekwencjami dla turystyki – jeśli region zacznie kojarzyć się z agresywną zwierzyną, lokalna ludność żyjąca z przyjezdnych może stanąć w obliczu dramatu finansowego.
Czy będą zmiany w prawie?
Obaj politycy są zgodni: ochrona przyrody jest istotna, ale nie może stać ponad bezpieczeństwem mieszkańców, dzieci i seniorów. Tragedia w Płonnej stała się punktem zwrotnym, który zmusił decydentów do debaty nad tym, jak pogodzić obecność dużych drapieżników z normalnym funkcjonowaniem podkarpackich wsi.
Mieszkańcy Bieszczad i całego województwa oczekują teraz na konkretne rozwiązania systemowe, które wyjdą poza sferę politycznych sporów w stolicy i dadzą samorządowcom realną możliwość obrony swoich obywateli przed zagrożeniem, które czai się tuż za progiem ich domów.
Komentarze (0)