Dziś Lasowiackie Baby tworzą tradycyjny, trzyosobowy skład: skrzypce prym, skrzypce sekund oraz bas. W pierwszej części rozmowy przedstawicielka kapeli opowiada o początkach wspólnego grania, nauce od podstaw, kobiecej interpretacji muzyki oraz melodiach przekazywanych przez lokalnych muzykantów.
Skąd wziął się pomysł na stworzenie kapeli Lasowiackie Baby i jak wyglądały początki Waszego wspólnego grania?
Ciężko powiedzieć, że to był nasz pomysł, dlatego że my wszystkie trzy jesteśmy członkiniami Zespołu Ludowego Górniacy. I na dobrą sprawę to nie był nasz pomysł. To był pomysł kierowniczki Elżbiety Czachor, która stwierdziła, że na dożynki dobrze byłoby, żebyśmy nie tylko tak sucho śpiewały, ale byśmy "ogarnęli" jakąś kapelę. No i wtedy my tak: no jejku, Mariola, czyli prymistka, jest z wykształcenia trębaczką, Marta, która jest kontrabasistką, z wykształcenia flecistką, no ja jestem biologiem, czyli w ogóle niezwiązana z muzyką, ale zawsze chciałam się nauczyć grać na skrzypcach. I wyszło takie: no mamy wakacje, wszystkie jesteśmy nauczycielkami, no to dlaczego by nie zacząć? Pierwszy nasz występ był rzeczywiście w ramach dożynek i miałyśmy po prostu podegrać naszemu zespołowi do śpiewania. Zaczęłyśmy w wakacje, no bo skoro wolne, skoro urlopy, no to mamy czas na to, żeby się wziąć za muzykę i wspólne granie. Ja byłam całkowicie zielona, jak chodzi o muzykę i granie. Gdzieś tam kiedyś próbowałam się uczyć sama grać na gitarze i na tej gitarze rzeczywiście coś tam typowo do ogniska zagram ale tak to rzeczywiście nic wspólnego z muzyką nie miałam. Wspominałyśmy właśnie ostatnio, jak to cztery lata temu w ramach festiwalu lasowiackiego na naszym skansenie w Kolbuszowej były prowadzone warsztaty z lokalnymi muzykantami. I to były wtedy warsztaty z Pawłem Pudłowskim, grającym w kapeli z Majdanu Królewskiego, i z Adamem Draganem, który gra w kapeli Cmolaskie Chłopoki. Oni prowadzili wtedy warsztaty i mamy nagrania, mamy zdjęcia, jak rzeczywiście Mariola uczyła się prymu, jak to jest w ogóle grać. Ja się wtedy uczyłam sekundu i wtedy właśnie panowie, chłopaki próbowali mi pokazać, jak mam ten dźwięk wydobyć z tych skrzypiec. Tak samo Marta była z nami wtedy, uczyła się basować. No i wtedy Paweł Pudłowski mówi: „Jezu, dziewczyny, ale to jest potencjał. Trzy kobiety, no tego jeszcze nie ma w naszej okolicy, żeby rzeczywiście trzy kobiety grały i kapelę miały. Musicie to kontynuować, musicie to jakoś ugryźć, musicie to dalej tworzyć”. Pamiętam te nasze pierwsze występy właśnie na dożynkach. Byłyśmy wyuczone. Później pamiętam Święto Ziemniaka u nas we wsi, tak samo byłyśmy wyuczone. Każda z nas na początku bardzo delikatnie, bardzo nieswojo czuła się z tym instrumentem. Początki bywały ciężkie, bo tak jak wspominałam, żadna z nas docelowo na tych instrumentach, na których gramy, nie grała. Więc bardzo dużo prób. Siedziałyśmy po prostu całymi dniami i uczyłyśmy się razem grać, uczyłyśmy się tych dźwięków. Ja miałam taki zeszyt zapisany po prostu z tym, który palec na którą strunę w danym momencie powinnam położyć, żeby wydobyć ten odpowiedni, konkretny jeden dźwięk. No i tak w te wakacje spotykałyśmy się. Rzeczywiście coraz więcej zaczynałyśmy grać. Początki były ciężkie, żeby to rzeczywiście dobrać.
Tworzycie kobiecą kapelę ludową. Czy od początku taki był zamysł i co, Waszym zdaniem, kobiety wnoszą do tradycyjnej muzyki lasowiackiej?
Zdecydowanie tak. Mamy trzyosobowy skład, czyli jest to ten tradycyjny skład lasowiacki, gdzie mamy skrzypce prym, sekund i bas pod postacią kontrabasu. Czy od początku był taki zamysł? Tak, oczywiście od początku był taki zamysł. Stworzył się z takiej naszej chęci, że no w sumie, czego by nie spróbować, czego by nie zacząć. A to, co kobiety wnoszą do muzyki tradycyjnej, to jest rzeczywista skarbnica, dlatego że, zresztą to większość kapel mogłaby powiedzieć, każdy nasz występ jest inny. Nie da się idealnie odtworzyć tych występów względem siebie, bo jest inny dzień, jest inna publiczność, są inne ciśnienia atmosferyczne, wszystko jest inne. Dlatego te nasze występy nie są do siebie do porównania. A tutaj przede wszystkim co kobieta wnosi? No swoją wrażliwość. Czyli tę wrażliwość na muzykę. To, jak my interpretujemy te utwory, to jest bardzo często tylko i wyłącznie inwencja naszej prymistki. No bo tutaj, troszeczkę nawiązując do tego, skąd czerpiemy melodie, to oczywiście my wszyscy tutaj z kapel z okolicy ze sobą współpracujemy. Jesteśmy na tę współpracę zawsze otwarci. I nawet jeśli wykonujemy podobne utwory, to ten sam utwór w wykonaniu naszym, a w wykonaniu jakiejś innej kapeli, po prostu będzie inny. Ale z drugiej strony wnosi i taką tajemniczość, i taki pazur w tę muzykę tradycyjną. Oczywiście, że dajemy się czasem ponieść własnej interpretacji, no bo czasem ciężko jest, żebyśmy wykonywały to toczka w toczkę idealnie tak, jak któryś z tych naszych muzykantów lasowiackich to robił czy muzykantów okolicznych. Tutaj ta nasza inwencja bardzo często wiąże się też z nowymi zwrotkami do tekstów piosenek, które wykonujemy na co dzień.
Skąd czerpiecie melodie, które później wykonujecie? Czy są wśród nich utwory zasłyszane od starszych mieszkańców lub przekazane Wam przez lokalnych muzykantów?
Z naszych tutaj lokalnych muzykantów: Bronisław Płoch z Widełki, Jan Cebula z Kolbuszowej, Jan Marek z Kamionki czy Władek Pogoda z Huciny. To są oczywiście te źródła główne, z których my czerpiemy te informacje, te melodie, tę muzykę. Współpracujemy też z lokalnymi, sąsiadującymi kapelami, na przykład z kapelą z Majdanu Królewskiego czy z kapelą Wola. Gdzieś tam zawsze wymieniamy te swoje poglądy, wymieniamy wrażenia, wymieniamy też melodie. Zresztą, tak jak już wspominałam wcześniej, Paweł Pudłowski był tutaj takim dużym zapalnikiem do tego, żebyśmy rzeczywiście kontynuowały to, co zaczęłyśmy. Więc tutaj te melodie mogą być podobne, mogą być te same, co grają właśnie te lokalne i okoliczne kapele. No ale w naszym wykonaniu będą one nieco inne, bo co kraj, to obyczaj, ale co prymista, to sposób wykonania danego utworu. Zresztą współpracujemy nie tylko z kapelami z naszej okolicy, bo też współpracujemy z kapelami z okolic Rzeszowa, z okolic Dębicy, Ropczyc. Dobrze jest być w tej muzyce i w tym środowisku otoczonym przez dobrych ludzi, którzy dobrze nam życzą, którzy widzą nasze postępy, którzy te postępy śledzą, którzy te postępy zauważają. No bo tak jak już wspominałam, to, co było kiedyś, jak zaczynałyśmy i jak wyglądały te nasze początki, to jest przepaść względem tego, co jest aktualnie. To, co mogą państwo zauważyć na scenach, na nagraniach, które gdzieś tam wrzucamy na nasze media społecznościowe, no to ta odwaga też się otworzyła. My zawsze byłyśmy przy Zespole Ludowym Górniacy, bo od zawsze w sumie i nie pamiętam takiego czasu w moim życiu, żeby tego zespołu nie było. Dlatego tutaj ta odwaga na scenie zawsze była. Ona musiała się tylko powoli, powoli uaktywniać i ujawniać w takiej pełnej krasie. Teraz można to wszystko obserwować na scenie.
Jak wygląda przygotowanie tradycyjnego utworu do występu?
Jeszcze na początku bardzo długi czas spędzałyśmy ze sobą, żeby poznać tę melodię, żeby rzeczywiście Mariola, nasza prymistka, mogła się jej nauczyć. I później sukcesywnie każda z nas dokładała tę swoją część do tego, żeby ten utwór zaprezentować. Teraz już chyba doszłyśmy do takiej wprawy i też po prostu ze sobą się docieramy. I teraz na dobrą sprawę to bardzo często kończy się tak, że jak już prymistka się nam nauczy głównej melodii, to my za dużo już do dyskusji nie mamy. I to jest kwestia czasem jednego, dwóch spotkań, przygrania tego raz i rzeczywiście to będzie gdzieś tam się układało w tej głowie i będziemy to odtwarzać i grać.
Staracie się grać utwór możliwie najwierniej czy pozwalacie sobie także na własną interpretację?
Oczywiście staramy się najwierniej zostać przy brzmieniu tych utworów, ale często na tę własną interpretację się kusimy jednak, dlatego że w większości uczymy się tych utworów z nagrań archiwalnych, które mamy na przykład z naszego Miejskiego Domu Kultury. Ciężko jest czasem nam, które lubimy tę muzykę ludową, słuchać wykonań niektórych muzykantów już z grupy tych nieżyjących, bo to już często nie były do końca ich lata, nie byli w latach dobrych, żeby te dźwięki były czyste. Czasem jest ciężko, żeby rzeczywiście siedzieć i słuchać tego tylko i wyłącznie, bo na przykład ten muzykant wstawił tam tak dużo dźwięków w jednym miejscu, że ciężko jest to w ogóle z nagrania odczytać. Często musimy zwalniać te nagrania, żeby po prostu w zwolnionym tempie usłyszeć poszczególne i pojedyncze dźwięki, które są nam potrzebne. Czasem jest to bardzo mozolny proces tego, żeby odczytać tę melodię, kiedy nie mamy zapisu nutowego. No bo przyznajmy się, kto z tych muzykantów robił zapisy nutowe. Zresztą bardzo dużo uczymy się ze słuchu, z tego, że ktoś nam coś zagra. Czyli na przykład na jakichś warsztatach jesteśmy, usłyszymy melodię i staramy się to zapamiętać. Prymistka oczywiście ma to największe i najcięższe brzemię związane z zapamiętywaniem melodii.
Przejdź do części drugiej klikając TUTAJ>>>
Komentarze (0)