reklama

"Zakładano na nas pułapki". Komendant Straży Leśnej bez ogródek o realiach służby w terenie

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

"Zakładano na nas pułapki". Komendant Straży Leśnej bez ogródek o realiach służby w terenie - Zdjęcie główne
Autor: K. Ząbczyk | Opis: - Spotykamy się z kradzieżami, uszkodzeniami czy nawet celowym wycinaniem drzew z czystej złośliwości - mówi Mariusz Kobylarz.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WIADOMOŚCICzy Straż Leśna to naprawdę „leśna policja”? Jak wygląda codzienna służba w terenie, z jakimi wykroczeniami strażnicy spotykają się dziś najczęściej i czy kłusownictwo nadal jest realnym problemem? Mariusz Kobylarz, komendant Posterunku Straży Leśnej, opowiada o zmianach, jakie zaszły w lasach na przestrzeni ostatnich dekad, wspomina najtrudniejsze interwencje i tłumaczy, dlaczego dziś więcej problemów niż kradzieże drewna przysparzają quady, nielegalne wjazdy i bezprawne korzystanie z lasu.
reklama

Ponad trzy dekady w służbie lasu, droga od stażysty do komendanta i setki interwencji, które zmieniały się wraz z rzeczywistością wokół. Mariusz Kobylarz ma 52 lata i mieszka w Porębach Dymarskich. Od 1993 roku związany jest z Lasami Państwowymi, a funkcję komendanta Posterunku Straży Leśnej pełni nieprzerwanie od 2001 roku. Jak sam przyznaje, jego zawodowa ścieżka przebiegała podobnie jak u wielu leśników - od pracy w terenie, przez stanowisko podleśniczego, aż po służbę w straży.

Po godzinach zamienia mundur na motocyklowy kask albo rusza przed siebie z detektorem metali - jako pasjonat archeologii i członek grupy poszukiwawczej V2 Team. Bo choć las to jego codzienność od lat, równowaga między pracą a odpoczynkiem okazuje się równie ważna, jak porządek w terenie, którego pilnuje.

reklama

Wielu osobom Straż Leśna kojarzy się z „leśną policją”. Na ile to trafne porównanie, a gdzie zaczynają się zasadnicze różnice?

- Tutaj jest dużo trafności, ponieważ działamy na zasadach, można powiedzieć, policyjnych. Jeżeli chodzi o takie kwestie jak legitymowanie czy używanie środków przymusu bezpośredniego, to funkcjonujemy na tych samych przepisach. Tak naprawdę straż jest od tego, aby pilnować porządku na terenie lasu, czyli de facto obowiązki policyjne przechodzą na nas - z tym że na terenie lasów państwowych. Także to porównanie jak najbardziej jest trafne. Rozpoczynając od najlżejszych uprawnień, mamy prawo do legitymowania, wystawiania mandatów karnych, oczywiście także do pouczeń i tak dalej, do zatrzymywania i kontroli środków transportu na terenie lasu. Mamy również prawo do użycia środków przymusu bezpośredniego i broni palnej. Jeżeli chodzi o pościgi, to ze względów bezpieczeństwa takich działań nie prowadzimy. Także mamy dosyć szerokie spektrum uprawnień i obowiązków - wszystko jest określone w ustawie o lasach i w dużej mierze są to uprawnienia zbliżone do policyjnych.

reklama

 

Jak wygląda typowy dzień pracy komendanta Posterunku Straży Leśnej - jeśli w ogóle można mówić o „typowym dniu”?

- Typowy dzień rozpoczyna się od przejrzenia poczty wewnętrznej, ewentualnie meldunków i informacji składanych przez terenową służbę leśną, która jest rozsiana po całym terenie nadleśnictwa - czyli leśniczych i podleśniczych. Jeżeli znajdą coś niepokojącego, zgłaszają to mailowo lub w inny sposób. Następnie analizuje się te zgłoszenia i przydziela zadania strażnikom leśnym. To jest taki typowy dzień.

 

Z jakimi interwencjami spotykacie się najczęściej? To bardziej kłusownictwo, kradzieże drewna, czy może coś zupełnie innego, czego przeciętny człowiek by się nie spodziewał?

- W dzisiejszych czasach najwięcej interwencji dotyczy grupy szkodnictwa określanej jako bezprawne korzystanie z lasu. W jej skład wchodzą typowe wykroczenia leśne, czyli wjazdy do lasu, zaśmiecanie, puszczanie psów luzem, płoszenie zwierzyny czy zbiory owoców leśnych w miejscach lub w sposób niedozwolony. To są najczęstsze interwencje na naszym terenie i z tego, co się orientuję, podobne tendencje występują w całej Polsce. Kiedyś było trochę inaczej - dominowały przypadki związane z kradzieżą drewna, ale z czasem zostało to, że tak powiem, ograniczone i wyhamowane. Obecnie jest ich stosunkowo mniej, natomiast więcej jest zdarzeń związanych z wjazdami do lasu, płoszeniem zwierzyny czy użytkowaniem quadów.

reklama

 

Kłusownictwo często pojawia się w mediach, ale rzadko mówi się o jego skali lokalnie. To wciąż realny problem w naszych lasach?

- Na terenie, na którym gospodarujemy - z grubsza powiat kolbuszowski - występują przypadki kłusownictwa. Z reguły są to przypadki skłusowania zwierzyny przy użyciu broni palnej, przy czym większość tych zdarzeń ma miejsce poza lasami, w pobliżu zabudowań, na otwartej przestrzeni albo w zakrzaczeniach śródpolnych. Takie sytuacje się zdarzają, czasami uczestniczymy w działaniach, gdy policja prosi nas o wsparcie - na przykład przy oględzinach. Nawet niedawno, około trzy tygodnie temu, braliśmy udział w oględzinach skłusowanego jelenia. Natomiast sprawami poza lasami państwowymi zajmuje się policja i to ona prowadzi statystyki, z których można się dowiedzieć więcej. Myśliwi również zgłaszają takie przypadki bezpośrednio policji. Jeżeli chodzi o nadleśnictwo, to jeszcze kilka lat temu problemem było wnykarstwo, czyli zakładanie wnyków. Obecnie zostało to ograniczone do minimum - albo w ogóle się ich nie znajduje, albo są to pojedyncze przypadki.

reklama

 

Zdarzają się sytuacje niebezpieczne dla strażników? Mieliście interwencje, które szczególnie zapadły panu w pamięć?

- Takie niebezpieczne sytuacje miały miejsce głównie w związku z kradzieżami drewna. Było to jednak kilka lat temu - wtedy takich zdarzeń było dużo. Zakładano na nas, czyli na służbę leśną, różnego rodzaju pułapki: deski z gwoździami, wykopywano dziury w drogach i przykrywano je gałęziami, żeby można było wjechać samochodem i uszkodzić pojazd. Zdarzało się też używanie niebezpiecznych narzędzi wobec strażników leśnych. W ostatnich latach, z racji tego, że przypadków kradzieży drewna jest mniej, nie notujemy już takich sytuacji zagrażających zdrowiu i życiu. W zasadzie w ostatnim czasie takich zdarzeń nie było. Bywały natomiast przypadki pożarów, których przyczyn nigdy do końca nie ustalono, ale istniało duże podejrzenie, że były one związane - mówiąc kolokwialnie - z jakąś formą zemsty.

 

Jakim sprzętem dysponuje dziś Straż Leśna - to bardziej terenówki i lornetki, a może zaawansowane technologie, takie jak drony?

- Posiadamy dość rozbudowaną bazę sprzętu do obserwacji. Zaczynając od monitoringu, czyli fotopułapek i kamer leśnych, które działają niezauważalnie. Do obserwacji nocnej mamy kamery termowizyjne z możliwością nagrywania i zapisu dźwięku. Posiadamy także kamery noktowizyjne oraz drona z funkcją rejestracji obrazu. Jesteśmy więc dobrze wyposażoną jednostką, jeżeli chodzi o Straż Leśną. Dysponujemy również samochodem terenowym i innym sprzętem. Mamy broń krótką, z którą w większości udajemy się do służby, ale na wyposażeniu znajduje się także broń długa automatyczna.

 

W ostatnich latach coraz więcej mówi się o kradzieżach drewna. To rzeczywiście narastający problem, czy raczej medialne wyolbrzymienie?

- Z perspektywy kilkudziesięciu lat największe nasilenie tego zjawiska przypadało na lata dziewięćdziesiąte i początek dwutysięcznych. Było to związane m.in. z wysokim bezrobociem na naszym terenie - wiele osób traciło wtedy pracę. Mamy tu sporo miejscowości położonych wśród lasów, więc dla części ludzi kradzież drewna była sposobem na przetrwanie - przerabiali je i sprzedawali. Później sytuacja zaczęła się zmieniać. Pojawiła się emigracja, powstawały nowe miejsca pracy, a także same służby leśne, w tym Straż Leśna, które dostosowywały się do nowych warunków, żeby działać skuteczniej. Wszystko to sprawiło, że skala kradzieży wyraźnie się zmniejszyła. Obecnie na terenie naszego nadleśnictwa notujemy kilkanaście takich przypadków rocznie.

 

Zdarzają się sytuacje konfliktowe między turystami a leśnikami lub strażą leśną? O co najczęściej „idzie spór”?

- Może nie tyle konflikty, co drobne nieporozumienia się zdarzają. Najczęściej dotyczą sytuacji, gdy osoby przyjeżdżające do lasu wjeżdżają tam samochodem osobowym. Tłumaczą to tym, że Lasy Państwowe są własnością wszystkich obywateli, więc - ich zdaniem - powinni mieć prawo swobodnego wjazdu. To są najczęstsze spory, ale poważniejszych, drastycznych sytuacji raczej nie ma. Staramy się zawsze tak prowadzić interwencje, aby zakończyły się jak najmniej uciążliwie dla danej osoby. Około 90% przypadków kończy się pouczeniem, więc można powiedzieć, że ludzie odchodzą raczej zadowoleni i świadomi zasad. Z roku na rok liczba takich zdarzeń - jak wjazdy do lasu czy inne naruszenia porządku - nie rośnie, raczej utrzymuje się na podobnym poziomie.

 

Na myśl przychodzą mi jeszcze kierowcy quadów. Jak to z nimi jest?

- Zdarzają się, owszem. Problem z quadami polega na tym, że w zdecydowanej większości są to osoby przyjezdne. Mieliśmy tu grupy ze Stalowej Woli, Nowej Dęby czy Majdanu Królewskiego. Przyjeżdżają, spotykają się w ustalonych miejscach, działają w swoich grupach i potrafią w ciągu jednego dnia przejechać kilkadziesiąt kilometrów - tak, że są na przykład na ścieżce wypoczynkowej w Wilczej Woli, a kilka godzin później już w Nowej Dębie. Ten problem faktycznie występuje, ale ma charakter ogólnopolski. Najgorsze sytuacje są wtedy, gdy quady i motocykle typu cross wjeżdżają na uprawy leśne i niszczą młode drzewka - to powoduje realne straty. Oczywiście samo jeżdżenie po drogach leśnych czy płoszenie zwierzyny też jest problemem, ale nie generuje tak bezpośrednich szkód jak niszczenie upraw, dróg, poboczy czy skarp.

 

Temat polowań budzi dziś ogromne emocje. Jak z perspektywy Straży Leśnej wygląda współpraca z myśliwymi i czy rzeczywiście dochodzi do niebezpiecznych incydentów częściej niż kiedyś?

- Jeżeli chodzi o myśliwych, to ewentualne zdarzenia tego typu są zazwyczaj zgłaszane policji. Na naszym terenie nie mam jednak wiedzy o sytuacjach, w których występowałoby realne zagrożenie dla osób postronnych. Z tego, co mogę powiedzieć, obecnie dużo uwagi poświęca się bezpieczeństwu podczas polowań - przy drogach ustawiane są tablice informujące o polowaniu, a same polowania odbywają się raczej w miejscach oddalonych od szlaków turystycznych i dróg. Dlatego nie widzę tutaj istotnego problemu, jeśli chodzi o zagrożenie dla osób trzecich - ani na terenie naszego nadleśnictwa, ani szerzej, w powiecie kolbuszowskim.

 

Druga część wywiadu pojawi się przed południem w poniedziałek, 6 kwietnia, na portalu korsokolbuszowskie.pl.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo