Sprawa rozpoczęła się od wniosku Mieczysława Burka, przewodniczącego Rady Powiatu Kolbuszowskiego. Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu rozpatrywał ją w związku z trwającą kampanią referendalną.
Postanowieniem z 24 sierpnia sąd nakazał usunięcie zakwestionowanych materiałów. spór dotyczył banerów, na których pojawiały się informacje odnoszące się do odwołania zarówno Rady Powiatu Kolbuszowskiego, jak i starosty. Tymczasem referendum wyznaczone na 30 sierpnia dotyczy odwołania przed upływem kadencji Rady Powiatu Kolbuszowskiego.
Rozstrzygnięcie pierwszej instancji zostało zaskarżone. Sprawa trafiła do sądu w Rzeszowie, który oddalił zażalenie. Tym samym wcześniejsze postanowienie nie zostało zmienione.
O ocenę decyzji sądu, dalsze losy banerów i możliwy wpływ całej sprawy na niedzielne głosowanie zapytaliśmy Tomasza Buczka.
Jak odnosicie się do decyzji sądu apelacyjnego?
Odnoszę się do niej krytycznie i bez złudzeń. Sądy w Polsce były i są upolitycznione. Tak jak my, doświadczają tego także zwykli mieszkańcy naszego kraju, województwa i powiatu. Ileż miałem sygnałów w sprawie tarnobrzeskiego i kolbuszowskiego sądu. Ileż miałem wiadomości od mieszkańców, którzy czuli się pokrzywdzeni przez wyroki sądu w Tarnobrzegu i Rzeszowie. W przypadku naszej apelacji sąd w Rzeszowie oddalił zażalenie. Pierwszy wyrok wydał sędzia powołany po 2017 roku, tzw. neo-sędzia. Natomiast w apelacji sędzia - sprawozdawca jest związany ze stowarzyszeniem Iustitia. To nie jest przypadek. To obraz polskiego sądownictwa w sprawach, które mają znaczenie polityczne: jeden układ koryguje drugi, a oba chronią istniejący stan. Zwykli obywatele często nie mają w tych sądach szans na sprawiedliwość gdy wygrywają personalne znajomości. I nie chcemy ich mieć! Nie gramy w tę grę. Dlatego przegrywamy w takich sądach, gdzie wygrywa tam ten, kto lepiej zna korytarze, a nie ten, kto ma rację. Treści na banerach nie były kłamstwem. Sąd może nakazać zdjęcie płótna. Nie może nakazać mieszkańcom, żeby zapomnieli, co widzieli przez ostatnią dekadę. To patologia: sądy stały się kolejnym narzędziem w wojnie dwóch obozów, które tak naprawdę żyją w wzajemnej symbiozie. Jeden broni „swoich” nominatów, drugi - „swoich” stowarzyszeń a obie ekipy lokalnie świetnie się dogadują. Mieszkaniec powiatu kolbuszowskiego ma być w ich założeniu w tej układance tylko pionkiem. Na to nie ma mojej zgody! - odpowiada Tomasz Buczek.
Przytoczone zarzuty dotyczące sądów i sędziów są oceną Tomasza Buczka.
„Ja nie zamierzam niczego ściągać”
Zapytaliśmy europosła, kiedy i w jaki sposób organizatorzy zamierzają zastosować się do postanowienia dotyczącego banerów.
Ja nie zamierzam niczego ściągać. Dzisiaj będę nadal plakatować i wywieszać banery do samej ciszy wyborczej. Nie mam zamiaru uginać się przed tym patologicznym systemem, nawet gdyby po raz kolejny przyszło mi za to zapłacić. Nie jestem osobą, która można zastraszyć, czy sobie podporządkować, jakby sobie tego życzyliby lokalni politycy i samorządowcy. Poza tym za kilka godzin mamy ciszę wyborczą, więc temat sam się rozwiąże - od poniedziałku banery będą ściągane i tak i tak - mówi.
Ile banerów obejmuje postanowienie?
Tomasza Buczka zapytaliśmy także o liczbę materiałów, które miałyby zostać usunięte.
Nikt nawet nie wiem o jakie dokładnie banery chodzi, bo sąd opisał w postanowieniu, że ich treść i szata graficzna ma być „jak na karcie 13 akt sprawy”. My tych akt nie widzieliśmy na oczy, dlatego nie mam pojęcia ile ich jest. Jednocześnie ostrzegam, każde samodzielne ściągniecie plakatu i banneru nadal będzie złamaniem prawa obywateli do informacji o odbywającym się referendum - odpowiada.
Co stanie się z banerami po referendum?
Kolejne pytanie dotyczyło tego, co organizatorzy zamierzają zrobić z materiałami po ich zdjęciu.
Zostaną zdjęte i jak zawsze rozdanie mieszkańcom którym często sługą przy remontach domów, przykrycia opału, czy jako ochrona dla zwierząt w schroniskach. Nie będziemy ich palić na rynku ani robić z tego happeningu. To nie jest teatr - mówi Buczek.
Czy liczyli na zmianę decyzji?
Zapytaliśmy również, czy po złożeniu środka odwoławczego organizatorzy referendum rzeczywiście spodziewali się zmiany wcześniejszego rozstrzygnięcia.
Mieliśmy nadzieję, że sąd drugiej instancji oceni sprawę merytorycznie: co jest faktem, co jest oceną, a co jest dopuszczalną krytyką władzy publicznej w kampanii referendalnej. Tymczasem decyzja zapadła na posiedzeniu niejawnym bez powiadomienia nas o rozprawie zarówno pierwszej jak i drugiej. Bardzo to wszystko podejrzane, szyte grubymi nićmi. Nie byliśmy naiwni. Widzieliśmy, kto orzekał w pierwszej instancji i kto miał orzekać w drugiej. W Polsce w takich sprawach zbyt często wygrywa nie argument, tylko przynależność do środowiska adwokacko-sędziowskiego. Dlatego apelacja była dla nas obowiązkiem, nie złudzeniem. Złożyliśmy pismo, dla wypełnienia formalności. Orzeczenia z drugiej instancji nawet uzasadnienia nie mogliśmy wysłuchać, bo nas nie powiadomiono o rozprawie. Wynik potwierdził to, co od dawna mówimy: wymiar sprawiedliwości w sporach politycznych i nie tylko, jest częścią systemu, który się wzajemnie uzupełnia i broni. Odcinamy się od takiego systemu sądowego. Taki system trzeba gruntownie zreformować - odpowiada europoseł.
Także w tym przypadku są to opinie i oceny rozmówcy dotyczące sposobu działania wymiaru sprawiedliwości.
Czy decyzja sądu wpłynie na mieszkańców?
Ostatnie pytanie dotyczyło możliwego wpływu sądowego sporu na niedzielne referendum. Buczek przyznaje, że organizatorzy liczą nawet na mobilizację mieszkańców.
Tak! Nawet na to liczymy! Liczymy że mieszkańcy zostaną zmobilizowani po tym co obserwują na własne oczy, po tym jak zobaczyli jak próbuje się nas zdyskredytować i zastraszyć. Ale to się nie uda i zawsze będziemy stać po stronie mieszkańców powiatu. Mieszkańcy nie potrzebują bannerów, żeby wiedzieć, jak wyglądało zarządzanie powiatem. Jeśli ktoś sądzi, że zdjęcie kilku metrów płótna na dwa dni przed referendum zmieni decyzję ludzi, którzy złożyli siedem tysięcy podpisów, ten nie zna tego powiatu. Ten wyrok może nawet zadziałać odwrotnie. Pokazuje, że układ - niezależnie od tego, czy akurat broni go „neosędzia”, czy sędzia z Iustitii - boi się pytania, które mieszkańcy chcą zadać przy urnie. Nasze zadanie jest proste: wyjaśnić, że sąd zdjął banery, a nie zdjął problemu. I zaprosić ludzi do głosowania. 30 sierpnia widzimy się w lokalach wyborczych. Głosowania odbywają się w sołectwach i mieście w tych samych lokalach co przy okazji innych wyborów (tylko w kilku sołectwach są zmiany, które trzeba sprawdzić, a o których pisaliśmy na naszych stronach komitetu referendalnego) - mówi Tomasz Buczek.
Referendum w sprawie odwołania Rady Powiatu Kolbuszowskiego przed upływem kadencji odbędzie się w niedzielę, 30 sierpnia. Mieszkańcy odpowiedzą na pytanie: „Czy jest Pani/Pan za odwołaniem Rady Powiatu Kolbuszowskiego przed upływem kadencji?”.
Komentarze (0)