Do referendum zostały już tylko dwa dni. W niedzielę, 30 sierpnia, mieszkańcy powiatu kolbuszowskiego zdecydują, czy chcą odwołania Rady Powiatu Kolbuszowskiego przed upływem kadencji.
Na ostatniej prostej kampanii swoją ocenę sytuacji przedstawili dwaj rozpoznawalni politycy związani z powiatem - poseł Zbigniew Chmielowiec i europoseł Tomasz Buczek.
Nie jest tajemnicą, że obaj od dawna pozostają w politycznym sporze. Różnią ich poglądy, styl działania i ocena lokalnego samorządu. Tym razem ich wymiana zdań dotyczyła bezpośrednio referendum.
Chmielowiec: rada i zarząd wykonują swoje zadania
Zbigniew Chmielowiec stanął po stronie obecnych władz powiatu.
W swoim stanowisku podkreślił, że Rada Powiatu i Zarząd Powiatu realizują zadania związane m.in. z funkcjonowaniem szpitala, inwestycjami, pozyskiwaniem środków zewnętrznych i rozwojem szkół.
Jego zdaniem samorząd należy oceniać przez pryzmat konkretnych działań i efektów.
Poseł bardzo wyraźnie odniósł się też do Tomasza Buczka.
Styl polityki uprawianej przez pana europosła Tomasza Buczka jest mi zdecydowanie obcy - napisał.
Chmielowiec zarzucił mu budowanie konfliktu i medialnego szumu zamiast współpracy z samorządami.
Postawił również pytanie, czy Buczek realnie wspierał lokalne władze w staraniach o pieniądze na inwestycje. Sam od razu odpowiedział: „Nie”.
445 tysięcy złotych za referendum
Jednym z najmocniejszych argumentów posła był koszt referendum.
Chmielowiec przypomniał, że jego organizacja kosztuje blisko 445 tys. zł i zaznaczył, że pieniądze te mogłyby zostać przeznaczone na drogi, szkoły, infrastrukturę czy inne potrzeby mieszkańców.
Jednocześnie zastrzegł, że szanuje demokrację i prawo mieszkańców do wyrażenia swojego zdania.
Jego krytyka dotyczyła jednak tego, co nazwał politycznym wykorzystaniem społecznego niezadowolenia.
W mojej ocenie mieszkańcy zostali wciągnięci w swoisty teatr jednego aktora - stwierdził.
Na zakończenie jasno zadeklarował, co zrobi w niedzielę.
Napisał, że wybiera spotkania z mieszkańcami i udział w wydarzeniach w Kolbuszowej, Raniżowie i Majdanie Królewskim.
Buczek odpowiada listem otwartym
Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać.
Tomasz Buczek opublikował obszerny list otwarty do Zbigniewa Chmielowca. Jego ton był znacznie ostrzejszy.
Europoseł zarzucił posłowi oportunizm, wieloletnią polityczną bierność i podporządkowanie partyjnym układom.
W jednym z bardziej kąśliwych fragmentów pisał, że przez kilka kadencji Chmielowiec był znany głównie z lokalnych wystąpień i wydarzeń, podczas gdy aktywność sejmowa pozostawała niewielka.
Buczek porównał też sytuację posła do funkcjonowania Rady Powiatu.
Według niego zarówno lokalna rada, jak i Chmielowiec zaczęli być bardziej aktywni dopiero wtedy, gdy pojawiło się realne zagrożenie polityczne.
„Powiat jak prywatny folwark”
Buczek nie ograniczył się do personalnych uwag pod adresem posła.
Znacznie mocniej uderzył w sposób zarządzania powiatem.
Napisał, że przez blisko 20 lat lokalny układ władzy miał zostać „zabetonowany”, a Rada Powiatu - jego zdaniem - była zbyt mocno podporządkowana staroście.
Przez prawie 20 lat rządzicie powiatem jak prywatnym folwarkiem - napisał europoseł.
Zarzucił też obecnym władzom, że dopiero referendum zmusiło je do większej aktywności, tłumaczenia swoich decyzji i szukania kontaktu z mieszkańcami.
Spór o to, kto naprawdę „załatwia” pieniądze
Buczek odpowiedział również na zarzut Chmielowca, że nie wspierał samorządów w zdobywaniu środków.
Stwierdził, że europoseł nie jest osobą, która bezpośrednio rozdaje pieniądze gminom czy powiatom, ponieważ mechanizm finansowania unijnego wygląda inaczej.
Przy okazji zaatakował styl polityki oparty - jak to określił - na pokazywaniu mieszkańcom, kto „załatwił” dany sprzęt czy inwestycję.
W tej części sporu widać wyraźnie, że obaj politycy zupełnie inaczej rozumieją rolę parlamentarzysty.
Chmielowiec stawia na współpracę z lokalnymi samorządami i pozyskiwanie konkretnych środków. Buczek akcentuje walkę z regulacjami unijnymi i ogólnokrajową polityką gospodarczą.
Buczek broni kosztów referendum
Europoseł odniósł się także do argumentu o kosztach referendum.
Przekonywał, że pieniądze nie „znikają”, lecz w części trafiają do mieszkańców pracujących w komisjach czy przy obsłudze głosowania.
Jednocześnie przypomniał wydatki związane z wyborami kopertowymi w 2020 roku, zestawiając je z kosztem lokalnego referendum.
W jego ocenie referendum jest legalnym, konstytucyjnym narzędziem kontroli władzy.
Dwa światy, dwie narracje
Stanowiska obu polityków pokazują dokładnie, o co toczy się spór przed niedzielnym głosowaniem.
Chmielowiec mówi: samorząd działa, inwestuje i powinien dostać szansę dokończenia kadencji.
Buczek odpowiada: właśnie referendum jest sposobem na rozliczenie władzy, która - jego zdaniem - zbyt długo funkcjonowała bez realnej kontroli.
Jeden mówi o odpowiedzialności i ciągłości. Drugi o potrzebie zmiany i końcu politycznego monopolu.
Obaj pełne stanowiska opublikowali na swoich profilach na Facebooku, gdzie można zapoznać się z całością ich argumentacji.
W niedzielę nie zdecydują jednak ani Chmielowiec, ani Buczek. Zdecydują mieszkańcy powiatu kolbuszowskiego.
Komentarze (0)