Weterynarz ostrzega przed „pseudo-masarniami”
Powiatowy lekarz weterynarii w Kolbuszowej Marek Olszowy alarmuje, że kupowanie mięsa i wędlin z nielegalnych ubojni oraz nieoficjalnych produkcji może stanowić bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia konsumentów.
Chodzi o wyroby, które trafiają do ludzi poza oficjalnym obrotem, bez badań, bez dokumentów, bez nadzoru weterynaryjnego i bez pewności, skąd pochodziło zwierzę.
- Kupowanie mięsa i wędlin z nielegalnych ubojni oraz nieoficjalnych produkcji stanowi bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i życia konsumentów
- mówi w rozmowie z nami Marek Olszowy, powiatowy lekarz weterynarii w Kolbuszowej.
Jak dodaje, powiatowi lekarze weterynarii regularnie apelują, aby unikać żywności niewiadomego pochodzenia.
„Nie została poddana obligatoryjnym badaniom”
Problem dotyczy przede wszystkim mięsa i wyrobów sprzedawanych jako „swojskie”, „domowe” albo „prosto od gospodarza”, ale bez legalnego potwierdzenia pochodzenia.
- Powiatowi lekarze weterynarii regularnie apelują o bezwzględne unikanie żywności niewiadomego pochodzenia, ponieważ nie została ona poddana obligatoryjnym badaniom. Produkty te nie spełniają żadnych norm sanitarnych, a ich spożycie grozi śmiertelnymi chorobami i masowymi zatruciami
- podkreśla Marek Olszowy.
Weterynarz nie mówi o zwykłym handlu lokalnymi produktami, który może odbywać się legalnie. Wskazuje na działalność prowadzoną poza systemem, bez zgłoszenia, bez badań i bez kontroli.
Włośnica, bakterie i jad kiełbasiany
Najpoważniejsze zagrożenia związane z niebadanym mięsem dotyczą chorób pasożytniczych, bakterii chorobotwórczych i toksyn.
Marek Olszowy wymienia m.in. włośnicę, czyli trychinozę. To choroba pasożytnicza, która może wystąpić po spożyciu nieprzebadanej wieprzowiny lub dziczyzny. Główny Inspektorat Sanitarny wyjaśnia, że włośnica jest zoonozą przenoszoną ze zwierząt na ludzi, a jej rezerwuarem mogą być m.in. świnie i dziki. GIS podkreśla, że zapobieganie chorobie opiera się na spożywaniu wyłącznie mięsa i przetworów poddanych właściwej kontroli weterynaryjnej.
Zagrożeniem są także bakterie chorobotwórcze, m.in. Salmonella, E. coli i Listeria monocytogenes. W nieprawidłowo przygotowanych lub przechowywanych przetworach może rozwinąć się również toksyna botulinowa, czyli jad kiełbasiany. Do tego dochodzi ryzyko zatruć chemicznych, jeśli przy produkcji stosowane są niedozwolone substancje albo jeśli żywność powstaje w skrajnie złych warunkach sanitarnych.
Jak podkreśla Marek Olszowy, jeżeli ktokolwiek zakupił wskazany produkt i po jego spożyciu zauważył u siebie niepokojące objawy, powinien skontaktować się z lekarzem. Listerioza może stanowić poważne zagrożenie dla zdrowia, szczególnie dla kobiet w ciąży, noworodków, osób starszych oraz osób z obniżoną odpornością. Podobnie w przypadku podejrzenia włośnicy nie należy lekceważyć żadnych niepokojących dolegliwości i warto jak najszybciej zasięgnąć porady medycznej.
Dlaczego taka żywność jest niebezpieczna?
Największy problem polega na tym, że w przypadku nielegalnej produkcji nikt nie kontroluje, z jakiego zwierzęcia pochodzi mięso i w jakich warunkach zostało przygotowane.
Nie ma badania przedubojowego i poubojowego. Nie wiadomo, czy zwierzę było zdrowe, czy było właściwie oznakowane, czy pochodziło z legalnego gospodarstwa, a nawet czy nie padło przed ubojem.
- Brak badania przed- i poubojowego: zwierzęta mogą pochodzić z kradzieży, być chore, a nawet martwe przed ubojem
- wskazuje Marek Olszowy.
Do tego dochodzą warunki produkcji. Jak mówi lekarz weterynarii, nielegalne wyroby mogą powstawać w brudzie, bez dostępu do bieżącej, czystej wody, bez chłodni i bez zachowania podstawowej higieny.
Mięso bez dokumentów i bez chłodni
Kolejnym problemem jest brak możliwości ustalenia pochodzenia towaru.
Legalne zakłady i legalni sprzedawcy muszą działać w systemie, który pozwala sprawdzić pochodzenie mięsa i produktów. W przypadku „pseudo-masarni” takiej możliwości często nie ma.
- Towar nie posiada oficjalnego certyfikatu ani weterynaryjnego numeru identyfikacyjnego
- mówi Marek Olszowy.
Nielegalna produkcja oznacza także ryzyko przerwania łańcucha chłodniczego. Mięso może być magazynowane lub przewożone w temperaturach sprzyjających psuciu, gniciu i namnażaniu bakterii. To szczególnie niebezpieczne latem, gdy wysokie temperatury przyspieszają psucie żywności.
„Kiełbasa z robakami” i zgłoszenia od klientów
Zapytaliśmy Marka Olszowego, czy wiadomo, ile takich nielegalnych miejsc może działać w powiecie kolbuszowskim.
Odpowiedź jest prosta: inspekcja nie ma pełnej wiedzy, bo takie przypadki wychodzą najczęściej po zgłoszeniach.
- Nie wiemy. Co pewien czas ktoś zgłosi, najczęściej niezadowolony „klient”
- mówi powiatowy lekarz weterynarii.
Jak dodaje, zdarzały się sytuacje, w których ktoś przynosił do inspektoratu kiełbasę z larwami much.
- Czasem ktoś przynosił kiełbasę z robakami - larwy much do inspektoratu i wtedy wychodziło, że w danej miejscowości nie ma zakładu mięsnego
- opisuje Marek Olszowy.
To pokazuje, że problem bywa ukryty do momentu, gdy konsument zauważy coś niepokojącego albo dojdzie do konfliktu ze sprzedającym.
Kolejna „pseudo-masarnia” zlikwidowana
Marek Olszowy przyznaje, że w powiecie wciąż są osoby, które chętnie kupują wyroby z nielegalnych źródeł.
- W naszym powiecie nadal najlepiej smakuje wędlina z wyżej wymienionych źródeł, czyli bez badań zwierząt, jak i samych wyrobów. Ryzyko dla zdrowia! Życia! Kolejna pseudo-masarnia została zlikwidowana
- mówi lekarz weterynarii.
W ostatnim przypadku, jak przekazuje, chodziło o ubój świń niewiadomego pochodzenia.
- W ostatnim przypadku mamy do czynienia z ubojem świń z nieznanego miejsca, bez kolczyków, bez badań w kierunku włośnicy
- mówi Marek Olszowy.
Na miejsce w gminie Kolbuszowa została wezwana policja. Sprawa ma mieć dalszy ciąg.
To także zagrożenie ASF
Nielegalny ubój to nie tylko ryzyko dla konsumentów. To również zagrożenie epizootyczne, czyli związane z chorobami zwierząt.
Marek Olszowy zwraca uwagę na afrykański pomór świń, czyli ASF.
Jeżeli zwierzęta są przemieszczane z nieznanego źródła, bez oznakowania i bez dokumentów, służby nie są w stanie skutecznie śledzić ich pochodzenia. W razie choroby utrudnia to szybkie reagowanie i zabezpieczenie innych gospodarstw.
- To też zagrożenie ASF, bo przemieszczanie zwierząt nie wiadomo skąd
- zaznacza lekarz weterynarii.
Jak dodaje, państwo i rolnicy ponoszą ogromne koszty zabezpieczeń przed ASF, a nielegalne przemieszczanie świń może te działania przekreślać.
- Ogromne koszty zabezpieczeń przed ASF, a ktoś może sprowadzić bez problemu
- mówi Marek Olszowy.
Policja i wnioski o ukaranie
W sprawie ostatniego ujawnionego przypadku wezwana została policja.
- To też będzie dochodziła policja, też została wezwana do miejsca w gminie Kolbuszowa. W tym przypadku są już wnioski o ukaranie
- przekazuje powiatowy lekarz weterynarii.
Jak zaznacza, nielegalny ubój może oznaczać karę finansową, a brak uprawnień do uboju może być traktowany jako przestępstwo.
- Nielegalny ubój to kilka tysięcy kary. Brak uprawnień do uboju to przestępstwo. Ale przede wszystkim liczy się zdrowie ludzi
- podkreśla Marek Olszowy.
Można działać legalnie
Lekarz weterynarii zaznacza, że produkcja i sprzedaż żywności lokalnej może odbywać się legalnie. Jedną z możliwości jest rolniczy handel detaliczny, czyli RHD.
W przypadku produktów pochodzenia zwierzęcego lub żywności złożonej z udziałem takich produktów rejestracji należy dokonać u właściwego powiatowego lekarza weterynarii. Informuje o tym Główny Inspektorat Weterynarii.
GIW wskazuje także, że miejsce sprzedaży żywności w ramach RHD powinno być oznakowane napisem „rolniczy handel detaliczny” oraz zawierać m.in. dane podmiotu, adres miejsca produkcji i weterynaryjny numer identyfikacyjny w przypadku żywności pochodzenia zwierzęcego lub żywności złożonej.
To oznacza, że „swojskie” nie musi znaczyć „nielegalne”. Problem zaczyna się wtedy, gdy produkcja odbywa się poza jakąkolwiek kontrolą.
Jak rozpoznać bezpieczny produkt?
Marek Olszowy przypomina, że legalne mięso i wędliny powinny pochodzić ze sprawdzonego źródła.
Bezpieczniejsze są produkty kupowane w zarejestrowanych sklepach, hurtowniach, zakładach albo na stoiskach zgłoszonych do Inspekcji Weterynaryjnej.
Legalne wyroby powinny mieć oznaczenie weterynaryjne. W przypadku produktów pochodzących z zatwierdzonych zakładów jest to owalny znak z kodem kraju, czyli PL, oraz numerem zakładu. Ważny jest też dowód zakupu. Paragon albo faktura pozwalają potwierdzić, gdzie kupiono produkt i kto za niego odpowiada.
Czego unikać?
Największą ostrożność trzeba zachować przy wyrobach sprzedawanych „po znajomości”, z bagażnika samochodu, na parkingu, przez internet albo bez paragonu.
Szczególnie niepokojące powinny być bardzo niskie ceny, brak etykiety, brak danych producenta, brak informacji o miejscu produkcji i niechęć sprzedawcy do wystawienia dokumentu sprzedaży.
Ryzykowne są też wyroby oferowane jako „domowe”, ale bez żadnego potwierdzenia, że powstały legalnie i były badane.
- „Swojskie” wyroby sprzedawane prosto z bagażnika auta, na parkingach czy przez internet bez faktury to niemal zawsze nielegalna produkcja
- ostrzega Marek Olszowy.
Ubój na własny użytek to nie to samo
Powiatowy lekarz weterynarii wyjaśnia również, że nie należy mylić nielegalnej produkcji na sprzedaż z ubojem na własny użytek.
- Każdy, kto ma zwierzęta, może ubić na tzw. użytek świnie, bydło
- mówi Marek Olszowy.
Czym innym jest jednak przygotowanie mięsa na potrzeby własnego gospodarstwa, a czym innym jego sprzedaż innym osobom bez badań, dokumentów i nadzoru. To właśnie sprzedaż takiej żywności jest problemem, z którym mierzy się inspekcja.
Zgłoszenie może uratować zdrowie
Inspekcja weterynaryjna apeluje, aby nie lekceważyć podejrzanych przypadków.
Jeżeli ktoś ma informacje, że w okolicy działa nielegalna ubojnia, ktoś sprzedaje mięso bez badań albo oferuje wędliny niewiadomego pochodzenia, powinien zgłosić to do Powiatowego Inspektoratu Weterynarii albo na policję.
- Jeśli podejrzewasz, że w twojej okolicy działa nielegalna ubojnia lub ktoś handluje mięsem bez badań, niezwłocznie zgłoś to do Powiatowego Inspektoratu Weterynarii lub na policję. Twoje zgłoszenie może uratować komuś życie
- apeluje Marek Olszowy.
Najważniejsze jest zdrowie
Problem „pseudo-masarni” nie sprowadza się tylko do nieuczciwej konkurencji wobec legalnych producentów. To przede wszystkim zagrożenie dla ludzi, którzy kupują i jedzą takie wyroby, często przekonani, że skoro są „domowe”, to są zdrowsze.
W rzeczywistości brak badań mięsa, brak kontroli warunków produkcji, brak chłodzenia i brak dokumentów pochodzenia mogą skończyć się poważnym zatruciem, chorobą pasożytniczą albo innymi konsekwencjami zdrowotnymi.
Dlatego apel inspekcji weterynaryjnej jest jednoznaczny: kupować mięso i wędliny tylko z legalnego, sprawdzonego źródła. W przypadku żywności pochodzenia zwierzęcego zaufanie do „okazji” może kosztować zbyt dużo.
Komentarze (0)