reklama

Gwara lasowiacka wciąż żyje. Jak dobrze znasz mowę mieszkańców Puszczy Sandomierskiej?

Opublikowano:
Autor:

Gwara lasowiacka wciąż żyje. Jak dobrze znasz mowę mieszkańców Puszczy Sandomierskiej? - Zdjęcie główne
Autor: MKL Kolbuszowa | Opis: Ile z tej niezwykłej mowy zostało jeszcze w naszym regionie?

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WIADOMOŚCI„Ksztonis”, „parscy”, „sycok”, „hulnąć”, „jakisik” czy „gdziesik” - jeszcze niedawno takie słowa można było usłyszeć w wielu domach na terenie powiatu kolbuszowskiego. Dziś gwara lasowiacka przeżywa swój renesans. Jak mówi prof. Kazimierz Ożóg, językoznawca z Uniwersytetu Rzeszowskiego i rodowity Lasowiak z Górna, to właśnie gwara była początkiem jego naukowej drogi. Ile z tej niezwykłej mowy zostało jeszcze w naszym regionie?
reklama

Tekst powstał na podstawie wywiadu „Prof. Kazimierz Ożóg: Dzięki znajomości lasowiackiej gwary zostałem profesorem”, który ukazał się na stronie Festiwalu Kultury Lasowiackiej. Z prof. Kazimierzem Ożogiem rozmawiała Aneta Gieroń.

Prof. Kazimierz Ożóg jest językoznawcą i badaczem kultury związanym z Uniwersytetem Rzeszowskim, a także rodowitym Lasowiakiem z Górna. W swojej działalności naukowej zajmował się m.in. językiem polskim, kulturą języka oraz komunikacją.

Źródło: Festiwal Kultury Lasowiackiej, wywiad Anety Gieroń z prof. Kazimierzem Ożogiem [link do całej rozmowy - kliknij].

Zachęcamy także do wzięcia udziału w naszym quizie o gwarze lasowiackiej. Więcej tutaj: Babcia tak mówiła? Quiz z gwary lasowiackiej. Sprawdź swoją wiedzę

reklama

„Jestem dumny, że jestem Lasowiakiem”

Gwara lasowiacka jest jednym z ważnych elementów dziedzictwa kulturowego terenów dawnej Puszczy Sandomierskiej. Jej ślady są szczególnie mocno zakorzenione także w powiecie kolbuszowskim, gdzie przez pokolenia rozwijała się kultura Lasowiaków.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu sytuacja wyglądała jednak zupełnie inaczej. Posługiwanie się gwarą nie zawsze było powodem do dumy. Wręcz przeciwnie - jak wspomina prof. Kazimierz Ożóg, w czasach jego dzieciństwa mówienie gwarą traktowano jako oznakę gorszego statusu kulturowego.

- W czasach mojego dzieciństwa i młodości nie mieliśmy świadomości, że jesteśmy Lasowiakami, a posługiwanie się gwarą było oznaką upośledzenia kulturowego

reklama

- mówił prof. Ożóg w rozmowie z Anetą Gieroń.

Dzisiaj podejście do regionalnej mowy jest zupełnie inne.

- Jestem dumny, że jestem Lasowiakiem!

- podkreśla językoznawca.

Prof. Kazimierz Ożóg pochodzi z Górna i od pokoleń związany jest z kulturą lasowiacką. Jak sam wspomina, jego pierwszym językiem była właśnie gwara lasowiacka w odmianie górnieńskiej.

Gwara była początkiem jego naukowej drogi

Historia prof. Ożoga jest zresztą wyjątkowo ciekawym przykładem tego, jak regionalna mowa może wpłynąć na całe życie człowieka.

Jako dziecko zauważał, że język używany w jego domu różni się od tego, który słyszał w szkole, radiu czy kościele. To właśnie ta różnica zaczęła go interesować. Przełomem było spotkanie z etnografem Franciszkiem Kotulą, który w 1965 roku przyjechał do szkoły w Górnie.

reklama

Kotula mówił mieszkańcom o Lasowiakach i przekonywał ich, że ich kultura oraz sposób mówienia są wartościowym dziedzictwem, które należy zachować.

Kilka lat później, już jako student polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim, Ożóg spotkał prof. Mieczysława Karasia - również Lasowiaka, pochodzącego z Przędzela nad Sanem.

To właśnie Karaś został promotorem jego pracy magisterskiej poświęconej fonetyce i fonologii gwary Górna i Sokołowa Małopolskiego. Praca została obroniona w 1976 roku.

- Dzięki znajomości czystej, nieskażonej gwary lasowiackiej, od której zaczęła się moja droga naukowa na Uniwersytecie Jagiellońskim

- mówił prof. Ożóg, wspominając swoją drogę do profesury.

Co właściwie wyróżnia gwarę lasowiacką?

reklama

Gwara Lasowiaków nie jest jednolita. W różnych częściach dawnej Puszczy Sandomierskiej można znaleźć różnice w wymowie, słownictwie czy akcencie.

Jak wyjaśnia prof. Ożóg, jest to gwara mieszana, w której można znaleźć elementy małopolskie i mazowieckie.

Ma to związek z historią osadnictwa. Tereny Puszczy Sandomierskiej przez długi czas były trudne do zagospodarowania - podmokłe, piaszczyste i w dużej części porośnięte lasami. Stopniowo napływali tutaj mieszkańcy różnych regionów.

Wśród osadników byli także przybysze z Mazowsza, a w puszczy osadzano również jeńców wojennych różnych narodowości. Ślady tej historii można odnaleźć nawet w nazwach miejscowości. Przykładem jest Majdan czy Majdan Królewski, których nazwy mają źródła związane z dawnym osadnictwem.

„Kosula”, „becka” i „drozdze”. Słyszysz różnicę?

Jedną z najbardziej charakterystycznych cech gwary lasowiackiej jest tzw. mazurzenie.

W dużym uproszczeniu oznacza ono wymowę głosek „sz”, „ż”, „cz”, „dż” jako „s”, „z”, „c”, „dz”.

Dlatego zamiast:

„koszula”

można usłyszeć:

„kosula”.

Zamiast:

„beczka”

„becka”.

A zamiast:

„drożdże”

„drozdze”.

To jedna z cech, które dla osób wychowanych poza regionem mogą być szczególnie charakterystyczne.

„Łon łumar”, czyli słowa brzmiące inaczej

Kolejną cechą jest labializacja, czyli pojawianie się elementu wargowego przed samogłoskami na początku wyrazu.

W gwarze można więc spotkać formy takie jak:

„łon łumar” - on umarł,

„łokianko” - okienko.

Charakterystyczne są również zmiany w wymowie samogłosek oraz zachowanie niektórych dawnych form językowych.

Można usłyszeć m.in.:

„prowda” - prawda,

„zło” - zła,

„łoktoby” - oktawy,

„co tylo godos” - co tyle gadasz.

Dla współczesnego użytkownika języka polskiego brzmi to czasem niemal jak zupełnie inny język. Dla mieszkańców dawnych wsi puszczańskich były to jednak zwyczajne, codzienne formy komunikacji.

„Ksztonis”, „parscy” i „sycok”. Znacie te słowa?

Najciekawsze są jednak pojedyncze słowa, które potrafią bardzo precyzyjnie opisać konkretną sytuację.

Prof. Ożóg sam nadal korzysta z gwary lasowiackiej.

Jak mówił w rozmowie z Anetą Gieroń, gdy ktoś łapczywie i gwałtownie pije, można powiedzieć:

„ty ksztonis”.

Kiedy pada drobny deszcz - „parscy”.

A osobę skąpą można żartobliwie nazwać „sycokiem”.

Z kolei „hulnąć” na kogoś oznacza gwałtownie naskoczyć, a „karantować” - upominać.

To tylko kilka przykładów, ale pokazują one, że gwara nie była wyłącznie inną wymową polskich słów. Była całym systemem językowym, który pozwalał bardzo precyzyjnie opisywać codzienne życie.

„Jakisik” i „gdziesik” nadal można usłyszeć

W gwarze lasowiackiej charakterystyczne są również pewne sposoby tworzenia słów.

Przykładem są przysłówki i zaimki z charakterystycznymi przyrostkami:

„jakisik” - jakiś,

„gdziesik” - gdzieś.

Występują też liczne zdrobnienia.

„Drewno” może stać się „drewiankiem”, „miska” - „misecką”, a „cienki” może przybrać formę „cianiutki”.

Część takich słów może być nadal rozpoznawalna dla mieszkańców naszego regionu, choć młodsze pokolenia coraz częściej znają je przede wszystkim z rozmów z rodzicami czy dziadkami.

„Gotujewa” i „śliśwa”

Gwara zmieniała także odmianę czasowników.

W pierwszej osobie liczby mnogiej pojawia się charakterystyczna końcówka „-wa”.

Zamiast „gotujemy” można było powiedzieć:

„gotujewa”.

Zamiast „szliśmy”:

„śliśwa”.

Podobnych przykładów jest znacznie więcej.

W gwarze występowały również charakterystyczne formy odmiany rzeczowników. Przykładowo można było usłyszeć „ze swojom kobitom” czy „były tam ze swojamy babamy”.

„Baby posły, chłopy kosiły”

Ciekawą cechą jest również sposób tworzenia form rodzaju niemęskoosobowego.

Prof. Ożóg jako przykłady podaje:

„chłopy kosiły, składały snopki, młóciły”

czy:

„baby posły”.

Dla współczesnego użytkownika polszczyzny takie konstrukcje mogą brzmieć nietypowo, ale w gwarze były naturalnym sposobem wypowiadania się.

Nie tylko słowa, ale również akcent i melodia

Gwara to nie tylko słownik.

Ważny jest także sposób wypowiadania słów - akcent, intonacja, rytm wypowiedzi.

Jak zwraca uwagę prof. Ożóg, niektóre obszary Puszczy Sandomierskiej mają swój szczególny, rozpoznawalny akcent.

Wymienia między innymi Wolę Raniżowską, Kamień czy Łowisko.

To oznacza, że nawet jeśli dwa miejsca korzystają z podobnego słownictwa, sposób wypowiadania tych słów może się różnić. Dlatego gwara lasowiacka nie jest jedną, sztywną mową. To raczej zespół lokalnych odmian, które przez dziesięciolecia rozwijały się w poszczególnych miejscowościach.

A ile z niej zostało w powiecie kolbuszowskim?

To chyba najciekawsze pytanie.

Gwara nie zniknęła całkowicie. Wciąż można ją usłyszeć przede wszystkim w rozmowach starszych mieszkańców, podczas lokalnych wydarzeń, spotkań zespołów folklorystycznych czy wydarzeń związanych z kulturą Lasowiaków.

Jednocześnie jej codzienne użycie jest zdecydowanie mniejsze niż przed kilkudziesięcioma laty.

Zmienił się sposób życia, szkoła, media i codzienne kontakty. Coraz częściej mieszkańcy posługują się polszczyzną ogólną, a gwarowe słowa pozostają pojedynczymi elementami języka. Dlatego każde pokolenie, które pamięta dawne słownictwo i wymowę, jest także swoistym żywym archiwum tej kultury.

Gwara to nie tylko przeszłość

Prof. Ożóg zwraca uwagę, że współczesny renesans kultury lasowiackiej ma przede wszystkim charakter odświętny. Nie wracamy do dawnego, ciężkiego życia w puszczy, pracy od świtu do nocy czy trudnych warunków gospodarowania.

Możemy jednak zachować to, co z tego świata jest szczególnie cenne - język, muzykę, stroje, kuchnię, obrzędy i pamięć o poprzednich pokoleniach.

Sam profesor podkreśla, że kultura lasowiacka nauczyła go m.in. szacunku do drugiego człowieka, ciężkiej pracy, przywiązania do rodziny i wspólnoty oraz szczególnego kontaktu z przyrodą.

- Lasowiacy, dla których las był domem, a puszcza określała twarde realia skromnego bytowania i ciężkiej pracy, paradoksalnie otworzyli moje oczy na świat puszczański i dalszy. Lasowiacy nauczyli mnie szacunku do drugiego człowieka, ciężkiej pracy, wspaniałego odczuwania przyrody!

- mówił.

„Łostojcie z Bogiam”. Tak brzmi pożegnanie po lasowiacku

Rozmowę z prof. Kazimierzem Ożogiem kończy charakterystyczne pożegnanie.

- Oj Paniusiu i jo Wom dziakuja. Ji na łostatek łostojcie z Bogiam! Do zobocanio!

Może dla części młodszych mieszkańców powiatu kolbuszowskiego brzmi ono dziś nieco egzotycznie. Dla starszych pokoleń może być jednak bardzo znajome.

I właśnie dlatego warto pytać rodziców, dziadków i sąsiadów o słowa, które pamiętają z dzieciństwa. Być może niektóre z nich za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat będą już znane tylko ze słowników. A przecież czasem wystarczy jedno słowo, żeby wrócić do konkretnego miejsca, człowieka i wspomnienia.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo