- „Czy naprawdę chcecie odwołać ludzi, których sami wybraliście?”
- Rzeszutek: „Daliśmy wam zbyt duży kredyt zaufania”
- Co po referendum? Inicjatorzy mówią o nowym komitecie
- Mieszkaniec: problemem jest brak komunikacji
- Starosta Kardyś odpowiedział ostro
- „Żebyście nie byli grabarzami tego powiatu”
- Spór o szpital, podwyżki, inwestycje i sposób sprawowania władzy
- W niedzielę głos przejmą mieszkańcy
Niedziela, 30 sierpnia, może okazać się jednym z najważniejszych dni w historii samorządu powiatu kolbuszowskiego. Mieszkańcy odpowiedzą w referendum na pytanie, czy chcą odwołania Rady Powiatu Kolbuszowskiego przed upływem kadencji.
Jeżeli referendum okaże się ważne, a większość głosujących opowie się za odwołaniem rady, oznaczać to będzie także zakończenie działalności obecnego Zarządu Powiatu, na którego czele stoi starosta Józef Kardyś.
Aby referendum było wiążące, do urn musi pójść co najmniej 14 885 osób.
Na zaledwie kilka dni przed głosowaniem temat referendum zdominował część czwartkowych obrad Rady Powiatu.
„Czy naprawdę chcecie odwołać ludzi, których sami wybraliście?”
Jako jedna z pierwszych do referendum odniosła się radna powiatowa Ewelina Żołnierczyk. Swoje wystąpienie rozpoczęła od porównania obecnej kadencji do książki, której nie powinno się oceniać po przeczytaniu zaledwie kilku rozdziałów.
Radna przypomniała, że obecny skład rady został wybrany na pięcioletnią kadencję i przekonywała, że dwa lata to zbyt krótki okres, aby dokonać pełnej oceny pracy samorządu.
Czy zdecydowalibyście się ocenić książkę po przeczytaniu dwóch rozdziałów? Ja nie. Może, by uczciwie ją ocenić, trzeba przeczytać ją do końca, poznać całą historię. Dokładnie tak samo jest z samorządem.
Żołnierczyk zaznaczyła, że sama jest radną pierwszej kadencji i wciąż zdobywa doświadczenie. Jak mówiła, szczególnie bliskie są jej sprawy dzieci i młodzieży, szkół oraz osób z niepełnosprawnościami.
Jednocześnie skierowała pytanie bezpośrednio do mieszkańców.
Czy naprawdę chcecie odwołać ludzi, których sami wybraliście na pięć lat? Czy aż tak każdy was zawiódł?
Radna zwróciła również uwagę, że samo odwołanie obecnej rady nie odpowiada na pytanie, co wydarzy się później.
Jeśli ktoś uważa, że obecna rada powinna zostać odwołana, chciałabym również poznać odpowiedź na bardzo proste pytanie: co konkretnie ma powstać w jej miejsce? Jaki jest plan dalszego działania? Bo samo odwołanie rady nie jest programem ani rozwiązaniem.
Na zakończenie zadeklarowała, że niezależnie od wyniku niedzielnego głosowania pozostanie zaangażowana w sprawy mieszkańców.
Rzeszutek: „Daliśmy wam zbyt duży kredyt zaufania”
Zupełnie inaczej sytuację ocenił Tomasz Rzeszutek, przedstawiciel akcji referendalnej. W swoim wystąpieniu przekonywał, że inicjatorzy referendum nie twierdzą, iż w powiecie nie są prowadzone żadne inwestycje. Ich zdaniem problemem jest sposób sprawowania władzy i reakcja samorządu na krytykę.
To nie my pokazujemy wszystko w czarnych barwach. To wy pokazujecie, że wszystko jest idealnie. My pokazujemy, gdzie są jeszcze zaniedbania, gdzie potrzeba inwestycji, ale wy każde wytykanie błędów traktujecie jako atak.
Jednym z głównych zarzutów była komunikacja władz powiatu z mieszkańcami. Rzeszutek przypomniał wcześniejsze dyskusje dotyczące możliwości zabierania głosu podczas sesji i zmian w statucie powiatu.
Odniósł się także bezpośrednio do części radnych. Wspomniał m.in. o rozmowie z Arturem Świdrem oraz o konflikcie z Markiem Kuną podczas zbierania podpisów pod referendum.
Po tych słowach doszło do bezpośredniej wymiany zdań pomiędzy Markiem Kuną a Tomaszem Rzeszutkiem. Radny odpowiadał z miejsca i jego wypowiedź nie została w całości zarejestrowana w sposób pozwalający na dokładne przytoczenie, jednak obaj uczestnicy dyskusji wymienili kilka mocnych zdań.
Co po referendum? Inicjatorzy mówią o nowym komitecie
Tomasz Rzeszutek odpowiedział również na pytanie Eweliny Żołnierczyk dotyczące tego, co miałoby nastąpić po ewentualnym odwołaniu obecnej rady.
Zapowiedział, że w przypadku skutecznego referendum jego środowisko chce stworzyć komitet niezależny od jednej konkretnej partii politycznej i przygotować plan rozwoju powiatu.
Jeśli referendum będzie wiążące, utworzymy komitet niezależny od żadnej partii politycznej. Nie mówię, że wszyscy będą bezpartyjni, ale jeśli będzie ktoś gotowy do wyjścia do ludzi, do działania, do pracy i rozwoju, nie ma znaczenia, czy jest z partii politycznej, czy jest bezpartyjny.
Według Rzeszutka obecny układ władzy otrzymał od mieszkańców zbyt duży kredyt zaufania.
Daliśmy wam zbyt duży kredyt zaufania, daliśmy wam zbyt duży monopol na władzę, a teraz dla nas, mieszkańców, to się odbija.
Przedstawiciel inicjatorów referendum wskazywał również na problemy w Ostrowach Tuszowskich, gdzie mieszka. Mówił o potrzebie inwestycji przy drodze powiatowej oraz o stanie infrastruktury związanej z miejscową przychodnią.
Mieszkaniec: problemem jest brak komunikacji
Do krytyki funkcjonowania rady dołączył jeden z mieszkańców obecnych na sesji. Jego wypowiedź koncentrowała się przede wszystkim na finansach powiatu, sytuacji szpitala, wynagrodzeniu starosty oraz sposobie podejmowania decyzji przez radnych.
Zwrócił uwagę, że w jego ocenie mieszkańcy często nie otrzymują odpowiedzi na szczegółowe pytania, a najważniejsze dyskusje odbywają się wcześniej na komisjach, których przebieg nie jest tak szeroko obserwowany jak sesje.
Krytykował także jednogłośne głosowania oraz brak, jego zdaniem, trudnych pytań ze strony radnych.
W jego ocenie największym problemem jest jednak sposób komunikowania się samorządu z mieszkańcami.
Jak przekonywał, mieszkańcy powinni wcześniej otrzymywać więcej informacji o planowanych uchwałach, inwestycjach czy decyzjach finansowych, aby mieli możliwość zapoznania się z nimi i wyrobienia własnego zdania.
Starosta Kardyś odpowiedział ostro
Na zarzuty odpowiedział starosta Józef Kardyś. Jego wystąpienie było jednym z najbardziej emocjonalnych momentów sesji.
Starosta bronił m.in. decyzji dotyczącej swojego wynagrodzenia. Przekonywał, że zmiana była związana z obowiązującymi przepisami, a temat został jawnie wprowadzony pod obrady rady.
Kazałem jawnie zapisać na sesję, że podwyżka dla mnie jest, bo pan przewodniczący zgłosił, żeby zapisać, że będzie głosowana podwyżka.
Starosta wspomniał także, że w przypadkach podwyżek wynagrodzeń burmistrza, czy wójtów z powiatu kolbuszowskiego, które otrzymali włodarze, nie było aż takiego poruszenia, mimo że oni także otrzymywali wynagrodzenia i wyrównania z datą wsteczną. Przykładem może tu być podwyżka dla Bernadetty Wolak-Posłuszny, wójt gminy Cmolas, gdzie 14 sierpnia 2026 roku radni podnieśli jej pensję, a uchwała weszła w życie z dniem 1 stycznia 2026 roku. Oznacza to, że wójt otrzyma wyrównanie (różnicę pomiędzy starym, a nowym wynagrodzeniem) swojej pencji od 1 stycznia, czyli za 7 miesięcy tego roku.
W odpowiedzi na zarzuty dotyczące finansów szpitala Kardyś przekonywał, że podejmowane w ostatnich latach trudne decyzje miały przede wszystkim chronić placówkę przed jeszcze większym zadłużeniem.
Wskazywał na problemy innych szpitali powiatowych i przypominał o wcześniejszych decyzjach dotyczących ograniczenia części działalności mieleckiej? Nie - powiatowej placówki, argumentując, że ich celem było zachowanie stabilności całego szpitala.
Starosta stanowczo odrzucił zarzut, że w powiecie niewiele się dzieje. Jako przykład wskazywał inwestycje drogowe oraz wysokie miejsca projektów powiatu na listach rankingowych.
Odnosząc się bezpośrednio do Tomasza Rzeszutka, mówił także o inwestycjach realizowanych na terenie gminy Cmolas.
Boli was, że na terenie gminy Cmolas realizuje się trzy wnioski? Powiedz pan swoim mieszkańcom, że niepotrzebne to jest.
„Żebyście nie byli grabarzami tego powiatu”
Najmocniejsze słowa padły, gdy starosta odniósł się do możliwych konsekwencji referendum.
Faktycznie zadecydują mieszkańcy. Tylko żebyście nie byli grabarzami tego powiatu.
Kardyś zarzucał inicjatorom referendum prowadzenie konfrontacyjnej kampanii i przekonywał, że obecne władze chcą przede wszystkim spokojnie pracować.
My chcemy wyłącznie spokojnie pracować. Nie dajecie nam tego.
Starosta nawiązał również do sprawy podpisów zebranych przez inicjatorów referendum i postępowania, o którym wcześniej informowano w przestrzeni publicznej. W jego ocenie podważa to przedstawiany przez drugą stronę obraz kampanii.
Spór o szpital, podwyżki, inwestycje i sposób sprawowania władzy
Czwartkowa dyskusja pokazała, że spór wokół referendum nie sprowadza się do jednego konkretnego wydarzenia.
Zwolennicy odwołania rady mówią przede wszystkim o braku dialogu z mieszkańcami, sposobie podejmowania decyzji, funkcjonowaniu szpitala, polityce inwestycyjnej oraz ich zdaniem zbyt małej kontroli radnych nad działaniami zarządu.
Obecne władze odpowiadają, że powiat realizuje inwestycje, pozyskuje pieniądze zewnętrzne, a trudne decyzje - szczególnie dotyczące szpitala - były podejmowane po to, aby zabezpieczyć jego dalsze funkcjonowanie. Radni przeciwni referendum podkreślają również, że otrzymali mandat na pięć lat i powinni mieć możliwość dokończenia rozpoczętej pracy.
W niedzielę głos przejmą mieszkańcy
Za kilka dni argumenty obu stron przestaną mieć pierwszoplanowe znaczenie. Decyzja będzie należała do mieszkańców.
Referendum odbędzie się w niedzielę, 30 sierpnia. Na karcie do głosowania mieszkańcy odpowiedzą na pytanie:
„Czy jest Pani/Pan za odwołaniem Rady Powiatu Kolbuszowskiego przed upływem kadencji?”
Do ważności referendum potrzebny jest udział co najmniej 14 885 osób. Dopiero po osiągnięciu tego progu znaczenie będzie miał rozkład głosów „za” i „przeciw”.
Czwartkowa sesja pokazała jedno - na finiszu kampanii żadna ze stron nie zamierza już łagodzić tonu. W niedzielę odpowiedź dadzą mieszkańcy powiatu kolbuszowskiego.
Komentarze (0)