Skąd się wzięła ta tradycja?
Zwyczaj polewania się wodą w drugi dzień Wielkanocy ma swoje korzenie jeszcze w czasach słowiańskich. Woda symbolizowała oczyszczenie, odrodzenie i… płodność. Dlatego dawniej oblewane były głównie panny na wydaniu, a cały obrzęd miał również charakter zalotów.
W niektórych regionach istniał nawet „rewanż” – trzeciego dnia świąt dziewczęta mogły odwzajemnić się chłopcom.
Kiedyś było… naprawdę mokro
Dawniej śmigus-dyngus obchodzono głównie na wsiach – i to bardzo intensywnie. Z czasem zwyczaj przeniósł się także do miast. Jeszcze kilkanaście lat temu wyjście z domu w lany poniedziałek często kończyło się… koniecznością zmiany ubrania.
W ruch szły nie tylko butelki z wodą, ale też całe wiadra. Co więcej – „zabawa” potrafiła przeciągać się nawet na kolejny dzień, a grupy młodych ludzi potrafiły czaić się na przechodniów w bramach czy na klatkach schodowych.
Nie zawsze jednak miało to wiele wspólnego z tradycją. W wielu przypadkach była to zwykła przesada, a nawet chuligaństwo.
Dziś więcej rozsądku… ale nie zawsze
Obecnie coraz częściej podkreśla się, że śmigus-dyngus powinien mieć symboliczny charakter. Policja przypomina jasno:
„polewanie wodą powinno być symboliczne i odbywać się za zgodą innych”.
Nie brakuje jednak sytuacji, w których granica dobrej zabawy zostaje przekroczona.
Co grozi za przesadę?
Wbrew pozorom, lany poniedziałek nie oznacza pełnej dowolności. Nadmierne polewanie wodą może zostać potraktowane jako wykroczenie.
Szczególnie problematyczne są sytuacje, gdy:
- oblewane są przypadkowe osoby w miejscach publicznych,
- ktoś polewa ludzi z balkonów lub z ukrycia,
- używane są wiadra zamiast symbolicznego „psiknięcia”,
- dochodzi do polewania kierowców lub rowerzystów, co może stwarzać zagrożenie na drodze.
W takich przypadkach można narazić się na konsekwencje prawne – od mandatu, aż po odpowiedzialność za zniszczenie mienia czy zakłócanie porządku publicznego.
Granica dobrej zabawy
Służby apelują, aby szczególnie dzieci i młodzież pamiętały o zasadach bezpieczeństwa i szacunku wobec innych. Bo choć tradycja ma przynosić radość, to jej granicą jest zawsze komfort drugiego człowieka.
Lany poniedziałek nadal może być świetną zabawą – pod warunkiem, że zamiast wiadra wybierzemy… odrobinę zdrowego rozsądku.
Komentarze (0)