Dwa oblicza regionu
Na południowym wschodzie Polski można znaleźć miejsca, które nie trafiły do klasycznych przewodników. Opuszczone wsie Podkarpacia to przestrzenie, gdzie zamiast domów widać dziś tylko fundamenty, zamiast ulic - ledwo dostrzegalne ślady dawnych dróg, a po mieszkańcach zostały stare drzewa owocowe i cmentarze ukryte wśród zieleni.
To nie są miejsca na szybkie zwiedzanie. Wymagają czasu, ciszy i uważności. Jak podkreślają autorzy przewodników, to raczej doświadczenie niż atrakcja - spotkanie z historią zapisaną w krajobrazie.
Świat, który zniknął
Jeszcze przed II wojną światową region ten był jednym z najbardziej zróżnicowanych kulturowo w Europie Środkowej. W tych samych dolinach żyli Polacy, Ukraińcy, Żydzi, Łemkowie i Bojkowie. Obok siebie funkcjonowały cerkwie, kościoły i synagogi.
Ten świat nie odszedł jednak powoli. Wojna, zmiany granic i powojenne deportacje - zwłaszcza akcja „Wisła” - sprawiły, że całe wsie przestały istnieć. Domy zniknęły, pola zarosły, a drogi przestały być używane. Pozostały jedynie ślady.
W Roztoczu, Pogórzu Przemyskim, Bieszczadach czy Beskidzie Niskim można dziś odnaleźć takie miejsca jak Stare Brusno, Krywe czy Sianki. Tam historia nie jest opisana na tablicach - trzeba ją odczytać samemu, z detali ukrytych w terenie.
Cisza kontra życie
Ale ten region to nie tylko miejsca, które zniknęły z mapy. Dla kontrastu - niedaleko, bo zaledwie około 50 kilometrów od Mielca - znajduje się wieś, która pokazuje zupełnie inne oblicze lokalnej tradycji.
Zalipie w powiecie dąbrowskim to miejsce, gdzie kwiaty „kwitną” przez cały rok. I to nie w ogrodach, a… na ścianach domów, studniach, płotach czy nawet budach dla psów.
Wieś jak z bajki
Spacer po Zalipiu przypomina wejście do kolorowej pocztówki. Malowane, kwieciste wzory pokrywają niemal wszystko. To efekt tradycji, która narodziła się pod koniec XIX wieku, kiedy mieszkanki zaczęły ozdabiać wnętrza swoich domów.
Najpierw były bibułkowe kwiaty i słomiane dekoracje pod sufitem. Z czasem pojawiły się malunki na ścianach, które „wyszły” na zewnątrz. Dziś w Zalipiu można podziwiać około dwudziestu w pełni malowanych domów.
Tradycja, która nie jest muzeum
Co ważne - Zalipie nie jest skansenem. To żywa wieś, w której tradycja nadal się rozwija. Co roku odbywa się tu konkurs „Malowana Chata”, organizowany przez Muzeum Ziemi Tarnowskiej.
To właśnie takie miejsca pokazują, że dziedzictwo regionu może mieć różne oblicza. Jedne wsie zniknęły, pozostawiając po sobie ciszę i ślady. Inne - jak Zalipie - potrafiły przekształcić tradycję w coś, co dziś zachwyca i przyciąga ludzi z całego świata.
Podróż między przeszłością a teraźniejszością
Podróżując po tej części Polski, można więc przejść niezwykłą drogę - od miejsc, gdzie historia urwała się nagle i dramatycznie, po takie, gdzie trwa nadal, tylko w bardziej kolorowej odsłonie.
I może właśnie w tym tkwi największy urok regionu. W jego kontrastach. W ciszy opuszczonych dolin i w barwach malowanych domów.
Komentarze (0)