W środę, 1 lipca, tuż przed startem wyprawy, pan Stanisław spotkał się z ks. Lucjanem Szumierzem, proboszczem parafii pw. Wszystkich Świętych w Kolbuszowej, który udzielił mu uroczystego błogosławieństwa na drogę. Rozmawialiśmy z poruszonym, ale pełnym optymizmu pielgrzymem tuż przed murami kolbuszowskiej świątyni.
Jubileuszowa wyprawa śladami świętych
Choć pan Stanisław mieszka w Kolbuszowej, oficjalny start wyprawy zaplanowano w miejscu szczególnym.
– Jedziemy małą, sześcioosobową grupą. wyruszamy z Miejsca Piastowego – zdradza nam Stanisław Frankiewicz.
– W tym roku mija 800 lat od śmierci św. Franciszka z Asyżu, stąd właśnie taki, a nie inny wybór naszego celu i trasy. Po drodze odwiedzimy wyjątkowe miejsca kultu: sanktuarium Matki Bożej Pompejańskiej, sanktuarium św. Michała Archanioła na Monte Sant'Angelo w Gargano oraz legendarne Monte Cassino. Naszą podróż zwieńczymy w Watykanie, gdzie planujemy spędzić dwa dni.
Harmonogram wyprawy jest niezwykle napięty i wymaga od uczestników żelaznej dyscypliny. Cała pielgrzymka ma potrwać zaledwie dwa tygodnie. Oznacza to, że cykliści będą musieli pokonywać średnio aż 200 kilometrów dziennie!
– Mamy zapewnione noclegi w domach pielgrzyma, więc o dach nad głową się nie martwimy. Zabieramy tylko najpotrzebniejsze rzeczy: kilka kompletów strojów kolarskich, koszulki na zmianę i małą apteczkę
– wylicza pan Stanisław.
Wiek to tylko liczba. 50 km dziennie dla formy
Patrząc na pana Stanisława, trudno uwierzyć w metrykę. Kolbuszowski organista ma 76 lat, a formy mogłoby mu pozazdrościć wielu znacznie młodszych mężczyzn. Jak sam przyznaje, miłość do dwóch kółek towarzyszy mu od dziecka.
– Zamiłowanie do rowerów mam od lat młodzieńczych. Dawniej nie było tak profesjonalnego sprzętu jak dzisiaj, ale pasja była we mnie od zawsze. Teraz, na emeryturze, mam po prostu więcej czasu na takie wyprawy. Mam 76 lat i dzięki Bogu siły jeszcze są, więc korzystam z tego, póki mogę
– mówi z uśmiechem.
Do tak morderczego dystansu nie da się jednak przygotować z dnia na dzień. To efekt całorocznej, twardej rutyny.
– Do takiej trasy trzeba być naprawdę dobrze wprawionym. Żeby nie stracić kondycji, każdego dnia przejeżdżam na rowerze około 50 kilometrów
– podsumowuje nasz rozmówca.
Przed kolbuszowskim organistą i jego ekipą dwa tygodnie ogromnego trudu, modlitwy i walki z własnymi słabościami na europejskich szosach. Cała redakcja oraz mieszkańcy Kolbuszowej trzymają kciuki za bezpieczną drogę i szczęśliwy powrót do domu.
Komentarze (0)