Sprawa dotyczy podpisów zebranych pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania Rady Powiatu Kolbuszowskiego przed upływem kadencji. Po zakończeniu zbiórki listy zostały przekazane do weryfikacji do Krajowego Biura Wyborczego.
Jak informowała wcześniej Elżbieta Koziarska, organizatorzy przekazali 780 kart zawierających łącznie 6687 podpisów. Po sprawdzeniu 5258 z nich uznano za prawidłowe, natomiast 1429 zostało zakwestionowanych z różnych powodów formalnych.
Wśród odrzuconych znalazło się sześć podpisów dotyczących osób zmarłych. Teraz sprawą zajmie się prokuratura.
Zawiadomienie trafiło do prokuratury w Tarnobrzegu
Dyrektor Delegatury Krajowego Biura Wyborczego w Tarnobrzegu potwierdziła naszej redakcji, że do Prokuratury Rejonowej w Tarnobrzegu zostało wysłane zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.
Do prokuratury skierowaliśmy pytania dotyczące między innymi tego, czy postępowanie zostało już formalnie wszczęte, czego dokładnie dotyczy zawiadomienie oraz jakie czynności będą podejmowane. Czekamy na odpowiedź.
Samo stwierdzenie, że podpis widniejący na liście dotyczył osoby zmarłej, nie przesądza jeszcze, w jaki sposób znalazł się on w dokumentacji. Okoliczności każdego z sześciu przypadków mają zostać wyjaśnione przez śledczych.
Organizatorzy zakładali, że część podpisów odpadnie
O komentarz poprosiliśmy Tomasza Rzeszutka, jednego z głównych organizatorów referendum. Jak przekazał, inicjatorzy jeszcze przed rozpoczęciem akcji wiedzieli, że podczas każdej zbiórki część podpisów nie przechodzi późniejszej weryfikacji.
- Przed rozpoczęciem zbiórki, po konsultacjach z KBW, wiedzieliśmy, że przy każdej zbiórce podpisów i każdych wyborach część podpisów zostaje odrzucona. Znaliśmy również orientacyjny odsetek odrzuconych podpisów. Na szczęście w naszym powiecie jest on zazwyczaj niższy niż w dużych powiatach, między innymi dlatego, że jest tu mniej osób spoza regionu, co ogranicza liczbę błędów formalnych. Dlatego od początku zakładaliśmy odpowiednią nadwyżkę - wyjaśnia Tomasz Rzeszutek.
Według jego relacji podczas całej akcji zebrano około 7 tys. podpisów, jednak nie wszystkie zostały ostatecznie przekazane do KBW.
Łącznie zebraliśmy około 7 tysięcy podpisów. Do KBW złożyliśmy około 6700, jeszcze przed ostatnim weekendem. Nie prowadziliśmy już wtedy dalszej zbiórki, ponieważ mieliśmy nieoficjalną informację, że wymagany próg został osiągnięty - przekazuje.
Prawie 300 podpisów zostało zniszczonych
Rzeszutek zaznacza, że po przekazaniu list do biura wyborczego do organizatorów dotarły kolejne karty.
W ostatni weekend spłynęło do nas jeszcze prawie 300 podpisów. Nie mogliśmy już dołączyć ich do złożonych list i zgodnie z protokołem zostały zniszczone - informuje.
Jak dodaje, organizatorzy byli gotowi kontynuować zbiórkę, gdyby okazało się, że liczba prawidłowych podpisów jest niewystarczająca.
Gdyby była taka potrzeba, bez problemu zebralibyśmy jeszcze więcej podpisów. W ostatni weekend byliśmy gotowi zwiększyć ich liczbę nawet do 8 tysięcy, bo zawsze trzeba być przygotowanym na ten mniej korzystny rozwój wydarzeń - podkreśla.
„Zbiórka zakończyła się sukcesem”
Jeden z inicjatorów referendum ocenia, że mimo zakwestionowania części podpisów cała akcja zakończyła się powodzeniem.
Zbiórka zakończyła się sukcesem. Najpierw słyszeliśmy, że nie będziemy mieć do tego ludzi - ludzie do nas przyszli. Później, że nie zbierzemy podpisów - zebraliśmy je. Teraz słyszymy, że ludzie nie pójdą na referendum. My mówimy: pójdą, bo mają dość lekceważenia, arogancji i przekonania, że władza należy się komuś na zawsze. I niech to będzie nauczka dla obecnych i przyszłych władz, że w każdej chwili obywatele władzę mogą odebrać - pisze Tomasz Rzeszutek.
Co z podpisami osób zmarłych?
Rzeszutek odniósł się również bezpośrednio do sześciu zakwestionowanych przypadków. W jego ocenie możliwe jest, że podpisy zostały celowo umieszczone na listach po to, aby zaszkodzić inicjatorom.
Jeśli chodzi o sześć przypadków osób, które według przekazanych informacji miały nie żyć, to wygląda na to, że ktoś celowo chciał nam zaszkodzić. W rzeczywistości może jednak narobić problemów sam sobie, ponieważ zgodnie z obowiązującymi procedurami sprawa została zgłoszona do prokuratury, która przeprowadzi stosowne czynności wyjaśniające - wskazuje.
Organizator podkreśla, że osoby prowadzące zbiórkę nie miały dostępu do narzędzi pozwalających sprawdzić status każdej osoby znajdującej się na listach.
Nie mamy możliwości samodzielnego zweryfikowania, czy dana osoba żyje. Podczas publicznych zbiórek często zdarzało się, że ktoś podchodzi i przekazuje nam karty z podpisami zebranymi wcześniej przez inne osoby. Nie jesteśmy w stanie zweryfikować każdej osoby podpisanej na tych listach. Za weryfikację danych i podpisów odpowiada Krajowe Biuro Wyborcze - tłumaczy.
„Nie jest to odosobniony przypadek”
Według Tomasza Rzeszutka podobne przypadki miały pojawiać się również podczas innych inicjatyw referendalnych.
Dodam, że podobna sytuacja miała miejsce również w Krakowie podczas referendum. Z rozmów z pracownikami KBW wiemy, że nie jest to odosobniony przypadek - przekazuje.
Organizator wspomina też o zrywaniu materiałów informacyjnych związanych ze zbiórką i referendum.
Od początku zbiórki dochodzi również do zrywania plakatów informujących o spotkaniach i prowadzonym zbieraniu podpisów. Nawet ostatnie informacje KBW dotyczące referendum na wielu tablicach ogłoszeń przetrwały zaledwie jeden dzień. Mamy również świadków potwierdzających, że takie sytuacje miały miejsce - twierdzi Rzeszutek.
Zaznacza jednocześnie, że inicjatorzy nie będą samodzielnie ustalać, kto odpowiada za sześć zakwestionowanych podpisów.
Nie zamierzamy prowadzić własnych śledztw ani wdawać się w spekulacje. Skupiamy się na swojej pracy i konsekwentnie realizujemy nasze działania - dodaje.
Referendum odbędzie się pod koniec sierpnia
Pozytywna weryfikacja wymaganej liczby podpisów otworzyła drogę do przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania Rady Powiatu Kolbuszowskiego. Głosowanie zaplanowano na 30 sierpnia 2026 roku.
Organizatorzy zapowiadają rozpoczęcie kolejnego etapu działań.
Od początku sierpnia ruszamy z akcją promującą referendum. Mamy przygotowany plan i sposoby dotarcia do mieszkańców - informuje Tomasz Rzeszutek.
Według informacji przekazanych wcześniej przez Starostwo Powiatowe w Kolbuszowej organizacja referendum ma kosztować 443 730 zł. Pieniądze mają pochodzić z budżetu powiatu. Kwota obejmuje między innymi należności dla komisji, przygotowanie kart do głosowania oraz pozostałe wydatki organizacyjne.
Komentarze (0)