reklama

Spór o manewry. Radni, sołtys i mieszkańcy mają pretensje do wójt

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Spór o manewry. Radni, sołtys i mieszkańcy mają pretensje do wójt - Zdjęcie główne
Autor: KWP Rzeszów/Archiwum Korso | Opis: Spór o manewry. Radni, sołtys i mieszkańcy mają pretensje do wójt

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WIADOMOŚCINad domami mieszkańców Hadykówki, na skrajnie niskim pułapie, operował śmigłowiec bojowy. To, co dla służb specjalnych było rutynowym treningiem, dla lokalnej społeczności było uciążliwe i niezrozumiałe. W grze są oskarżenia o bierność władz, niszczenie przyrody w okresie lęgowym i brak nadzoru nad bezpieczeństwem mieszkańców.
reklama
reklama

Grupa radnych – Teresa Krzysztofińska i Krzysztof Książek – wraz z sołtysem Hadykówki Aleksandrem Mokrzyckim, złożyli na ręce wójt gminy Cmolas, Bernadetty Wolak-Posłuszny, niezwykle ostrą interpelację. Dokument jest pokłosiem wydarzeń z 21 i 22 kwietnia 2026 roku, kiedy to na terenie dawnych zakładów ceramiki odbyły się manewry jednostek kontrterrorystycznych z użyciem śmigłowca Black Hawk.  

Radni nie przebierają w słowach, nazywając sytuację „niedopuszczalną w demokratycznym państwie prawa”. 

Główne zarzuty interpelantów

  • Brak komunikacji i stres mieszkańców: Autorzy pytają, dlaczego mieszkańcy nie zostali powiadomieni o manewrach. Podkreślają, że huk maszyny naraził dzieci, seniorów oraz zwierzęta na ogromny stres i poczucie zagrożenia.  
  • Przyroda pod ostrzałem: Śmigłowiec operował bezpośrednio nad akwenem w szczycie okresu lęgowego ptactwa (obszar Natura 2000). Radni dopytują, czy gmina wystąpiła o dokumentację dotyczącą wpływu tych działań na środowisko.  
  • Pytania o pieniądze i „bierność”: Radni żądają ujawnienia zaległości podatkowych właściciela terenu. Sugerują, że skoro właściciel odpłatnie udostępnia teren pod manewry, gmina nie powinna być bierna w ściąganiu danin, które mogłyby sfinansować potrzeby mieszkańców.  
  • Wycinka w okresie ochronnym: Padło pytanie o zgody na wycinkę drzew na obiekcie po 1 marca, co jest ustawowo zabronione ze względu na ptaki.
reklama

 

 

- Elegancja i koleżeństwo w relacjach z urzędem nie przyniosły efektu. Podobna sytuacja z udziałem wojska (najprawdopodobniej WOT) miała miejsce rok temu - wówczas obiecano nam poprawę, która nie nastapiła. Reprezentujemy mieszkańców, którzy czują się zlekceważeni przez panią Wójt. Jako radni niezależni i sołtys, działający zgodnie z sumieniem, nie pozwolimy na dalszą bierność władz w sprawach fundamentalnych dla naszej miejscowości i dla naszej gminy. W tej sytuacji podjęliśmy decyzję o złożeniu interpelacji. Chcemy zaznaczyć, iż nie mamy pretensji do ćwiczących policjantów czy wojska, a do władz gminy, które przez brak konkretnych działań doprowadziły po raz kolejny do kuriozalnej sytuacji i urządzenia,,poligonu" w środku naszej miejscowości dodatkowo na obszarze,Natura 2000".

reklama

– podsumowują autorzy pisma.  

Kontratak Wójta: „To nie poligon, to niepotrzebne wzbudzanie niepokoju”

Wójt Bernadetta Wolak-Posłuszny odpowiedziała na pismo 18 maja 2026 roku. Szefowa gminy punkt po punkcie odpiera zarzuty, zarzucając radnym brak merytoryki i kierowanie się emocjami.  

Kluczowe argumenty wójt:

  • Służby specjalne nie muszą pytać o zgodę: Wójt wyjaśnia, że Urząd Gminy w Cmolasie nie został poinformowany o manewrach, bo... nie musiał być. Kontakt z Wojskowym Centrum Rekrutacji w Mielcu oraz Ośrodkiem w Nowej Dębie potwierdził, że akcje jednostek specjalnych (np. kontrterrorystów) nie podlegają obowiązkowi wcześniejszego informowania samorządu.  
  • Brak faktów na „ogromny stres”: Wójt zauważa, że do urzędu nie wpłynęło ani jedno zgłoszenie o realnym zagrożeniu życia czy zdrowia. Twierdzenia o „ogromnym stresie” nazywa niepopartymi faktami i mającymi charakter jedynie deklaratywny.  
  • Tajemnica skarbowa: Pytania o podatki właściciela terenu wójt ucięła krótko: są one objęte tajemnicą skarbową. „Sugestie o bierności gminy w egzekucji należności są bezpodstawne i formułowane bez znajomości stanu faktycznego” – czytamy w odpowiedzi.  
  • Natura 2000 to „hipoteza”: Wójt twierdzi, że powoływanie się na ten obszar jest bezpodstawne. Dodatkowo, do urzędu nie wpłynęły żadne wnioski o wycinkę drzew.  
reklama

„To kreowanie problemu”

Najostrzej Bernadetta Wolak-Posłuszny odniosła się do intencji radnych. Wytknęła jednemu z nich, że na wcześniejszej sesji sam twierdził, iż na tym terenie nie dzieje się nic niepokojącego.

- Obecne stanowisko pozostaje w oczywistej sprzeczności z wcześniejszymi publicznymi wypowiedziami. Celem nie jest wyjaśnienie sytuacji, lecz wykreowanie problemu, który w rzeczywistości nie wystąpił

– podsumowuje wójt.  

"Wywody składających petycję" 

Zamiast porozumienia, dokumenty te pokazują głęboki rów między częścią radnych a władzą wykonawczą w Cmolasie. Podczas gdy radni widzą siebie jako obrońców „zlekceważonych” mieszkańców, wójt postrzega ich działania jako „nieodpowiedzialne” i szkodliwe dla spokoju publicznego. Sprawa prawdopodobnie znajdzie swój ciąg dalszy na najbliższej sesji rady gminy.

Bernadetta Wolak-Posłuszny przekazała, że z całą odpowiedzialnością stwierdza, że z dużym zaskoczeniem przyjmuję ona treść przedstawionego uzasadnienia, które zamiast rzeczowej
dyskusji i współpracy w sprawach ważnych dla mieszkańców, zawiera przede wszystkim emocjonalne oceny i zarzuty.

- Wywody składających petycję mówiące o rzekomym lekceważeniu przeze mnie mieszkańców Hadykówki są wielce bezpodstawne i niestosowne. Sugestie o „bierności władz" są krzywdzące i nieodpowiedzialne wobec pracowników urzędu oraz wszystkich osób zaangażowanych w ochronę interesów mieszkańców gminy Cmolas. Podnoszenie zarzutów o „bierność władz" w sytuacji, gdy brak było jakichkolwiek podstaw prawnych do działania oraz brak było realnego zagrożenia, należy uznać za nieuprawnione. Z dostępnych informacji jednoznacznie wynika, że sytuacja miała charakter krótkotrwały, incydentalny i nie spowodowała żadnych negatywnych konsekwencji dla mieszkańców ani porządku publicznego. Narracja o „zagrożeniu" jest w tym kontekście rażąco
nieproporcjonalna

- pisze dostadnie wójt.

- Powoływanie się na „elegancję i koleżeństwo w relacjach" jest dla mnie niezrozumiałe, gdyż jako wójt i urząd działamy w oparciu o przepisy obowiązującego prawa z pełną transparentnością i przejrzystością w stosunku do każdego mieszkańca gminy oraz każdej osoby która załatwia swoje sprawy w urzędzie.  Jako Wójt zawsze jestem otwarta na dialog i współpracę - zarówno z radnymi, sołtysami, mieszkańcami, jak i przedstawicielami różnych instytucji. Oczekuję jednak, że debata publiczna będzie prowadzona w sposób merytoryczny, oparty na faktach, a nie na budowaniu niepokoju społecznego i wzajemnych oskarżeniach. Użyte w treści interpelacji sformułowania, takie jak „urządzanie poligonu", „brak nadzoru nad bezpieczeństwem" czy „zagrożenie dla mieszkańców", mają charakter retoryczny i nie dpowiadają stanowi faktycznemu. Ich powielanie w przestrzeni publicznej prowadzi do wprowadzenia mieszkańców w błąd i niepotrzebnego wzbudzania niepokoju

- zauważa wójt i dodaje:

- Nie mogę zaakceptować sytuacji, w której przekaz kierowany do mieszkańców oparty jest na niezweryfikowanych tezach i emocjonalnych ocenach, zamiast na faktach. Dobro mieszkańców, bezpieczeństwo oraz rozwój naszej gminy pozostają dla mnie priorytetem i w tych sprawach nadal będę działać odpowiedzialnie oraz konsekwentnie w oparciu o obowiązujące przepisy prawa.

Odmienne zdanie części mieszkańców 

Podczas gdy na linii radni – wójt trwa ostra wymiana pism i oskarżeń o „urządzanie poligonu”, do naszej redakcji zgłosili się mieszkańcy Hadykówki, którzy na sprawę kwietniowych manewrów patrzą zupełnie inaczej.

Dla nich obecność śmigłowca Black Hawk nie była powodem do paniki, lecz rzadką okazją do zobaczenia służb mundurowych w akcji. W kontrze do oficjalnej interpelacji radnych, którzy alarmowali o „ogromnym stresie” i poczuciu zagrożenia, głos zabierają ci, dla których 21 i 22 kwietnia były dniami pełnymi pozytywnych emocji.  

Największymi entuzjastami manewrów okazały się dzieci i młodzież. Uczniowie lokalnej szkoły z zapartym tchem śledzili operacje lotnicze nad terenem dawnej ceramiki.

– Dla dzieciaków to była najlepsza lekcja wiedzy o bezpieczeństwie i patriotyzmu, jaką można sobie wyobrazić. Zamiast czytać o tym w książkach, zobaczyły nowoczesny sprzęt i profesjonalizm naszych służb na własne oczy

– mówi nam jedna z mieszkanek, która skontaktował się z naszą redakcją.

– Nikt nie płakał, nikt się nie chował. Była czysta fascynacja

Mieszkańcy podkreślają, że choć huk maszyny był słyszalny, to traktowali go jako element niezbędnych szkoleń, które służą bezpieczeństwu nas wszystkich.

Zgłaszający się do nas niektórzy mieszkańcy dystansują się od narracji zawartej w interpelacji radnych. Twierdzą, że opisywanie całej miejscowości jako „zastraszonej” i „zlekceważonej” jest mocno przesadzone.

– Nie czujemy się ofiarami tych manewrów. Wręcz przeciwnie, miło było popatrzeć na coś, co zwykle widzi się tylko w filmach.

– słyszymy od naszych rozmówców.

 

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo