Badacze – mimo zimowej pory – intensywnie pracują w terenie. Efekty? Do muzealnego archiwum zaczynają spływać pierwsze, niezwykle ciekawe materiały, dokumentujące dawne związki mieszkańców regionu z wodą.
Ryby, sieci i dawne sposoby połowu
Zebrane relacje koncentrują się m.in. na tradycyjnych metodach połowu ryb, znanych jeszcze kilkadziesiąt lat temu. W opracowaniach pojawiają się szczegółowe opisy takich narzędzi jak drygawice, więcierze, saki, podrywki czy wiersze. Rozmówcy dokładnie tłumaczyli, jak wyglądała konstrukcja sieci, jak je rozstawiano i w jaki sposób „zaganiało się” ryby.
Jedna z relacji z Dębna pokazuje skalę pomysłowości dawnych rybaków – opisywano nawet trójwarstwowe sieci o różnej grubości oczek, dzięki którym łowiono zarówno większe, jak i drobniejsze ryby. Nie zabrakło też wspomnień o specjalistach od naprawy sieci, którzy posługiwali się drewnianymi igłami i czółenkami do ich cerowania.
Ryby łowiono także przy pomocy pułapek – więcierzy oraz wierszy: Dużo ryb łapali w kosze, w więcierze. Kosze robiono z wikliny, wierzby. Samemu się robiło. A później z siatki nawet, trzy koła, trzy pręty, metr dwadzieścia i pod wodę. Jak beczka, siatka, jeszcze taki lej zrobiony i tylko otwór o tak, takie kolki wystawały. Ryba szła se, żeruje, poszła, z powrotem nie miała szans – relacja z Dębna z powiatu leżajskiego. Źródło: Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej.
Wiklinowe pułapki i ryby „bez odwrotu”
Badania potwierdzają, że popularne były również pułapki z wikliny, czyli kosze i więcierze. Jak wspominają informatorzy, ryba, która wpłynęła do takiej konstrukcji, nie miała już szans na wydostanie się. To kolejny przykład praktycznej wiedzy przekazywanej z pokolenia na pokolenie.
Jak dawniej budowano łodzie
Cenną częścią materiałów są także obszerne opisy budowy łodzi, m.in. zanotowane w Nowej Dębie. Rozmówcy wskazywali, jakie drewno najlepiej sprawdzało się w praktyce. Najwyżej ceniono modrzew – za odporność na wilgoć, grzyby i pleśnie. Wspominano też o sośnie, świerku czy dębie, podkreślając ich zalety, ale i ograniczenia.
Zwracano uwagę na to, że największym wrogiem drewnianej łodzi były zmienne warunki atmosferyczne – naprzemienne moczenie i suszenie, które skracało jej żywotność.
- Drewnem, które najbardziej nadaje się na łódź, jeżeli mówimy tutaj o trwałości, plus jeszcze jego elastyczność, no to możemy powiedzieć, że modrzew. Z tym, że modrzew ma swoje wady również, jest wytrzymały, przede wszystkim to chodzi o wytrzymałość na grzyby i pleśnie - czytamy na stronie muzeum.
Naturalne uszczelnianie bez chemii
Badania przyniosły również szczegółowe opisy dawnych technik uszczelniania łodzi. Zamiast współczesnych materiałów stosowano pakuły konopne lub lniane, sznur bawełniany oraz smołę drzewną (dziegieć). Odpowiednio ubite szczeliwo zapewniało szczelność, a ewentualne poprawki wykonywano już po pierwszych tygodniach użytkowania łodzi.
- Najlepszym uszczelnieniem w tym przypadku ogólnie dostępnym albo są pakuły konopne, czy lniane, może to być sznur bawełniany, również się nadaje świetnie do tego, bo też ma bardzo dużą wytrzymałość. Nasącza się go używając też takiego tradycyjnego środka jakim jest smoła drzewna czyli dziegieć i ubija w szczelinie - czytamy dalej.
Wiedza, która nie zniknie
Projekt realizowany przez kolbuszowski skansen to nie tylko dokumentacja przeszłości, ale także ratowanie unikalnej wiedzy, która w wielu miejscach już zanika. Zimowy sezon badawczy pokazuje, że nawet o tej porze roku można odkryć i zapisać historie, które jeszcze niedawno funkcjonowały wyłącznie w pamięci najstarszych mieszkańców regionu.
Jak zapowiada muzeum, to dopiero początek – kolejne miesiące mają przynieść następne materiały, pogłębiające opowieść o wodzie jako ważnym elemencie codziennego życia, pracy i kultury dawnej Rzeszowszczyzny.
Komentarze (0)