reklama

Mariusz Kobylarz o feralnym skrzyżowaniu. „Omal nie zostałem staranowany”

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Mariusz Kobylarz o feralnym skrzyżowaniu. „Omal nie zostałem staranowany” - Zdjęcie główne
Autor: Archiwum Korso | Opis: Mariusz Kobylarz ostrzega przed feralnym skrzyżowaniem. Sam uniknął zderzenia w ostatniej chwili.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WIADOMOŚCIMariusz Kobylarz, komendant Straży Leśnej w Nadleśnictwie Kolbuszowa, sam przekonał się, jak niebezpieczne może być skrzyżowanie w Zarębkach. W piątkowy poranek omal nie został tam staranowany przez samochód, którego kierująca nie zauważyła znaku STOP i przecięła skrzyżowanie z dużą prędkością.
reklama

O mały włos od zderzenia

We wtorkowy poranek, 12 maja, skontaktował się z naszą redakcją Mariusz Kobylarz, komendant Straży Leśnej w Nadleśnictwie Kolbuszowa. Chciał zwrócić uwagę na niebezpieczne skrzyżowanie w Zarębkach - w rejonie sklepu, na trasie z Mechowca do Kolbuszowej.

Jak relacjonuje, w piątek około godziny 9:30 rano sam omal nie uczestniczył tam w poważnym zdarzeniu drogowym.

– Jechałem drogą z Mechowca do Kolbuszowej i na skrzyżowaniu w Zarębkach koło sklepu omal nie zostałem staranowany przez auto jadące od strony Weryni. Kierująca nie zauważyła, że jest tam skrzyżowanie i przecięła je na wprost bez zatrzymywania się, z dużą prędkością

reklama

– relacjonuje.

Jak dodaje, kobieta mogła mieć około 70 km/h na liczniku, a on sam musiał gwałtownie zahamować, by uniknąć zderzenia.

Kierująca nie była świadoma błędu

Za kierownicą siedziała kobieta w wieku około 50-60 lat, podróżowała razem z wnuczką. Jak się później okazało, jechała do Woli Rusinowskiej i nie zdawała sobie sprawy, że właśnie wymusiła pierwszeństwo.

– Z początku myślałem, że za kierownicą siedział ktoś młody, niedoświadczony. Pojechałem za nią, żeby wyjaśnić sytuację. Okazało się, że była kompletnie zaskoczona. Myślała, że to ciąg drogi bez krzyżówki. Zaczęła przepraszać, była w szoku

reklama

– opowiada nasz rozmówca.

Finalnie sprawa nie została zgłoszona na policję.

– Zrobiło mi się jej po prostu żal. To starsza pani, widać było, że nie zrobiła tego celowo

– dodaje.

„Tam już było wiele niebezpiecznych sytuacji”

Jak podkreśla komendant Straży Leśnej, nie jest to odosobniony przypadek.

– Tam było już bardzo dużo stłuczek i niebezpiecznych sytuacji. Mnie samemu przytrafiło się to pierwszy raz, ale słyszałem o wielu podobnych przypadkach. Do tragedii to tylko kwestia czasu

reklama

– mówi wprost.

Jego zdaniem problemem jest przede wszystkim słabe oznakowanie skrzyżowania dla kierowców jadących od strony lasu w Weryni.

Znak „STOP” jest, ale go nie widać?

Jak zaznacza nasz rozmówca, formalnie znak STOP znajduje się na miejscu, ale jego widoczność pozostawia wiele do życzenia.

– Jest bardzo nieczytelny. Tablica kierunkowa częściowo go zasłania, oznakowanie jest słabe. Ktoś obcy, kto jedzie pierwszy raz i nie skupia się mocno na znakach, może po prostu popełnić tragiczny błąd

– tłumaczy.

reklama

Jego zdaniem warto byłoby zastosować bardziej widoczne oznakowanie - na przykład znaki fluorescencyjne w seledynowej ramce lub inne rozwiązania poprawiające bezpieczeństwo.

Kamery mogły wszystko nagrać

Na miejscu znajdują się również dwie kamery zamontowane na słupie, które - jak przypuszcza - zarejestrowały całe zdarzenie. Jedna skierowana jest w stronę Mechowca, druga w stronę sklepu.

– Nie wiem, do kogo należą, ale wygląda na to, że zostały zamontowane stosunkowo niedawno

– mówi.

Jak podkreśla, nie chodzi mu o karanie kierowców, ale o nagłośnienie problemu, zanim wydarzy się prawdziwa tragedia.

– Nie chodzi o wyciąganie konsekwencji, tylko o bezpieczeństwo. Może dzięki temu ktoś zwróci uwagę na to miejsce i uda się coś poprawić, zanim będzie za późno

– podsumowuje.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo