Jak ocenia pan kondycję lasów Nadleśnictwa Kolbuszowa?
Bartłomiej Peret: Oceniam ją bardzo dobrze. Trzeba pamiętać, że las jest żywym organizmem, w którym występuje ogromna różnorodność gatunków. To właśnie ona sprawia, że jeśli jedne organizmy przez kilka lat gorzej radzą sobie z powodu warunków pogodowych lub chorób, ich miejsce zajmują inne. Dzięki temu cały ekosystem zachowuje równowagę.
Nadleśnictwo Kolbuszowa jest pod tym względem wyjątkowe. Nasze lasy są bardzo zróżnicowane, co wynika z historii geologicznej tego terenu. Kiedyś znajdował się tutaj lodowiec, który pozostawił żyzne utwory glebowe. Z kolei w sąsiedztwie rzeki Łęg wiatr utworzył wydmy śródlądowe, gdzie dominują piaszczyste, ubogie gleby.
Na takich siedliskach najlepiej radzi sobie sosna. Dlatego w okolicach Wilczej Woli czy Lipnicy przeważają właśnie drzewostany iglaste. Z kolei na żyźniejszych glebach występuje znacznie większa różnorodność gatunków drzew.
Coraz częściej mówi się o zmianach klimatu. Rzeczywiście wpływają one na nasze lasy?
Bartłomiej Peret: Tak, ale trzeba patrzeć na ten problem w odpowiedniej skali czasu. Nie można wyciągać wniosków na podstawie jednego gorącego lata czy jednej mroźnej zimy. Analizujemy zmiany zachodzące przez dziesiątki, a nawet setki lat. Pomagają w tym między innymi badania dendrochronologiczne oraz dane meteorologiczne.
Wiemy, że klimat zawsze się zmieniał. Bywały okresy bardzo zimne i bardzo ciepłe. Obecnie obserwujemy wzrost średniej temperatury, ale równie ważne są konsekwencje tych zmian.
Największym problemem są dziś długie okresy bezdeszczowe. Nie zawsze można mówić o suszy w ścisłym znaczeniu tego słowa, jednak brak opadów powoduje, że z wierzchniej warstwy gleby bardzo szybko znika wilgoć. Gatunki wymagające większej ilości wody zaczynają ustępować, a część z nich po prostu zamiera.
Zmieniają się również zimy. W ostatnich latach praktycznie nie mieliśmy dłuższych okresów silnego mrozu ani większej pokrywy śnieżnej. To z kolei sprzyja rozwojowi organizmów, które wcześniej nie stanowiły tak dużego problemu.
Dobrym przykładem jest jemioła. Jeszcze kilkanaście lat temu nie wyrządzała takich szkód jak obecnie. Dzisiaj obserwujemy ją nie tylko w starszych drzewostanach, ale także w młodszych. Jej rozwojowi sprzyjają właśnie łagodne zimy. Aby ograniczyć jej występowanie, potrzebnych byłoby kilka dni z temperaturami utrzymującymi się znacznie poniżej zera, a takich zim praktycznie już nie ma.
Co ciekawe, jeszcze na początku lat dwutysięcznych borykaliśmy się z zupełnie innym problemem. Wówczas występował nadmiar wody i wiele terenów było podmokłych. Dzisiaj, po niespełna dwóch dekadach, sytuacja jest niemal odwrotna.
Naszym zadaniem jako leśników jest przede wszystkim obserwowanie tych zmian i odpowiednie reagowanie. Jeżeli widzimy, że określone gatunki drzew zamierają z powodu suszy, musimy je usuwać i wprowadzać gatunki lepiej przystosowane do nowych warunków. Podobnie postępujemy tam, gdzie problemem okazuje się nadmiar wody.
To, czy zmiany klimatu są większym czy mniejszym zagrożeniem, pozostawiamy naukowcom. Naszym zadaniem jest dostrzeganie skutków tych zmian i podejmowanie działań, które pozwolą lasom funkcjonować także w przyszłości.
W ostatnich latach lasy odwiedza znacznie więcej osób. Czy przekłada się to również na większą liczbę zagrożeń?
Bartłomiej Peret: Zdecydowanie tak. Im więcej ludzi przebywa w lesie, tym większe jest ryzyko różnych zagrożeń.
Wyraźnie było to widać podczas pandemii COVID-19. Wcześniej społeczeństwo znacznie rzadziej wybierało las jako miejsce wypoczynku. W czasie pandemii, kiedy wiele miejsc było zamkniętych, las stał się jedną z niewielu przestrzeni, gdzie można było bezpiecznie wyjść na spacer. Wiele osób przekonało się wtedy, że kontakt z naturą daje spokój i pozwala naprawdę odpocząć.
Co ważne, duża część tych osób została z lasem do dziś. Dla nas to oczywiście powód do zadowolenia, ale jednocześnie większa odpowiedzialność.
Największym zagrożeniem pozostaje ogień. Około 99 procent pożarów lasów ma związek z działalnością człowieka. Część z nich jest wynikiem celowych podpaleń, część zwykłej nieostrożności.
Na szczęście obecnie dysponujemy znacznie lepszymi narzędziami niż jeszcze kilkanaście lat temu. Współpracujemy z Państwową Strażą Pożarną i Policją. Dzięki temu coraz częściej udaje się ustalić sprawców podpaleń i wyciągnąć wobec nich konsekwencje.
Jednym z najczęściej zgłaszanych problemów są quady i motocykle crossowe. Jak wygląda sytuacja w lasach Nadleśnictwa Kolbuszowa?
Bartłomiej Peret: Problem rzeczywiście istnieje i wynika przede wszystkim z tego, że osoby jeżdżące quadami czy motocyklami crossowymi szukają miejsc, które dostarczą im adrenaliny. Sama jazda prostą, równą drogą leśną nie daje takich emocji. Frajdę sprawiają piaskownie, głębokie wykopy, strome zjazdy czy nierówny teren. To właśnie tam najczęściej kierują się miłośnicy tego typu pojazdów.
Na terenie naszego nadleśnictwa również są miejsca, które ich przyciągają. W okolicach Wilczej Woli czy Lipnicy znajdują się tereny, gdzie taka jazda wydaje się dla nich atrakcyjna. Aby tam dotrzeć, muszą jednak przejechać przez kompleksy leśne.
Staramy się monitorować te miejsca. Rozmawiamy z kierującymi i próbujemy im tłumaczyć, aby - jeśli już muszą dojechać do takich terenów - wybierali inne trasy niż drogi leśne. Problem polega jednak na tym, że bardzo wiele quadów i motocykli crossowych nie jest zarejestrowanych. Kierujący unikają więc dróg publicznych, bo mogliby zostać zatrzymani do kontroli. Często nie mają również obowiązkowego ubezpieczenia czy badań technicznych. W efekcie drogi leśne stają się dla nich miejscem, gdzie czują się bezpieczniej niż na drogach publicznych.
Co mogą zrobić mieszkańcy, którzy spotkają takie osoby podczas spaceru?
Bartłomiej Peret: Przede wszystkim chciałbym zaapelować, żeby nie przechodzić obok tego obojętnie. Jeżeli ktoś spaceruje z dzieckiem, jedzie z wózkiem czy po prostu wypoczywa w lesie i widzi quady albo motocykle crossowe poruszające się w sposób niebezpieczny, warto reagować.
Każde zgłoszenie do policji albo do nadleśnictwa ma znaczenie. Dzięki takim informacjom wiemy, gdzie problem pojawia się najczęściej. Wspólnie z policją możemy częściej patrolować te miejsca, a wtedy liczba takich przejazdów wyraźnie maleje.
To problem, który dotyczy głównie ludzi młodych, szukających mocnych wrażeń. Rozumiem potrzebę aktywnego wypoczynku, ale las nie jest miejscem do tego typu jazdy. Korzystają z niego również rodziny z dziećmi, rowerzyści czy osoby starsze. Trzeba pamiętać, że bezpieczeństwo wszystkich użytkowników lasu jest najważniejsze.
Kłusownictwo kojarzy się wielu osobom przede wszystkim z wnykami. Dziś nadal tak wygląda?
Bartłomiej Peret: Bardzo się zmieniło. Dawniej rzeczywiście dominowały wnyki czy różnego rodzaju sidła. Dzisiaj ten problem wygląda zupełnie inaczej.
Przede wszystkim zmieniła się dostępność broni. W wielu krajach Europy Zachodniej jest ona znacznie większa niż w Polsce. Wraz z bronią pojawiają się także urządzenia, które jeszcze kilkanaście lat temu były praktycznie niedostępne - termowizory czy noktowizory. To sprawia, że współczesne kłusownictwo jest znacznie bardziej wyrafinowane i precyzyjne niż kiedyś.
Oczywiście wnyki nadal się zdarzają, ale są to już pojedyncze przypadki. Można powiedzieć, że to zjawisko niszowe. Zdecydowanie częściej mamy dziś do czynienia z nielegalnymi polowaniami z wykorzystaniem nowoczesnego sprzętu.
W walce z kłusownikami pomagają nowoczesne technologie?
Bartłomiej Peret: Zdecydowanie tak. Kiedyś takich możliwości nie było. Dzisiaj korzystamy z fotopułapek i kamer, ale chciałbym od razu uspokoić mieszkańców.
Nie jest tak, że kamery wiszą wszędzie i nagrywają każdego spacerowicza. Montujemy je wyłącznie tam, gdzie wcześniej pojawiło się konkretne zagrożenie. Mogą to być miejsca przygotowane do kradzieży drewna albo lokalizacje, w których znaleźliśmy wnyki.
Każda fotopułapka musi być wcześniej uzgodniona z nadleśniczym. Nie ma możliwości, aby pracownik samodzielnie zdecydował o jej zawieszeniu. Wszystko jest wpisywane do rejestru - miejsce, termin oraz czas działania urządzenia.
Jeżeli znajdujemy wnyki, wiemy, że osoba, która je założyła, będzie musiała wrócić, aby je sprawdzić. Właśnie wtedy monitoring okazuje się bardzo skutecznym narzędziem pomagającym ustalić sprawcę. Jeszcze kilkanaście lat temu praktycznie nie mieliśmy takich możliwości. Dziś technologia znacząco ułatwia ochronę lasu.
Jakie najcenniejsze gatunki zwierząt i roślin można spotkać w Nadleśnictwie Kolbuszowa?
Bartłomiej Peret: Mamy ich naprawdę wiele i co ważne, z roku na rok obserwujemy, że liczba niektórych gatunków rośnie. Często słyszymy zarzuty, że gospodarka leśna ogranicza występowanie zwierząt. Tymczasem nasze obserwacje pokazują coś zupełnie odwrotnego.
Na terenie nadleśnictwa spotykamy między innymi bociana czarnego, bielika czy wilka. Jeszcze dwadzieścia czy trzydzieści lat temu niektórych z tych gatunków było zdecydowanie mniej. Dziś ich obecność nikogo już nie dziwi.
Nie można jednak patrzeć wyłącznie na duże, widowiskowe zwierzęta. Bardzo cenne są również gatunki, które często budzą wśród ludzi obawy. Dobrym przykładem jest żmija. Dla wielu turystów jej obecność jest powodem do niepokoju, tymczasem dla lasu jest niezwykle pożyteczna, ponieważ ogranicza liczebność gryzoni.
Mamy również wyjątkowe gatunki roślin. Jednym z nich jest długosz królewski - okazała paproć związana z terenami podmokłymi. Co ciekawe, mimo spadku poziomu wód gruntowych jego populacja utrzymuje się u nas w bardzo dobrej kondycji.
Prawdziwą perełką jest jednak wawrzynek główkowy. To niezwykle rzadki gatunek, którego naturalne stanowisko udało się odnaleźć właśnie na naszym terenie. We współpracy z Arboretum w Sycowie wyhodowano około trzystu nowych osobników i ponownie wprowadzono je w pobliżu naturalnego stanowiska. To jeden z projektów, z których jesteśmy szczególnie dumni.
W mediach społecznościowych często pojawiają się zdjęcia wyciętych drzew i zarzuty, że leśnicy niszczą lasy. Jak odpowiedziałby pan osobom, które tak postrzegają gospodarkę leśną?
Bartłomiej Peret: Przede wszystkim warto wyjaśnić, czym tak naprawdę jest wycinka. To słowo jest dziś bardzo często nadużywane. O wycince można mówić wtedy, gdy las znika bezpowrotnie, a w jego miejscu powstaje droga, osiedle, zakład przemysłowy czy grunty rolne. Obecnie takie działania są w Polsce bardzo rygorystycznie uregulowane i wymagają przejścia skomplikowanych procedur.
To, co najczęściej widzą mieszkańcy, nie jest wycinką, lecz elementem gospodarki leśnej i naturalnej wymiany pokoleń drzewostanu.
Las musi składać się zarówno z młodych, jak i starszych drzew. Każdy etap jego rozwoju pełni inną funkcję. Młody las, choć dla człowieka może wydawać się mało atrakcyjny, jest niezwykle ważny dla zwierząt. Znajdują tam schronienie, pożywienie, cień i poczucie bezpieczeństwa. Z kolei dla spacerowiczów jest mniej przyjazny, ponieważ jest gęsty i trudno się po nim poruszać
Jeżeli po wykonaniu zrębu nie pojawi się odnowienie naturalne, las jest odnawiany przez człowieka. Zobowiązuje nas do tego ustawa. Przepisy przewidują, że powierzchnia po zrębie musi zostać odnowiona w ciągu pięciu lat. W Nadleśnictwie Kolbuszowa robimy to znacznie szybciej. Jeśli po dwóch latach nie pojawia się odnowienie naturalne, przystępujemy do odnowienia sztucznego. Jeżeli od początku wiadomo, że odnowienie naturalne nie będzie możliwe, nowe drzewa sadzimy od razu.
Kolejnym etapem jest młodnik. To okres, w którym drzewa zaczynają się zwierać. Dla człowieka taki las nie jest zbyt komfortowy, ale dla zwierząt jest idealnym miejscem do życia. Z biegiem lat drzewa stają się coraz większe i rozpoczyna się naturalna rywalizacja o światło oraz przestrzeń. Zawsze zwyciężają najsilniejsze egzemplarze.
Rolą leśników jest przyspieszenie tego procesu. Usuwamy drzewa chore, uszkodzone lub źle wykształcone, aby stworzyć lepsze warunki wzrostu dla najwartościowszych okazów. Pozyskane drewno znajduje później zastosowanie między innymi w budownictwie, przemyśle papierniczym czy jako opał. To surowiec odnawialny, który po zakończeniu użytkowania wraca do naturalnego obiegu.
Bardzo ważne jest również doprowadzenie drzew do okresu dojrzałości generatywnej, czyli momentu, w którym zaczynają wydawać nasiona. To właśnie one zapewniają kolejne pokolenia lasu. Trzeba jednak pamiętać, że drzewa nie owocują co roku. Sosna wydaje nasiona zazwyczaj co trzy do pięciu lat, dąb co osiem do dziesięciu, a buk nawet co dwanaście czy piętnaście lat. Dlatego w latach obfitego urodzaju nasiona są zbierane i przechowywane, aby zapewnić materiał do przyszłych odnowień.
Podobnie jak wszystkie organizmy żywe, drzewa również się starzeją. Z czasem stają się coraz bardziej podatne na choroby, grzyby, silny wiatr czy okiść śniegową. To właśnie wtedy następuje ich użytkowanie. I tu nie następuje wycinka. Tu następuje wymiana pokoleń. Wymiana pokoleń z tego najstarszego na ten najmłodszy.
Las będzie odporny na zagrożenia tylko wtedy, gdy zachowana zostanie równowaga pomiędzy drzewostanami w różnym wieku. Jeżeli cały las składałby się wyłącznie ze starych drzew, jedna silna wichura mogłaby zniszczyć ogromne powierzchnie. Tymczasem dzięki temu, że występują lasy młode, dojrzewające i starsze, ryzyko rozkłada się na cały ekosystem.
Przykładem mogą być Bory Tucholskie, gdzie przed kilku laty gwałtowna nawałnica zniszczyła jednorazowo tysiące hektarów lasów. Odtworzenie tak ogromnych powierzchni w krótkim czasie jest po prostu niemożliwe.
Jeżeli mówimy uczciwie o tym, co dzieje się w lesie, nie powinniśmy mówić o wycince, ale o wymianie pokoleń. W młodszych drzewostanach prowadzimy natomiast przerzedzenia, aby wykorzystać drewno i jednocześnie przyspieszyć naturalny proces wydzielania się słabszych .
Pracuje pan w Lasach Państwowych od ponad ćwierć wieku. Co przez te wszystkie lata najbardziej pana zaskoczyło?
Bartłomiej Peret: To trudne pytanie, ponieważ w lesie praktycznie cały czas dzieje się coś nowego. Często w danym momencie jakaś sytuacja wydaje się wyjątkowa i zaskakująca, ale po dwóch czy trzech latach okazuje się, że była po prostu kolejnym etapem naszej pracy.
Jednym z największych zaskoczeń było odnalezienie naturalnego stanowiska wawrzynka główkowego. To gatunek opisywany w literaturze jako niezwykle rzadki. Wydawało się, że odnalezienie go na naszym terenie jest praktycznie niemożliwe, a jednak udało się. Co ciekawe, roślina prawdopodobnie rosła tam od wielu lat, tylko nikt wcześniej nie zwrócił na nią uwagi, ponieważ jest bardzo niepozorna.
Z perspektywy czasu to odkrycie okazało się początkiem kolejnych działań. Rozpoczęły się projekty związane z zachowaniem zasobów genowych tego gatunku oraz próbą jego ochrony i rozmnażania. To pokazuje, że jedno niepozorne odkrycie może mieć ogromne znaczenie dla ochrony przyrody.
Las potrafi jednak zaskakiwać nie tylko bogactwem przyrody, ale również... ludźmi. Czasami trudno uwierzyć, jaką pomysłowością potrafią się wykazać.
Pamiętam sytuację, gdy otrzymaliśmy zgłoszenie od mieszkańca o kradzieży drewna. W trakcie prowadzonego postępowania okazało się, że drewno ukradła... osoba, która sama zgłosiła sprawę. To jedna z tych historii, które pokazują, że rzeczywistość bywa bardziej zaskakująca niż niejeden scenariusz.
Nadleśnictwo Kolbuszowa w liczbach
Nadleśnictwo Kolbuszowa zarządza mieniem Skarbu Państwa o powierzchni ponad 9 tysięcy hektarów, z czego ponad 95 procent stanowią lasy. Pozostałą część zajmują inne użytki. Rozpiętość terytorialna nadleśnictwa wynosi około 35 kilometrów.
Jednostka sprawuje również nadzór nad blisko 9 tysiącami hektarów lasów prywatnych. Właściciele takich lasów, którzy pozyskują drewno na własne potrzeby, zobowiązani są do jego legalizacji właśnie w Nadleśnictwie Kolbuszowa.
Komentarze (0)