Przypomnijmy: komisja JURI zarekomendowała odebranie ochrony parlamentarnej czterem politykom prawicy. Na liście, obok Tomasza Buczka, znaleźli się: Daniel Obajtek (zarzuty o utrudnianie pracy dziennikarzy), Patryk Jaki (prywatny akt oskarżenia sędziego) oraz Grzegorz Braun (incydent w Jedwabnem). Choć werdykt zapadnie w głosowaniu plenarnym, Buczek już teraz odpiera zarzuty.
„Zacne grono prawicowych wojowników”
Tomasz Buczek do sprawy podchodzi z dużym dystansem, podkreślając, że towarzystwo, w którym się znalazł, napawa go dumą.
— Proszę zwrócić uwagę, jakie to zacne grono: poseł Braun, Jaki, Obajtek. Czuję się znakomicie w towarzystwie prawicowych wojowników o lepszą Europę, wolną od unijnej biurokracji
— komentuje europarlamentarzysta z Podkarpacia.
Polityk wprost nazywa wniosek „atakiem politycznym”, łącząc go z wydarzeniami z przeszłości i osobą Małgorzaty Zych, byłej działaczki Ruchu Narodowego.
Kulisy starcia o megafon. „Nie była dziennikarką”
Główny zarzut wobec Buczka dotyczy naruszenia nietykalności cielesnej uczestniczki demonstracji. Europosłowie Platformy Obywatelskiej sugerowali, że zaatakowana kobieta była dziennikarką. Tomasz Buczek przedstawia jednak zupełnie inną wersję zdarzeń, do których doszło podczas wiecu Sławomira Mentzena.
— Ta pani przeszkadzała w wiecu wyborczym z megafonem, utrudniała nam przeprowadzenie legalnego, zarejestrowanego zgromadzenia. Wielokrotnie prosiliśmy ją o opuszczenie miejsca. W pewnym momencie wraz z posłem Płaczkiem musieliśmy zainterweniować i odebraliśmy jej megafon
— wyjaśnia Buczek.
Co ciekawe, poseł dodaje, że w polskim Sejmie identyczny wniosek wobec posła Grzegorza Płaczka został odrzucony przez komisję regulaminową jednogłośnie, ponad podziałami partyjnymi. Fakt, że w Brukseli sprawa potoczyła się inaczej, ma być dowodem na „nieczystą grę” wymierzoną w polską prawicę.
Problem z immunitetem: „Chciałem zrezygnować, ale nie mogę”
Wielu mieszkańców powiatu kolbuszowskiego zastanawia się, dlaczego poseł po prostu nie zrzeknie się immunitetu, by oczyścić swoje nazwisko przed sądem. Buczek wyjaśnia, że w strukturach unijnych jest to niemożliwe.
— Ja chciałem się zrzec immunitetu, ale niestety w Parlamencie Europejskim to nie poseł jest jego właścicielem, lecz sama instytucja. Nie mam możliwości samodzielnej rezygnacji, by stanąć przed sądem. Wszystko odbywa się więc na zasadach gry politycznej
— tłumaczy polityk z Kolbuszowej Górnej.
Co z pozostałymi posłami?
Choć uwaga lokalnej opinii publicznej skupiona jest na Buczku, procedura dotyczy całego „podkarpackiego desantu”. Daniel Obajtek musi zmierzyć się z zarzutami blokowania dystrybucji prasy, co uderza w wolność słowa. Z kolei sprawy Jakiego i Brauna mają charakter opinii o sędziach oraz kontrowersyjnych interwencji poselskich.
Decydujący wtorek
Finał brukselskiego starcia nastąpi już w najbliższy wtorek podczas sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego. To wtedy zapadnie ostateczna decyzja, czy „płaszcz ochronny” zostanie zdjęty z Tomasza Buczka i jego kolegów.
— Liczyłem się z tym, że wchodząc do polityki, będzie prowadzona przeciwko nam nieczysta gra. Nie mam z tym problemu. Podejmujemy tę walkę
— kończy pewny swych racji Buczek.
Do sprawy powrócimy po wtorkowym głosowaniu.
Zobacz wypowiedź posła Buczka:
Komentarze (0)