Reklama

Kolbuszowskie Studio Mocy wychowuje mistrzów Polski i Europy

Opublikowano: śr, 1 kwi 2020 19:00
Autor:

 Kolbuszowskie Studio Mocy wychowuje mistrzów Polski i Europy - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

WIADOMOŚCI Założenie było takie, żeby mieć porządną siłownię i promować wszystkie elementy trójboju siłowego. Teraz kolbuszowskie Studio Mocy wychowuje medalistów mistrzostw Polski, a nawet mistrzostw Europy.

W marcu tego roku Studio Mocy skończyło trzy lata. Skupienie w jednym klubie dużej liczby młodych talentów nie było proste, ale Grzegorz Mikuła miał dobry pomysł. Jego zapał i determinacja kilku innych osób sprawiły, że Studio potrafi zdominować mistrzostwa Polski (14 medali z ostatnich), a nawet wychować medalistów mistrzostw Europy.

Z siłowni na zawody

Dla własnych potrzeb założyciel i trener naszych trójboistów przygotował sobie małą siłownię w domu. – Następnie z kolegami stwierdziliśmy, że w regionie brakuje miejsca, w którym można by trenować siłowo, chodziło nam o martwe ciągi, przysiady i wyciskanie. Większość siłowni stawiało na skomplikowane maszyny, a nam chodziło o dobrą sztangę, ławkę i stojaki. Do dzisiaj nasza siłownia jest jedną z nielicznych na Podkarpaciu, która stawia na taki sprzęt. Wtedy właśnie pojawiła się nazwa "Studio". To miało być takie nasze studio – wspomina Grzegorz Mikuła. 

Szef naszych trójboistów z grupą znajomych poznał koszty tej zabawy. – Gdy dowiedziałem się, ile to wszystko będzie kosztować, to stwierdziłem, że jeśli wydam tyle pieniędzy, to może warto przyciągnąć do siebie potencjalnych zawodników. Wtedy nie miałem pojęcia, jak to się rozwinie. Ludzie byli nam potrzebni jako reklama tego miejsca. Nie znaliśmy totalnie tej branży – mówi Mikuła. Skoro lokum, nazywane "studiem", miało jednak działać, nie mogło być zbyt małe. – Poszukaliśmy czegoś odpowiedniego. Sukcesy przyszły bardzo szybko. Magda Pytlak szybko pokazała, że jest silna. Wróciła ze srebrnym medalem mistrzostw Polski juniorów. To pokazało nam, że coś umiemy. Ściągaliśmy kolejne osoby – mówi Mikuła. 

Odnajdywanie talentów było o tyle łatwiejsze, że można było je znaleźć po prostu na swojej siłowni. – Zachęcaliśmy tych, u których widać było spory potencjał, do mocniejszej pracy i to często dawało efekty -  zaznaczał Mikuła. Studio złożone z grupy znajomych stało się klubem. – To ciągle jest miejsce rekreacji dla wielu ludzi, ale przy okazji przygotowujemy swoich zawodników do zawodów. Oczywiście mamy też wiedzę, którą dzielimy się z tymi, którzy do nas przychodzą. Pomagamy zrzucić kilogramy, czasem nabrać masy mięśniowej – wyjaśnia Mikuła. W Studio trenują wyczynowcy, ale przychodzą również ludzie chcący skonsultować swoje problemy. – Czasem chodzi o profilaktykę, czasem to konsultacja pourazowa, po operacjach. Pomagamy też przedstawicielom innych dyscyplin, piłkarzom, była u nas też m.in. narciarka. Wykorzystujemy swoją wiedzą dla innych – zaznacza trener i prezes Studia. 

Mikuła, podobnie jak inni instruktorzy jego klubu, stale się doszkalają. Mają za sobą dużo kursów, w tym również związane z dietetyką. – Nie jest tak, że interesujemy się tylko swoim trójbojem. Mamy za sobą szkolenia m.in. z treningów funkcjonalnych, przygotowania motorycznego. Nasze Studio cały czas ewoluuje – podkreśla Mikuła.

Z koszykówki przez kontuzje do trójboju

Grzegorz Mikuła pochodzi z Rzeszowa. W Kolbuszowej założył rodzinę. Z żoną Magdaleną prowadzą działalność gospodarczą. Głównie zajmują się importem i eksportem sprzętu elektronicznego. Trener Studia w młodzieńczych latach uprawiał koszykówkę. – Bardzo długo odbijałem piłkę w Resovii, w drużynie juniorów. Sekcja koszykarska w tym klubie kończyła swój żywot, w podobnym czasie co ja kończyłem przygodę z koszem, zaraz po skończeniu wieku juniora – wspomina trener naszych trójboistów. 

Mikuła trenuje pod okiem Zdzisława Myrdy w MKS-ie Rzeszów. Grzesiek nie miał możliwości kontynuacji koszykarskiej pasji. Po wycofaniu z działania Resovii, młodym chłopakom pozostawało do wyboru spróbowanie sił w Sokole Łańcut lub Siarce Tarnobrzeg. – Nie mieliśmy wtedy, jako młodzi chłopcy, pieniędzy, żeby dojeżdżać do innego miasta – mówi obecnie 34-latek. – Z moich roczników wybiły się może dwie, trzy osoby – zaznaczał Mikuła. Po maturze Grzegorz nie miał czasu na rozwijanie sportowych pasji. – Czasem raz na dwa tygodnie spotykałem się z kolegami, ale brakowało czasu. Studia wybrałem dość wymagające: prawo, a cały czas też pracowałem. Sport zszedł na dalszy plan – mówi Mikuła.

Co skłoniło Grzegorza do mocniejszego przyłożenia się do sztangi? To ciekawe, bo wszystko zaczęło się od problemów zdrowotnych. Przez problemy z kręgosłupem Mikuła zaczął mocniej dźwigać. – Chodziło o wzmocnienie pleców. Błędy? Było ich mnóstwo i są do tej pory, nie ma zawodnika czy trenera robiącego wszystko idealnie – ocenia Mikuła, który był trenerem od początku istnienia klubu. Na starcie działalności Studia Mikuła zrobił kurs instruktora trójboju siłowego.

Założyciel i trener Studia Mocy, Grzegorz Mikuła, problemy z plecami miał już od 20 roku życia. Po pewnym czasie pracy na siłowni zaczął interesować się techniką i po paru latach pojawił się trójbój siłowy. – Chciałem robić to dobrze. Z perspektywy czasu widzę, że moja ówczesna praca, lata dochodzenia do zdrowia pomogły mi w tym, że teraz łatwiej idzie mi odnajdywanie błędów swoich zawodników w danych ćwiczeniach – podkreśla Mikuła.

Coraz popularniejsi

Niektórzy próbują umniejszać sukcesom trójboistom, wrzucając tę dyscyplinę do niszowych. W Polsce na kolejnych mistrzowskich imprezach stale pojawiają się nowi, coraz mocniejsi zawodnicy. – "Łatwo" to może było trzy lata temu, gdy zaczynaliśmy. Obecnie, w wielu kategoriach, w których brylowaliśmy, ciężko jest wejść na podium – opisuje Mikuła. Przekonała się o tym w ostatnich latach m.in. Magdalena Kwiatek. Startując w kategorii do 63 kg w 2018 roku była trzecia w mistrzostwach, a rok później ósma. 

– Dziewczyny z czołówki są coraz mocniejsze – przyznaje trener i szef Studia. Kolbuszowski klub zmaga się z podobnymi problemami co każdy mniejszy ośrodek. – Dla przykładu we Wrocławiu są trzy kluby. My zbieramy ludzi z regionu, a cieszy nas to, że zyskujemy na popularności i dołączają do nas nowe osoby, np. z Dębicy, Przeworska czy okolic. Idziemy w fajnym kierunku – mówi Mikuła. Ważne role co roku odgrywają zawodnicy z Kolbuszowej i okolic.

Szef Studia przyznaje, że praca szkoleniowa jest ciężka i niewdzięczna. – Zdarza się, że na treningu mój podopieczny robi dobry wynik, a na zawodach 80 procent z tego. Wtedy można czuć się zdeprymowanym, ale są też miłe chwile. Czasem na treningach nie układa mi się z zawodnikiem tak, jak powinno, a na imprezie daje z siebie 110 procent i jesteśmy zadowoleni – podkreśla Mikuła. 

Lista jego ról w klubie jest szersza, niż tylko trener i prezes. Po części jest też sponsorem i psychologiem dla swoich podopiecznych. Większość trójboistów umie również poradzić sobie z drobnymi kontuzjami. Mikuła chce, by w klubie był też fizjoterapeuta i by każdy zawodników mógł bardzo szybko się zregenerować i szybko wrócić do ciężkiej pracy. W pierwszych dwóch latach klub nie mógł liczyć na dotacje z gminy, choć po jednej gali sportowej naszego tygodnika do Studia z zapytaniem o pomoc zwrócił się burmistrz Kolbuszowej. – Od tamtego roku uczestniczymy w konkursie ofert. Samorząd nie jest w stanie pokryć wielu kosztów, ale każde wsparcie jest cenne – opisuje Mikuła. 

Dla takich klubów, jak Studio Mocy, istotni są wszyscy, nawet najmniejsi sponsorzy. – Nie jest łatwo, chociaż patrząc w przeszłość, jest z nimi coraz lepiej. Generalnie trójbój siłowy w Polsce nabiera znaczenia. Cała światowa federacja też jest mocniejsza. Trójbój siłowy przybliża się do wpisania do listy sportów olimpijskich – tłumaczy trener i prezes Studia. Zainteresowanie sponsorów wiąże się ściśle z poziomem sportowym. – Mamy w Polsce coraz więcej wartościowych zawodników. Możemy liczyć na sukcesy na międzynarodowej arenie – mówi Mikuła.

Jest podnoszenie ciężarów

Od paru miesięcy w Studio są również prowadzone zajęcia dla młodych (od 8 do 16 roku życia) adeptów podnoszenia ciężarów. - Podszepnie ciężarów jest bardzo ciężką dyscypliną pod względem technicznym. Wyszkolenie jednego bardzo dobrego zawodnika zajmuje bardzo dużo czasu – wyjaśnia trener i prezes Studia. Obecnie zajęcia dla sztangistów prowadzi Bartosz Szczepankiewicz, który rok temu wygrał mistrzostwa Podkarpacia do 20 lat w podnoszeniu ciężarów. Wtedy gościnie reprezentował barwy Lechii Sędziszów. 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Zarejestruj się w serwisie, aby korzystać z rozszerzonych możliwości portalu m.in. czytać ekskluzywne materiały PREMIUM dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników i prowadzić dyskusję na portalowym forum i aby Twoje komentarze były wyróżnione.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.