Alerty RCB znów wywołały dyskusję
Rządowy system ostrzegania SMS powstał po to, aby w sytuacjach zagrożenia możliwie szybko dotrzeć z informacją do osób znajdujących się na danym obszarze. Wiadomości dotyczą m.in. gwałtownych zjawisk pogodowych, powodzi, pożarów czy innych sytuacji mogących stanowić zagrożenie dla życia i zdrowia.
W ostatnich tygodniach sposób działania systemu zaczął jednak wywoływać coraz więcej pytań. Szczególnie dużo emocji przyniosły wydarzenia z przełomu lipca i sierpnia.
Jednym z powodów krytyki był poważny incydent na Lubelszczyźnie. Po naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej w części regionu uruchomione zostały syreny alarmowe, jednak mieszkańcy nie otrzymali wówczas wiadomości w ramach Alertu RCB. Później przedstawiciele władz tłumaczyli, że czas na reakcję był bardzo krótki, a procedura wysyłania SMS-ów nie pozwalała na wystarczająco szybką reakcję.
Dla części odbiorców stało się to argumentem, że system, który ma działać właśnie w najpoważniejszych sytuacjach, nie zawsze spełnia swoją rolę wtedy, gdy jest najbardziej potrzebny.
Link w wiadomości i kolejne pytania
Niedługo później Polacy otrzymali ogólny komunikat zachęcający do przygotowania się na sytuacje kryzysowe i pobrania rządowego poradnika bezpieczeństwa.
Kontrowersje wzbudził fakt, że w wiadomości znalazł się adres strony internetowej. Przez lata odbiorcy byli bowiem uczulani na fałszywe SMS-y, podejrzane linki i próby wyłudzania danych. To właśnie ta niekonsekwencja stała się jednym z najczęściej podnoszonych argumentów w internetowych komentarzach.
Dodatkowo duże zainteresowanie poradnikiem sprawiło, że dostęp do strony był przez pewien czas utrudniony.
Kolejne dyskusje pojawiły się po ostrzeżeniach dotyczących tlenku węgla i zagrożeń związanych z użytkowaniem piecyków gazowych podczas upałów. Samo niebezpieczeństwo, m.in. związane z możliwością wystąpienia tzw. cofki kominowej, jest realne. Część odbiorców zaczęła jednak pytać, czy każde tego typu zagrożenie powinno oznaczać masową wysyłkę SMS-ów.
W ten sposób wróciło pytanie, które pojawia się przy Alertach RCB od dawna: gdzie przebiega granica między skutecznym ostrzeganiem a zbyt częstym alarmowaniem?
Zapytaliśmy czytelników Korso Kolbuszowskiego
Postanowiliśmy sprawdzić, jak na działanie systemu zapatrują się nasi czytelnicy i obserwatorzy na Facebooku Korso Kolbuszowskie.
Zaproponowaliśmy trzy odpowiedzi, przypisując każdej z nich odpowiednią reakcję:
- 👍 kciuk w górę - „Są potrzebne i spełniają swoją rolę”
- ❤️ serduszko - „Są potrzebne, ale system wymaga zmian”
- 😡 „wrrr” - „Jest ich za dużo i tracą sens”
W głosowaniu poprzez reakcje wzięło udział 70 osób.
Najwięcej - 30 osób - uznało, że Alerty RCB są potrzebne i spełniają swoją rolę. To około 43 proc. wszystkich głosujących.
22 osoby, czyli nieco ponad 31 proc., wybrały odpowiedź mówiącą, że system jest potrzebny, ale wymaga zmian.
Najbardziej krytyczną odpowiedź wskazało 18 osób, czyli blisko 26 proc. uczestników sondy. Ich zdaniem alertów jest za dużo i przez to zaczynają tracić swoje znaczenie.
Wyniki są więc mocno podzielone. Co prawda najwięcej osób opowiedziało się za obecnym systemem, jednak łącznie aż 40 z 70 głosujących wskazało odpowiedzi sugerujące potrzebę zmian lub krytycznie oceniające liczbę wysyłanych komunikatów.
„Jak coś się zdarzy, to nikt nie uwierzy”
Jeszcze wyraźniej różnice w podejściu widać w komentarzach pod naszym postem.
Tadeusz zwrócił uwagę przede wszystkim na ryzyko, że zbyt częste wykorzystywanie systemu może z czasem osłabić reakcję ludzi na naprawdę poważne ostrzeżenie.
- Syreny, komunikaty SMS RCB - jak coś się zdarzy, to nikt nie uwierzy, bo są jako fejk, niesprawdzone. To powinno być bardzo rzadko używane w wypadku zagrożenia, a nie jak komuś się coś przyśni, to włącza je. Niech rządzący nie wpychają nas do wojny, bo naród nie jest durny
- uważa Tadeusz.
Zupełnie inaczej działanie systemu ocenia Irena. Dla niej otrzymanie wiadomości jest sygnałem, że należy zwrócić większą uwagę na sytuację i przygotować się na ewentualne zagrożenie.
- Bardzo pomocne, gdyż mam znak, że trzeba być przygotowanym. Ufam, że to jest wiarygodne powiadomienie
- napisała.
Bolesław podchodzi do sprawy znacznie bardziej obojętnie.
- Jeżeli ktoś uważa, że są potrzebne, jego sprawa. Dla mnie osobiście to bez znaczenia
- stwierdził.
Andrzej i Urszula napisali natomiast krótko, że ich zdaniem Alerty RCB „są potrzebne”.
Ostrzegać częściej czy tylko w wyjątkowych sytuacjach?
Komentarze i wyniki naszej sondy pokazują, że sami odbiorcy nie kwestionują wyłącznie sensu istnienia systemu. Dyskusja coraz częściej dotyczy przede wszystkim sposobu jego wykorzystywania.
Jedni wolą dostać dodatkowe ostrzeżenie, nawet jeśli ostatecznie zagrożenie okaże się mniejsze, niż początkowo zakładano. Dla nich SMS jest dodatkowym źródłem informacji i pozwala wcześniej przygotować się na możliwe niebezpieczeństwo.
Drudzy obawiają się efektu „oswojenia” z alarmami. Jeżeli ostrzeżenia będą trafiać na telefony zbyt często, odbiorcy mogą zacząć je ignorować, a wówczas także ten naprawdę ważny komunikat nie wywoła oczekiwanej reakcji.
Jest też liczna grupa stojąca pomiędzy tymi stanowiskami: nie chce likwidacji Alertów RCB, ale oczekuje bardziej precyzyjnych zasad ich wysyłania.
I właśnie to najlepiej pokazują wyniki naszej sondy. System ma wśród lokalnych odbiorców wielu zwolenników, ale równocześnie spora część czytelników uważa, że jego funkcjonowanie powinno zostać poprawione.
Komentarze (0)