reklama

Z Mam Talent po Grand Prix. Rozmawiamy z akordeonistą Michałem Stochelem z Zarębek

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Z Mam Talent po Grand Prix. Rozmawiamy z akordeonistą Michałem Stochelem z Zarębek - Zdjęcie główne
Autor: Arch. prywatne | Opis: Z Mam Talent po Grand Prix. Rozmawiamy z akordeonistą Michałem Stochelem z Zarębek

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WIADOMOŚCIMichał Stochel, urodzony w 2007 roku w Zarębkach, to 18-letni akordeonista, który swoją pasję do muzyki odkrył już w dzieciństwie. Występował w programie „Mam Talent”, zdobywając serca jurorów, a jego talent przyniósł mu liczne nagrody, w tym Grand Prix w konkursach międzynarodowych. Michał koncertował m.in. w Brukseli i zdobył stypendia od Ministra Kultury. Jego kariera muzyczna rozwija się błyskawicznie, a przed nim jeszcze wiele sukcesów.
reklama

Jak wyglądały Twoje pierwsze kroki z akordeonem? Pamiętasz moment, kiedy wszystko dopiero się zaczynało i nikt jeszcze nie mówił o konkursach ani większych scenach?

- Moje pierwsze kroki z akordeonem były bardzo zwyczajne. Nikt nie mówił wtedy o większych planach ani konkursach. Zacząłem chodzić do szkoły muzycznej i po prostu ćwiczyłem. Na pierwszy konkurs pojechałem mając 9 lat, kiedy byłem w 2. klasie szkoły muzycznej I stopnia. Wtedy pierwszy raz mierzyłem się z tremą i wyjściem na scenę.

Pamiętasz chwilę, w której pomyślałeś: „ja naprawdę dobrze gram”?

- Myślę, że takie przekonanie u początkujących muzyków, takich jak ja, zdarza się bardzo rzadko. Cały czas znajdzie się coś, co wymaga jeszcze jakiegoś nakładu pracy i ćwiczenia. Po ważnych konkursach, w których miałem dobre wyniki, oczywiście byłem z siebie zadowolony, ale cały czas miałem i nadal mam świadomość tego, jak dużo jeszcze przede mną i jak wiele rzeczy muszę się jeszcze nauczyć.

reklama

W Zarębkach raczej nie ma koncertowej atmosfery na co dzień. Jak reagowali znajomi, kiedy zaczęło się robić o Tobie głośniej?

- Zarębki to mała miejscowość i nie ma w niej sali koncertowej, natomiast zawsze, kiedy jest tylko możliwość, staram się urozmaicać różne uroczystości poprzez koncerty czy recitale. Moi znajomi bardzo dobrze przyjęli to, że chcę zostać muzykiem. Na pewno na początku byli trochę zdziwieni, ale zawsze mnie wspierali i mogłem na nich liczyć.

„Mam Talent” był bardziej stresem czy przygodą? Minęło już ponad dziewięć lat. Czy pamiętasz jeszcze emocje z tamtego czasu i coś, co szczególnie zostało Ci w pamięci?


- Udział w programie „Mam Talent” był dla mnie zdecydowanie wielką przygodą. Oczywiście wiązało się to ze stresem, ale jestem bardzo zadowolony, że mogłem wziąć udział w tym programie. Emocji, które mi wtedy towarzyszyły, na pewno nie zapomnę nigdy. Przede wszystkim była to ekscytacja i radość. Szczególnie cieszę się z tego, że mogłem zobaczyć, jak takie duże produkcje wyglądają od środka i jak wygląda organizacja tego typu wydarzeń.

reklama

Zdarzył się moment przed wyjściem na scenę, kiedy chciałeś się po prostu odwrócić i wrócić do domu?

- Wydaje mi się, że nigdy nie miałem takiego momentu zawahania przed wyjściem na scenę. Oczywiście trema towarzyszy każdemu artyście, czasem większa, czasem mniejsza, ale jest ona zawsze. Myślę, że każdy koncert, niezależnie od tego, w jakiej formie się odbywa, może nauczyć mnie czegoś nowego, a ja dzięki temu mogę stać się po prostu lepszym muzykiem.

Ile dziś godzin dziennie grasz - i czy czasem masz już dość patrzenia na klawiaturę?

- Bardzo nie lubię pytania o czas ćwiczenia, ponieważ nie umiem na nie odpowiedzieć. Czas, który spędzam przed instrumentem, zależy od bardzo wielu rzeczy. Jeżeli przygotowuję się do jakiegoś koncertu lub konkursu, ten czas ćwiczenia się wydłuża. Jeżeli wiem, że mam sporo czasu, mogę pozwolić sobie na wolniejszą pracę, aczkolwiek wolę ćwiczyć krócej, a bardziej intensywnie. Zdarza się, że do dużych projektów przygotowuję się kilka miesięcy i wtedy ważna jest systematyczność. Ćwiczę wtedy siedem dni w tygodniu, nie robię sobie też przerwy w ferie czy wakacje. Po długim czasie intensywnego ćwiczenia są oczywiście momenty, w których mam już dość i potrzebuję przerwy, ale zawsze one mijają.

reklama

Masz na koncie sporo nagród. Która dała Ci największego „kopa”, a która nauczyła pokory?

- Moim największym dotąd osiągnięciem, z którego jestem najbardziej zadowolony, jest nagroda Grand Prix w Konkursie organizowanym przez Centrum Edukacji Artystycznej. Sam wiem, jak wiele czasu i pracy kosztowało mnie przygotowanie do tego konkursu, ale wiem też, że było warto. Moim zdaniem najważniejszy w konkursach nie jest wynik, a zadowolenie z samego siebie. Każdy muzyk doskonale wie, jak wykonał utwór i czy jest z tego dumny. Było kilka takich konkursów, na których, niezależnie od wyniku, byłem niezadowolony ze swojej gry. Najważniejsze, żeby wyciągnąć wnioski i zawsze dawać z siebie wszystko. Często zdarza się tak, że to właśnie nie wygrane konkursy, a porażki, dają większego kopa do dalszego działania.

reklama

Zdarzył Ci się koncert, który kompletnie nie wyszedł tak, jak planowałeś? Co wtedy czuje młody muzyk?

- Oczywiście zdarzają się również takie sytuacje. Tak jak mówiłem wcześniej, najgorsze jest niezadowolenie z samego siebie. Ma się wtedy świadomość, że można było zrobić to lepiej, a czasu już się nie cofnie. Czasem zdarzy się gorszy dzień i po prostu nic nie idzie tak, jakby się chciało. Właśnie dlatego muzyka jest tak fascynująca, ponieważ trwa w czasie, a dwa wykonania tego samego utworu nigdy nie będą takie same.

W styczniu tego roku zagrałeś w Brukseli - inne państwo, inna publiczność, zupełnie inna scena. Towarzyszyła Ci większa trema niż w Polsce?

- Grałem już w wielu państwach, m.in. we Włoszech, Austrii, Węgrzech, Litwie, Czarnogórze, Chorwacji, ale koncert w Brukseli wspominam wyjątkowo, bo był to koncert świąteczny, więc atmosfera także była wspaniała. Koncert ten odbywał się w Domu Polski Wschodniej, a ja miałem przyjemność reprezentować na nim województwo Podkarpackie. Myślę, że przed każdym koncertem, niezależnie gdzie i niezależnie dla kogo, występują podobne emocje. Zawsze chce się zrobić wszystko, jak najlepiej się tylko potrafi.

Akordeon bywa niedoceniany. Masz czasem poczucie, że musisz udowadniać, że to instrument z prawdziwego zdarzenia?

- Akordeon bardzo często bywa niedocenianym, przede wszystkim źle ocenionym instrumentem. Myślę, że wielu ludziom kojarzy się on z muzyką biesiadną. Akordeon jest instrumentem o ogromnych możliwościach. Można wykonywać na nim muzykę z niemal każdej epoki i zdecydowana większość rzeczy brzmi na nim świetnie. W akordeonie możemy zastosować także bardzo dużą ilość brzmień i efektów, które możemy na nim uzyskać, co sprawia, że muzyka jest bardzo interesująca.

Przy takim tempie życia zostaje jeszcze czas na bycie po prostu nastolatkiem?

- Myślę, że jest to problem zdecydowanej większości ludzi, którzy wybrali szkołę muzyczną. Ilość zajęć oraz obowiązków z nią związanych jest bardzo duża. Do tego jest jeszcze oczywiście nauka zwykłych przedmiotów. Czasu jest naprawdę mało i z wielu rzeczy trzeba zrezygnować, bo po prostu nie ma na nie czasu.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo