Spór o główną płytę boiska, z której korzysta III-ligowy Sokół Kolbuszowa Dolna oraz Kolbuszowianka, wszedł w nową fazę. Po oskarżeniach o niszczenie murawy i brak dyscypliny, które padły z ust burmistrza Grzegorza Romaniuka i radnego Michała Karkuta, głos zabrali ci, których wskazano jako winnych. O tym pisaliśmy w artykule: Bitwa o murawę przy Wolskiej. "Sokół nie może walczyć z boiskiem, ma walczyć z przeciwnikiem"
Murawa ofiarą kalendarza, a nie dzieci?
Trener pierwszej drużyny Kolbuszowianki, Grzegorz Wróblewski, kategorycznie zaprzecza narracji o nadmiernej eksploatacji płyty przez jego klub. Jak podkreśla, KKS dostosował się do wymogów Fundacji i zredukował liczbę wejść na główną murawę do minimum.
- Prawda jest taka, że w tym sezonie na płycie głównej będzie rozegranych mniej meczów niż w ubiegłym. Michał Karkut o tym nie wie i wymyśla bajki
– twierdzi Wróblewski.
Trener wskazuje inny powód zniszczenia trawy: start rundy Sokoła już w lutym, tuż po zejściu śniegu. Według niego murawa po tym meczu po prostu nie zdążyła się zregenerować przez całą wiosnę. Wróblewski odniósł się też do „zaginionego laptopa”, twierdząc, że od dwóch lat osobiście odnosi go w umówione miejsce i nigdy nie było z tym problemów.
„Chcą nas zaorać”. Gdzie mają trenować dzieci?
Dawid Jamróz, trener rezerw Kolbuszowianki, zwraca uwagę na drugą stronę medalu – fatalne warunki na boiskach treningowych, gdzie trawy prawie nie ma, jest twardo i sucho, bo „nie ma pieniędzy na wodę”.
Jamróz odpiera też argumenty burmistrza dotyczące finansowania. Przypomina, że choć klub korzysta z obiektów, to sam musi opłacić stroje, piłki, sędziów, trenerów i transport dla setek dzieci, tworząc największe centrum integracji w gminie.
- Mam wrażenie, że ktoś chce klub zaorać, a stadion łaskawie przekazać na rzecz innej drużyny. Pan Burmistrz każdemu mówi to, co druga strona chce usłyszeć
– komentuje Jamróz.
Skandal wokół „wychowania” i „Dzień dobry”
Najwięcej emocji wzbudziły słowa burmistrza o rzekomym braku kultury u młodych zawodników. Działaczka Mariola Dziedzic nie kryje oburzenia faktem, że do politycznej przepychanki wciągnięto dzieci.
- Jak się Pan bierze za DZIECI KOLBUSZOWIANKI, to ooo nie. Paskudne to strasznie. Uderza Pan nie tylko w te dzieci, ale też w ich Rodziców i Trenerów. To są super dzieciaki, mi każde z nich z uśmiechem mówi 'Dzień dobry'
– odpowiada działaczka, nazywając słowa włodarza wstydem.
Prezes jako „wygodny kozioł ofiarny”
Działacze punktują również personalne ataki na prezesa Kolbuszowianki. Trener Wróblewski zauważa ironicznie, że prezesa Dariusza Wróblewskiego, którego burmistrz obarczył winą za stan stadionu, fizycznie nie było na obiekcie przez 7 z ostatnich 8 miesięcy. Według niego władze miasta zamiast wziąć odpowiedzialność za zarządzanie infrastrukturą, znalazły sobie wygodny cel do ataków.
Komentarze (0)