Sprawa odwiertu wykonanego w Cmolasie, w pobliżu ujęcia wody i oczyszczalni ścieków, po raz pierwszy wybrzmiała szeroko podczas sesji Rady Miejskiej w Kolbuszowej 25 lutego. To właśnie wtedy – w trakcie wystąpienia likwidatora PGKiM Bartłomieja Szczepanka – temat wzbudził poważne obawy dotyczące bezpieczeństwa wód podziemnych.
Po skierowaniu przez redakcję pytań do Urzędu Gminy Cmolas, pojawiły się oficjalne odpowiedzi wójt Bernadetty Wolak-Posłuszny. Nie rozwiewają one jednak wszystkich wątpliwości.
Alarm na sesji: „mogło dojść do tragedii”
Przypomnijmy, że podczas lutowej sesji w Kolbuszowej likwidator PGKiM szczegółowo przedstawił stan likwidacji spółki, ale to nie kwestie formalne przyciągnęły największą uwagę radnych. Kluczowy okazał się temat odwiertu wykonanego w Cmolasie – zaledwie około 650 metrów od jednej z głównych studni oraz 215 metrów od oczyszczalni ścieków.
Jak relacjonował Bartłomiej Szczepanek, o pracach zakład dowiedział się przypadkowo. Co więcej, w styczniu – jak twierdził – odwiert miał pozostawać niezabezpieczony przez około miesiąc.
– Można było tam wrzucić cokolwiek i skazić całą część zbiornika wód podziemnych. (…) Mogłoby dojść do tragedii – mówił podczas sesji.
Sprawą zainteresował się sanepid, a w dyskusję zaangażowany został również poseł. Wątpliwości radnych były jednoznaczne – pytano wprost, czy gmina Cmolas planuje własne ujęcie wody.
Burzliwa dyskusja i rozbieżne wersje
W trakcie sesji padły także słowa burmistrza Kolbuszowej Grzegorza Romaniuka, który relacjonował swoje rozmowy z wójt Cmolasu. Jak mówił, początkowo miała ona nie mieć wiedzy o prowadzonych pracach, by później wyjaśniać, że chodzi o wykonanie piezometru. – Doszło do drobnej wymiany słów, kiedy się okazało, że nie wszystko jest szczerze mówione – przyznał burmistrz.
Jednocześnie zaapelował o pilne podpisanie dwóch aktów notarialnych dotyczących wykupu działek przez PGKiM, podkreślając wagę sprawy dla bezpieczeństwa mieszkańców.
Pytania redakcji i odpowiedź gminy
W związku z pojawiającymi się wątpliwościami redakcja skierowała do Urzędu Gminy Cmolas sześć szczegółowych pytań dotyczących odwiertu, jego celu, zgodności z przepisami oraz kwestii formalnych.
W odpowiedzi wójt Bernadetta Wolak-Posłuszny potwierdziła, że wykonany został monitoringowy otwór obserwacyjny, służący badaniu stanu wód podziemnych oraz pobieraniu próbek. Jego funkcja ogranicza się wyłącznie do obserwacji, nie wykonywano projektu robót geologicznych, odwiert był zabezpieczony, a jego otwarcie miało być efektem działania osób trzecich. Po uzyskaniu informacji o sytuacji otwór został trwale zabezpieczony poprzez zabetonowanie obudowy i zamknięcie na kłódkę oraz dodatkowe uszczelnienie. Wykonawcą prac było Przedsiębiorstwo Hydrogeologiczne HYDRODOL Gabriel Duda, a koszt wyniósł 97 785 zł brutto.
Gmina podkreśla, że zastosowane rozwiązania eliminują ryzyko zanieczyszczenia wód, a sam otwór nie stanowi zagrożenia dla środowiska.
Jedno pytanie bez odpowiedzi
Nie wszystkie kwestie zostały jednak wyjaśnione. Na pytanie dotyczące wyboru lokalizacji odwiertu – w bezpośrednim sąsiedztwie oczyszczalni ścieków, co według ekspertów może stanowić tzw. „drogę preferencyjnego skażenia” – urząd nie udzielił odpowiedzi.
Gmina Cmolas uznała, że pytanie to „nie jest informacją publiczną”, argumentując, że w trybie dostępu do informacji publicznej można żądać wyłącznie faktów i danych, a nie opinii, ocen czy uzasadnień.
W tle nadal nierozstrzygnięte kwestie
W odpowiedzi na kolejne pytanie gmina zapewniła, że procedura podpisania dwóch aktów notarialnych dotyczących wykupu działek jest w toku i „z jej strony nie ma żadnej zwłoki”.
To jednak stoi w kontrze do wcześniejszych wypowiedzi likwidatora PGKiM oraz burmistrza Kolbuszowej, którzy wskazywali na przedłużający się proces i konieczność ponagleń.
Choć gmina przedstawiła swoje stanowisko, część wątpliwości – zwłaszcza dotyczących lokalizacji odwiertu i przebiegu zdarzeń ze stycznia – pozostaje bez jednoznacznego wyjaśnienia.
Dwie sprawy między gminami
Do sprawy odwiertu oraz relacji z gminą Kolbuszowa odniosła się w czwartek, 19 marca, podczas sesji Rady Gminy Cmolas wójt Bernadetta Wolak-Posłuszny. Jak podkreśliła na wstępie, samorząd Cmolasu świadomie unika komentowania doniesień medialnych oraz wypowiedzi przedstawicieli Kolbuszowej.
– Temat został bardzo szeroko opisany w lokalnej prasie. Nie chcemy odnosić się do tego w taki sposób ani wchodzić w poziom narracji, który proponuje gmina Kolbuszowa – zaznaczyła.
Wójt wskazała, że relacje między samorządami dotyczą obecnie dwóch kluczowych kwestii. Pierwszą z nich jest wykup użytkowania wieczystego terenów ujęcia wody.
Jak wyjaśniła, procedura została uruchomiona w 2024 roku na wniosek przedsiębiorstwa, a gmina Cmolas – zgodnie z przepisami – jest zobowiązana do jej przeprowadzenia. Proces jednak się wydłużył, m.in. z powodu konieczności uregulowania kwestii dojazdu dla mieszkańców.
Chodzi o drogę przebiegającą przez teren ujęcia wody, z której – jak wskazywała wójt – korzystają mieszkańcy dojeżdżający do swoich gruntów.
– Docierały do nas sygnały, że pojawiały się problemy z przejazdem, a nawet interwencje policji. Dlatego chcieliśmy uregulować tę kwestię przy okazji sprzedaży – wyjaśniła.
Gmina Cmolas zaproponowała wyznaczenie pasa służebności drogowej, jednak – jak zaznaczyła – ujęcie wody nie wyraziło na to zgody i rozpoczęło procedury odwoławcze. Spór dotyczył także wyceny nieruchomości oraz interpretacji przepisów dotyczących sprzedaży. – Temat jest nadal w toku. Z naszej strony nie ma żadnej zwłoki – podkreśliła.
Otwór obserwacyjny, nie studnia
Drugą kwestią jest odwiert wykonany w pobliżu ujęcia wody. Wójt jednoznacznie zaznaczyła, że nie była to studnia, lecz piezometr – otwór obserwacyjny o głębokości 27 metrów, służący do monitoringu wód podziemnych. – Otwór nie jest i nie będzie wykorzystywany do poboru wody. Służy wyłącznie do badań jakościowych – wyjaśniła.
Jak dodała, decyzja o jego wykonaniu była efektem wcześniejszych informacji przekazywanych przez przedstawicieli Kolbuszowej, dotyczących trudnej sytuacji ujęcia wody.
„Pierwszą gminą do odcięcia będzie Cmolas”
Wójt przywołała również spotkanie z listopada 2024 roku, podczas którego – jak relacjonowała – padły słowa, które wzbudziły poważne obawy. – Usłyszeliśmy, że jeśli pojawią się problemy z dostępnością wody, pierwszą gminą, która zostanie odcięta, będzie Cmolas – mówiła.
Jak zaznaczyła, wypowiedź ta nigdy nie została wycofana ani sprostowana. To właśnie ona miała być impulsem do podjęcia działań zabezpieczających. – Zaczęliśmy analizować dokumenty i szukać alternatywnych rozwiązań, które zapewnią mieszkańcom dostęp do wody w sytuacji kryzysowej – tłumaczyła.
Weryfikacja, nie inwestycja
Wójt podkreśliła, że wykonanie piezometru miało charakter wyłącznie weryfikacyjny. Gmina chciała sprawdzić rzeczywisty poziom wód podziemnych, m.in. w kontekście planowanych naborów na inwestycje zabezpieczające dostęp do wody.
– Żeby ubiegać się o środki, musimy mieć pewność, że projekt ma sens i przyniesie efekt – zaznaczyła.
Dodała również, że zgodnie z przepisami wykonanie takiego otworu do głębokości 30 metrów nie wymaga dodatkowych zgód.
„Nikt nas nie zapytał”
W dalszej części wystąpienia wójt zwróciła uwagę na sposób, w jaki – jej zdaniem – gmina Kolbuszowa reagowała na inwestycję.
– Nikt nie zapytał nas bezpośrednio, co robimy. Zamiast tego kierowano pisma do różnych instytucji – urzędu marszałkowskiego, starostwa, sanepidu – wskazując na podejrzenie budowy studni – mówiła.
Jak podkreśliła, wszystkie te instytucje otrzymały wyjaśnienia, a podejrzenia nie potwierdziły się.
Dopiero po interwencjach i oficjalnych zapytaniach doszło do spotkania, które – jak przyznała – zakończyło się w napiętej atmosferze. – Przedstawiliśmy komplet informacji, dokumentów i wyjaśnień. Niestety nie zostały one przyjęte – relacjonowała.
„Nie będziemy pytać, co możemy zrobić na własnym terenie”
Wójt odniosła się także do zarzutu, że gmina Cmolas powinna wcześniej poinformować Kolbuszową o planowanych działaniach. - Uważam, że to jest nietaktem zarzucanie mi, że ja nie dzwonię do burmistrza Kolbuszowej i nie pytam go, co ja mogę zrobić na terenie swojej gminy - mówiła.
Jednocześnie przypomniała, że gmina Cmolas nie sprzeciwiała się planom budowy kolejnych studni przez Kolbuszową, uznając je za inwestycję o znaczeniu wspólnym.
Deklaracja współpracy, ale i zabezpieczenie
Na zakończenie wójt podkreśliła, że gmina Cmolas nadal jest zainteresowana współpracą, jednak musi jednocześnie dbać o bezpieczeństwo mieszkańców.
Jak dodała, gmina przygotowuje się do złożenia wniosku o dofinansowanie rozwiązań awaryjnych, które w przyszłości mogłyby zagwarantować niezależność w zakresie dostępu do wody.
W swojej wypowiedzi wójt odniosła się również do sposobu, w jaki nasza redakcja zwróciła się do urzędu o informacje w tej sprawie. Jak zaznaczyła, tym razem pytania zostały przesłane w trybie dostępu do informacji publicznej, co – jej zdaniem – miało wpływ na formę udzielonej odpowiedzi.
– Zawsze, kiedy lokalne media zwracały się do nas z prośbą o komentarz, odpowiadaliśmy i odnosiliśmy się do sprawy. Tym razem zapytanie zostało złożone w trybie informacji publicznej, co oznacza, że jesteśmy zobowiązani odpowiadać wyłącznie w oparciu o fakty i dane, bez opinii czy interpretacji – wyjaśniła.
Podkreśliła, że w takim trybie urząd nie ma możliwości swobodnego komentowania czy oceniania sytuacji, a odpowiedzi muszą być ograniczone do „suchych faktów”, zgodnie z przepisami ustawy.
– Nie możemy sobie pozwolić na dowolność czy własne opinie. Dlatego odpowiedź wyglądała tak, a nie inaczej – dodała.
Komentarze (0)