Reklama

W tym smrodzie nie da się żyć!

Opublikowano: pon, 12 cze 2017 11:57
Autor:

W tym smrodzie nie da się żyć! - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

WIADOMOŚCI - Jak ja mam dalej żyć? - pyta bezradnie pan Stanisław. Mieszkaniec Cmolasu od kilkunastu już dni z obawą patrzy, jak w niedalekiej odległości od jego domu rośnie hałda obornika. Kto może pomóc mężczyźnie?

Pan Stanisław zgłosił się do naszej redakcji we wtorek (30 maja). - Musicie mi pomóc, bo tak dalej nie da się żyć – prosił rozemocjonowany mężczyzna. - Smród nie pozwala wyjść z domu ani otworzyć okien. Przyjedźcie proszę do mnie i sami się przekonajcie, jak wygląda teraz moje życie. Tego nie da się opisać! – dodał.

Piekło
Problemy mieszkańca Cmolasu zaczęły się 19 maja. To właśnie od tego dnia mieszkający w pobliżu jego domu właściciel gospodarstwa rolnego zaczął wywozić na łąkę, oddaloną o kilkadziesiąt metrów od domu pana Stanisława, obornik. - Sąsiad dowozi ten gnój systematycznie, co drugi, trzeci dzień, i hałda rośnie. Nawet teraz jego pracownik dokłada kolejną porcję. Sama pani zobaczy i się przekona, bo ktoś mógłby mi nie uwierzyć – mówił mężczyzna, kiedy przyjechaliśmy do niego. Trafić pod wskazany adres nie było trudno, ponieważ w promieniu kilkuset metrów czuć było charakterystyczny zapach gnojowicy. - Aż mdli od tego zapachu. Nie wspomnę już o tym, że nie da się posiedzieć na podwórku, wywiesić prania czy po prostu otworzyć okien. Ten zapach wchodzi nawet przez wentylację do naszego domu. I tak będzie przez całe lato. Tak nie da się żyć! - nie krył emocji mieszkaniec Cmolasu. - Nie rozumiem, dlaczego sąsiad składa te odchody w tak bliskiej odległości. To nie jest w porządku. Przecież jego działka ciągnie się pod sam las i tam mógłby to wywozić. A tak to zapach jest nie do wytrzymania, mamy plagę much, brakuje jeszcze szczurów – martwił się pan Stanisław. - Tu jest piekło. Myślałem, że na emeryturze będę sobie spokojnie żyć i co mi przyszło? Teraz na własnym podwórku nie mam prawa siedzieć, bo jak tu oddychać - bezradnie rozkładał ręce mężczyzna.

Na złość
Nieprzyjemny i intensywny zapach przeszkadza nie tylko panu Stanisławowi. Na uciążliwość obornika narzekają też mieszkający w pobliżu cmolasianie. - Dajcie spokój, przecież tu się nie da wytrzymać! Tyle pism poszło, a urzędy nic nie robią - mówił mężczyzna, którego spotkaliśmy w pobliżu obornika. - Zamiast wywalać ten gnój gdzieś dalej, to ten specjalnie pod nosem nam to składa – dodał. 

Tego samego zdania jest także pan Stanisław. W czasie rozmowy mężczyzna wielokrotnie powtarzał, że właściciel gospodarstwa rolnego, wywożąc obornik tak blisko jego domu, robi mu na złość. To, że pomiędzy mężczyznami istnieje konflikt sąsiedzki, dało się wyczuć także podczas rozmowy z rolnikiem. Początkiem zatargu, jak wskazywali obydwaj, były plany rozbudowy gospodarstwa rolnego. Na ten krok mieli się nie zgodzić mieszkający w pobliżu mieszkańcy, w tym pan Stanisław. - Wydaje mi się, że naturalnym miejscem na rozwój rolnictwa i hodowli bydła jest wieś. Przez myśl mi nie przeszło, że dożyję czasów, kiedy o swoją pracę będę musiał walczyć z ludźmi na wsi – powiedział nam właściciel gospodarstwa, który wywozi obornik na swoje pole. - Gospodarstwo prowadził mój dziadek i ojciec. Tu z dawien dawna były krowy i ja nie dopuszczę do tego, żeby ich nie było – dodał.

Więcej w 23 numerze Tygodnika Korso Kolbuszowskie

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Zarejestruj się w serwisie, aby korzystać z rozszerzonych możliwości portalu m.in. czytać ekskluzywne materiały PREMIUM dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników i prowadzić dyskusję na portalowym forum i aby Twoje komentarze były wyróżnione.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.