„1670” znów rozgrzało internet
Trzeci sezon „1670” zadebiutował na Netfliksie 5 sierpnia 2026 roku. Produkcja wróciła z nowymi wątkami, politycznymi intrygami, absurdem sięgającym kosmosu i dobrze znaną Adamczychą. Dla mieszkańców powiatu kolbuszowskiego serial ma jednak dodatkowe znaczenie. Duża część jego świata powstaje właśnie w Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej.
Kolbuszowski skansen stał się dla widzów serialową Adamczychą, a więc miejscem, które dzięki popularności produkcji zaczęło żyć nie tylko jako muzeum, ale również jako plan filmowy i atrakcja dla fanów.
Wraz z premierą trzeciego sezonu wróciła jednak dyskusja o tym, czy obecność dużej produkcji streamingowej w skansenie to przede wszystkim promocja i szansa, czy może problem dla muzealnej ekspozycji.
Temat szerzej opisała Justyna Bryczkowska w artykule opublikowanym w Gazeta.pl. Jak wskazała autorka, spór został nagłośniony m.in. przez kanał Wielka Historia oraz blogera Dadgrammera, którzy zaczęli krytykować współpracę skansenu z twórcami „1670”.
O co poszło?
W skrócie: o to, czy serialowa scenografia zbyt mocno ingeruje w przestrzeń skansenu.
Jak relacjonowała Justyna Bryczkowska w Gazeta.pl, krytycy zwracali uwagę m.in. na zamknięcie części ekspozycji, wykorzystywanie chałup na potrzeby planu filmowego i dobudowywanie elementów scenografii. W tekście przywołano także zarzut, że bilety nie są tańsze, mimo że - zdaniem krytyków - część skansenu miała być wyłączona z normalnego zwiedzania.
Dadgrammer napisał w swoim poście, że „wielkie międzynarodowe korpo” może przyjechać i zrobić ze skansenu „folwark”. Chodziło oczywiście o Netflixa. Bloger zarzucał, że część ekspozycji została zamknięta, a zabytkowe chaty i ich fasady podporządkowano potrzebom serialowej scenografii.
- Bilety nie są tańsze, pomimo zamknięcia większości skansenu ba potrzeby filmowców, już trzeci rok. A kwestia dobudowania scenografii i pomieszania jej ze skansenem to już w ogóle kuriozum. Wyobraźcie sobie zamek królewski, który zamiast wystawy, ma scenografię z serialu, rzeczy wymyślone, nie z epoki, do tego połowa jest zamknięta
- grzmiał na swoim profilu Dadgrammer.
To właśnie ten ton sprawił, że wokół sprawy zrobiło się głośno. Dyskusja szybko wyszła poza sam serial i zaczęła dotyczyć szerszego pytania: czy muzeum może współpracować z komercyjną produkcją filmową, jeśli dzięki temu zyskuje rozpoznawalność, pieniądze i nowych zwiedzających?
Gazeta.pl: krytycy dostali zimny prysznic w komentarzach
Jak opisała Justyna Bryczkowska w Gazeta.pl, pod wpisami dotyczącymi tej sprawy pojawiło się wiele komentarzy, które niekoniecznie wspierały tezę o „niszczeniu skansenu”. Część internautów zwracała uwagę, że krytyka jest przesadzona, a osoby oburzone nie zawsze znały sytuację na miejscu.
Jeden z komentujących, Mikołaj, napisał, że „żaden obiekt nie został zniszczony w wyniku prowadzenia tam zdjęć”, a dobudowane elementy mają wpasowywać się w estetykę skansenu. Zwrócił też uwagę, że muzeum cieszy się większą liczbą odwiedzin.
Inny komentujący zwracał uwagę na ostrożność wobec kanału Wielka Historia, który - jego zdaniem - nie powinien być traktowany jako bezdyskusyjne źródło. W komentarzu padło stwierdzenie, że autor kanału ma skłonność do „licznych nadinterpretacji”.
Dominik podszedł do sprawy od strony ekonomicznej. Jego zdaniem pieniądze i wzrost zainteresowania mogą pomóc skansenowi w przyszłości. Napisał, że nie należy zapominać o większej sprzedaży biletów i potencjale serialu, który - jak ocenił - może stać się kultowy.
Gabriela zwróciła uwagę na promocyjny efekt produkcji. Jej zdaniem dzięki serialowi wiele osób w ogóle dotarło do kolbuszowskiego skansenu. Podkreślała też, że „ogrom skansenu jest nietknięty przez serial”, a koszt biletu nie jest majątkiem.
Z kolei Justyna, która odwiedziła skansen, napisała, że elementy scenografii można oglądać i podejść do nich z bliska. Nie odniosła wrażenia, żeby duża część obiektu była zamknięta.
Podobne zdanie miała Kasia, która była w skansenie podczas kręcenia jednego z sezonów. Jak napisała, niedostępna była jedna chata, ekipa nie przeszkadzała w zwiedzaniu, a porządek był zachowany.
Karolina podsumowała sprawę krótko: jej zdaniem nikomu to nie przeszkadza, szkoda się nie dzieje, a dla Kolbuszowej to duża promocja.
Jacek natomiast zauważył, że gdyby w znanym mu skansenie kręcono popularny serial, sam pewnie pojechałby zobaczyć scenografię. W jego opinii taka współpraca może przyciągnąć osoby, które normalnie nie odwiedziłyby podobnego miejsca.
Jak filmowcy trafili do Kolbuszowej?
W artykule Gazeta.pl szeroko opisano także kulisy wyboru Kolbuszowej jako jednej z głównych lokacji serialu. Według tekstu Justyny Bryczkowskiej scenograf Mirosław Koncewicz, szukając miejsca idealnego dla „1670”, przejechał po Polsce ponad 5 tys. km szlakiem architektury drewnianej.
Ekipa odwiedzała różne skanseny, ale ostatecznie zdecydowano się właśnie na Kolbuszową. Koncewicz tłumaczył, że w wielu skansenach obiekty nie zawsze dobrze do siebie pasują, nawet jeśli pochodzą z jednego regionu. W Kolbuszowej sytuacja miała być inna, a dodatkowym atutem było znajdujące się na miejscu jezioro.
Twórcy chcieli, aby Adamczycha nie była zlepkiem różnych miejsc, lecz sprawiała wrażenie prawdziwej wsi. Chodziło o przestrzeń, w której z jednej chałupy widać kolejną, z karczmy kuźnię, a wszystko razem tworzy spójny świat.
To właśnie dlatego kolbuszowski skansen okazał się dla produkcji tak ważny. Nie był tylko tłem, ale jednym z elementów budujących wiarygodność serialowej rzeczywistości.
Co zbudowano na potrzeby serialu?
W związku z produkcją „1670” na terenie skansenu powstały dodatkowe obiekty scenograficzne. Już wcześniej Urząd Miejski w Kolbuszowej informował, że na potrzeby serialu zbudowano m.in. dwór głównego bohatera Jana Pawła oraz karczmę „U Żyda”.
Gazeta.pl przywołała wypowiedzi scenografa Mirosława Koncewicza, który tłumaczył, że karczma została zbudowana w całości od zera. Był to obiekt przygotowany zarówno od zewnątrz, jak i od wewnątrz, aby mógł grać w serialu. Nad budową miało pracować około piętnastu osób przez dwa i pół miesiąca.
Podobnie było z kuźnią Macieja. Według relacji scenografa została ona zbudowana praktycznie od zera, z wykorzystaniem istniejącego wiatraka będącego obiektem skansenowskim. Kuźnia została odsunięta od reszty zabudowań, co miało odpowiadać historycznemu układowi, bo dawniej tego typu obiekty, jako potencjalne źródło pożaru, sytuowano z dala od pozostałych domów.
Część elementów po zakończeniu zdjęć jest rozbierana. Inne, zwłaszcza większe konstrukcje, mogą zostawać jako atrakcje dla zwiedzających. Gazeta.pl przywołała przykład dworu Jana Pawła, który po pierwszym sezonie został dopracowany także od tyłu, aby mógł pozostać w krajobrazie skansenu.
Promocja Kolbuszowej czy problem dla muzeum?
Dla Kolbuszowej obecność „1670” jest bez wątpienia wydarzeniem promocyjnym. Serial ma ogólnopolską rozpoznawalność, a skansen stał się miejscem, które widzowie kojarzą z Adamczychą.
Burmistrz Kolbuszowej Grzegorz Romaniuk, cytowany przez Gazeta.pl, ocenił, że serial przyczynił się do promocji miasta i zwiększył zainteresowanie regionem. Wskazywał, że produkcja w naturalny sposób wzmocniła rozpoznawalność gminy i skierowała uwagę na jej walory kulturowe oraz przyrodnicze.
Gazeta.pl przywołała również dane dotyczące dużej frekwencji w 2025 roku. Według Marty Kraus, kierowniczki Podkarpackiej Komisji Filmowej, w sierpniu 2025 roku ponad osiem tysięcy osób zwiedziło serialową Adamczychę w ramach Podkarpackiego Szlaku Filmowego.
To liczby, które pokazują, że serial faktycznie przyciąga do Kolbuszowej nowych turystów. Warto jednak zapytać, jak wygląda to z perspektywy samego muzeum, które musi pogodzić funkcję ekspozycyjną, edukacyjną, konserwatorską i filmową.
Zapytaliśmy dyrektor skansenu
Jako redakcja Korso Kolbuszowskie zapytaliśmy o sprawę Katarzynę Dypę, dyrektor Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej.
Dyrektor przyznała, że widziała w ostatnich dniach publikacje, w których pojawiały się zarzuty, że Netflix miał zrobić sobie ze skansenu prywatny folwark.
Jak podkreśla, od samego początku współpracy z firmą Akson Studio, realizującą serial „1670”, obowiązywało jedno podstawowe założenie: prace filmowe nie mogą przeszkadzać w prowadzeniu działalności muzealnej.
- Od początku warunkiem współpracy z firmą Akson Studio realizującą serial „1670” było założenie, że prace filmowe nie mogą przeszkadzać w prowadzeniu działalności muzealnej i w jak najmniejszym stopniu wpływać na udostępnianie ekspozycji
- napisała dla Korso Katarzyna Dypa.
To zdanie jest kluczowe, bo odnosi się bezpośrednio do głównego zarzutu pojawiającego się w sieci.
Czy skansen był zamknięty?
Dyrektor muzeum stanowczo zaznacza, że nie wprowadzono całkowitego zakazu zwiedzania skansenu ani części rzeszowskiej z powodu realizacji zdjęć filmowych.
- Nigdy nie wprowadziliśmy całkowitego zakazu zwiedzania skansenu ani części rzeszowskiej z powodu realizacji zdjęć filmowych
- podkreśla Katarzyna Dypa.
Jak wyjaśnia, skansen, a zwłaszcza część rzeszowska, w której powstała dodatkowa scenografia Adamczychy, był stale dostępny dla zwiedzających. W okresie realizacji zdjęć ekspozycja była dostępna z przewodnikiem, po wcześniejszym zgłoszeniu.
Czasowe zamknięcia części ekspozycji dla turystów indywidualnych miały obejmować około 45 dni w latach 2023, 2024 i 2025.
- Staraliśmy się je rekompensować nowymi obiektami, aranżacjami wnętrz oraz wystawami udostępnianymi do zwiedzania, a także udostępnianiem z przewodnikiem w weekendy i święta wielu obiektów zwykle dostępnych tylko zza przesłon
- przekonuje szfowa kolbuszowskiego muzeum.
Plan filmowy objął cztery zagrody
Katarzyna Dypa zwraca uwagę na skalę wykorzystania przestrzeni muzeum.
- Warto wspomnieć, że plan filmowy objął tylko 4 zagrody chłopskie, a pozostałe 9 zagród oraz zagroda leśna, założenie szkolne, kościelno-plebańskie i dworskie było dostępnych
- przekazała dyrektor skansenu.
To ważna informacja w kontekście pojawiających się w sieci zarzutów o zamknięciu „większości” skansenu.
Z wypowiedzi dyrektor wynika, że filmowcy korzystali z konkretnego fragmentu ekspozycji, natomiast duża część muzeum była nadal dostępna dla zwiedzających.
Muzeum nie zatrzymało prac przy ekspozycji
Dyrektor skansenu podkreśla również, że obecność serialu nie oznaczała zatrzymania rozwoju muzeum.
Od 2023 roku ekspozycja powiększyła się o chałupę, budynek gospodarczy oraz piec w zagrodzie garncarskiej. Doszły także elementy małej architektury: studnia plebańska i dworska, gołębnik oraz pasieka.
Powstała aranżacja zagrody z Bożej Woli, aranżacja wnętrza plebanii oraz nowa ekspozycja w zagrodzie z Woli Zarczyckiej.
W tym roku muzeum przygotowuje się do otwarcia kolejnych ekspozycji: w zagrodzie Szylarów z Markowej, zaplanowanego na 15 sierpnia, oraz organistówki z Książnic, której otwarcie ma odbyć się 4 października.
- Nie przerwaliśmy żadnych prac przy ekspozycji ani organizacji wydarzeń kulturalnych. Na bieżąco prowadzimy też remonty strzech w części rzeszowskiej. To dlatego m.in. nie obniżaliśmy kosztów zwiedzania
- wyjaśnia Katarzyna Dypa.
Co zostaje po filmowcach?
Jednym z najczęściej komentowanych tematów jest to, co dzieje się ze scenografią po zakończeniu zdjęć.
Dyrektor muzeum wyjaśnia, że każdorazowo po zdjęciach teren jest przywracany do stanu sprzed budowy scenografii. Jednocześnie część większych elementów pozostała na miejscu, ale nie był to przypadek.
- Każdorazowo po zakończeniu zdjęć filmowych teren zostaje przywrócony do stanu sprzed budowy scenografii, przy czym, z uwagi na sugestie wielu fanów serialu i kina w ogóle, a także za zgodą Rady Muzeum, działającej przy Muzeum w Kolbuszowej oraz sugestią Podkarpackiej Komisji Filmowej część dużej scenografii została na terenie skansenu po to, aby przyciągnąć do skansenu i województwa podkarpackiego kolejnych zwiedzających
- napisała Katarzyna Dypa.
To oznacza, że pozostawienie części elementów nie było wyłącznie decyzją filmowców. Miało być konsultowane i traktowane jako sposób na wykorzystanie popularności serialu do promocji muzeum oraz regionu.
Co jest ekspozycją, a co scenografią?
Wśród zarzutów pojawia się również obawa, że zwiedzający mogą nie wiedzieć, które elementy są autentyczną częścią ekspozycji, a które powstały na potrzeby produkcji filmowej.
Dyrektor muzeum odpowiada, że skansen informował turystów o pracach filmowców na bieżąco: na stronie internetowej, w mediach społecznościowych oraz przy zakupie biletów.
W zeszłym roku Podkarpacka Komisja Filmowa przygotowała w sektorze wstępnym specjalną tablicę informacyjną o zrealizowanych produkcjach filmowych, w tym o serialu „1670”.
W tym roku, za radą zwiedzających, wprowadzono dodatkowe oznaczenia obiektów filmowych znajdujących się w skansenie.
- W tym roku, za radą naszych zwiedzających, wprowadziliśmy dodatkowe oznaczenia obiektów filmowych znajdujących się w skansenie, aby rozdzielić, co jest ekspozycją, a co tylko scenografią
- zaznacza Katarzyna Dypa.
To odpowiedź na jeden z najważniejszych argumentów krytyków, którzy wskazywali na „pomieszanie” skansenu ze scenografią.
Trzeci sezon „1670” już na Netfliksie
Spór w sieci zbiegł się z premierą trzeciego sezonu „1670”.
Nowe odcinki zadebiutowały 5 sierpnia 2026 roku. Netflix zapowiadał sezon hasłami: choroba poszlachecka, lot na Księżyc i rosnące niezadowolenie chłopów. Akcja rozpoczyna się niedługo po wielkich Dożynkach Królewskich w Adamczysze, a Jan Paweł mierzy się z kryzysem własnej tożsamości i próbuje udowodnić, że jest prawdziwym homo sarmatus.
Według zapowiedzi Netfliksa Zofia zmaga się z syndromem opuszczonego gniazda, Jakub próbuje swoich sił w Warszawie, Aniela wraca do Adamczychy i chce zadbać o siebie oraz szkołę dla chłopów, a sami chłopi coraz wyraźniej dostrzegają niewygody swojego położenia.
Jakub Rużyłło, pomysłodawca i autor scenariusza, mówił w komunikacie Netfliksa, że ambicja Jana Pawła „dosłownie sięga w tym sezonie kosmosu”. Reżyser Kordian Kądziela zapowiadał natomiast, że trzeci sezon jest mroczniejszy od poprzedniego i szerszy pod względem świata przedstawionego.
Kto stoi za serialem?
W głównych rolach w trzecim sezonie występują: Bartłomiej Topa, Katarzyna Herman, Martyna Byczkowska, Michał Sikorski, Filip Zaręba, Andrzej Kłak, Dobromir Dymecki, Kirył Pietruczuk i Jędrzej Hycnar.
Za reżyserię odpowiadają Maciej Buchwald i Kordian Kądziela, scenariusz napisał Jakub Rużyłło, zdjęcia przygotował Nils Croné, scenografię opracował Mirosław Koncewicz, kostiumy Katarzyna Lewińska, charakteryzację Marta Szczerkowska, a producentem wykonawczym jest Akson Studio.
Co naprawdę jest sednem sporu?
W tej dyskusji ścierają się dwa spojrzenia.
Pierwsze mówi: skansen jest muzeum, więc jego przestrzeń powinna być maksymalnie chroniona przed komercyjnymi ingerencjami, a zwiedzający powinni mieć jasność, co jest ekspozycją, a co rekwizytem albo scenografią.
Drugie mówi: serial daje Kolbuszowej ogromną promocję, przyciąga turystów, buduje rozpoznawalność skansenu i może sprawić, że do muzeum trafią osoby, które bez „1670” nigdy by tam nie przyjechały.
Odpowiedź dyrektor skansenu pokazuje, że muzeum stara się godzić obie te perspektywy. Z jednej strony współpraca z filmowcami trwa, a część scenografii stała się atrakcją. Z drugiej - dyrekcja podkreśla, że nie zamykano całego skansenu, prace ekspozycyjne i remontowe nie zostały przerwane, a obiekty filmowe są dodatkowo oznaczane.
Adamczycha jako szansa i wyzwanie
Dla Kolbuszowej „1670” jest jednocześnie szansą i wyzwaniem.
Szansą, bo niewiele lokalnych miejscowości może powiedzieć, że ich muzeum stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych planów serialowych w Polsce. Widzowie kojarzą Adamczychę z konkretnym krajobrazem, drewnianą zabudową, skansenem i Podkarpaciem.
Wyzwaniem, bo popularność serialu wymaga od muzeum jasnego komunikowania, co jest dziedzictwem, co aranżacją muzealną, a co elementem filmowej scenografii.
To szczególnie ważne w miejscu, które pełni funkcję edukacyjną. Zwiedzający muszą wiedzieć, gdzie kończy się ekspozycja etnograficzna, a gdzie zaczyna świat stworzony dla potrzeb serialu.
Internetowa burza może mieć dobry finał
Paradoksalnie internetowa awantura może przynieść skansenowi jeszcze większą uwagę.
Ci, którzy oburzają się na obecność serialu, mówią o ochronie zabytków i wiarygodności ekspozycji. Ci, którzy bronią współpracy, mówią o promocji, frekwencji i o tym, że popkultura może stać się bramą do historii.
W idealnym scenariuszu jedno nie musi wykluczać drugiego. Skansen może pozostać miejscem edukacji i ochrony dziedzictwa, a jednocześnie korzystać z tego, że popularny serial zachęca ludzi do przyjazdu do Kolbuszowej.
Warunek jest jeden: przejrzystość. Zwiedzający powinni wiedzieć, co oglądają. A z wypowiedzi dyrektor Katarzyny Dypy wynika, że muzeum właśnie w tym kierunku idzie, oznaczając obiekty filmowe i informując o pracach związanych z produkcją.
Kolbuszowa znów w centrum uwagi
„1670” sprawiło, że o Kolbuszowej mówi się w całej Polsce. Najpierw jako o miejscu, w którym powstała Adamczycha. Teraz również jako o miejscu, wokół którego toczy się dyskusja o granicach współpracy muzeów z popkulturą.
Czy Netflix zrobił ze skansenu „własny folwark”? Dyrekcja muzeum zdecydowanie odpowiada, że nie. Według Katarzyny Dypy skansen nie został zamknięty dla zwiedzających, plan filmowy objął tylko część ekspozycji, a działalność muzealna była kontynuowana.
Czy serial przyciąga ludzi do Kolbuszowej? Tu głosy wielu internautów, samorządu i Podkarpackiej Komisji Filmowej są zgodne: tak.
Spór zapewne jeszcze chwilę potrwa, bo „1670” ma to do siebie, że budzi emocje nie tylko na ekranie. Jedno jest jednak pewne: Adamczycha, choć serialowa, bardzo realnie wpisała Kolbuszową na popkulturową mapę Polski.
Komentarze (0)