Reklama

Monika Węgrzyn: Trener stoi za mną murem

Opublikowano: pt, 22 mar 2019 14:44
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

WIADOMOŚCI - O szkole sportowej nawet nie myślałam, bo chciałam trenować tutaj, na miejscu – mówi Monika Węgrzyn, laureatka głównej kategorii naszego plebiscytu.

Rok temu zajęłaś w kategorii Sportowiec Roku drugie miejsce. Liczyłaś, że teraz znów będzie podium?

- Pod koniec plebiscytowego głosowania spodziewałam się tego, że mogę być na podium, natomiast nie myślałam w ogóle o wygranej. Nie przywiązywałam uwagi tego roku na głosy, nie śledziłam tego wyścigu. Nie zastanawiałam się, ile mam głosów, bo wiedziałam, że u nas, w Kolbuszowej, jest wielu wspaniałych sportowców, którzy zasługiwali na taką samą statuetkę jak ja.

 

Jak myślisz, kto oprócz mamy oddał na ciebie najwięcej głosów?

- Na pewno moja mama pomagała mi zwyciężyć w plebiscycie. Widzi, jak ciężko trenuję,  mimo że mam dużo nauki. Mój dzień jest mocno zapełniony. Nie odpuszczam treningów, a mama wie, że sport jest dla mnie bardzo ważny. Inna sprawa, że sporo osób mnie widzi, jak biegam po Kolbuszowej i  okolicach. Dzięki temu mnie doceniają, bo wiedzą, że taka dziewczyna ma jakiś cel i dąży do niego. Moja rodzina była dla mnie ogromnym wsparciem. Również sąsiedzi mobilizowali się, żebym wygrała, no i oczywiście koleżanki i koledzy ze szkoły i z klubu.

 

Jeśli dobrze pamiętam, to odbierając nagrodę, mówiłaś, że nie jesteś w pełni zadowolona ze swoich ostatnich wyników, po jakiej imprezie czujesz niedosyt?

- Ostatnio dobrze przepracowałam obóz w górach i przygotowuję się do najważniejszych imprez, takich jak mistrzostwa Polski w biegach przełajowych, które odbędą się za tydzień i mistrzostwa Polski w biegach górskich. Te są jednocześnie eliminacjami na Puchar Świata we Włoszech. Ostatnio czułam jednak niedosyt, bo mimo że czuję się w dobrej dyspozycji, to nie mogłam powalczyć z moimi rówieśnikami m.in. w mistrzostwach województwa, na których była szansa uzyskać dobry rezultat. Przez ostry ból kolana nie biegałam i miałam kilkudniową przerwę od treningów.

 

Kontuzje każdego martwią.

- Ja ostatnio byłam w lekkim kryzysie, bo nie wiedziałam, w jakim kierunku to idzie, czy się poprawi, czy nie. Dzięki konsultacji rehabilitacyjnej w NZOZ u pana Burkiewicza zaczęłam już biegać i coraz lepiej się czuję. Mogę zrobić normalny trening i intensywniej pobiegać, przygotowując się do mistrzostw.

 

Jak udaje ci się godzić treningi ze szkołą. Im bliżej matury, tym trudniej?

- W szkole jest dużo nauki, natomiast wracając z treningu, zatrzymuję się na krótko i za chwilę znów wracam do nauki, więc nie mam zbytnio czasu na odpoczynek. Najlepszy moment po ciężkim dniu to właśnie wyjazd na trening. Wtedy wiem, że za chwilę odpocznę od szkoły. Jeśli ktoś chce, to wszystko pogodzi i może spokojnie realizować swoje marzenia. Lata szybko lecą, za moment trzeba będzie zdawać maturę. Każdy rok jest coraz obfitszy i trudniejszy. Ja mam dodatkowo korepetycje z matematyki i nie mówię, że jest lekko, bo muszę nadrobić rzeczy, których nie rozumiem. Trzeba teraz się skupić na nauce i treningach. Muszę dbać o wykształcenie. To otwiera przede mną ciekawsze perspektywy.

 

Z biegania ciężko będzie wyżyć, ale przed sportowcami otwierają się często ciekawe perspektywy. Masz jakiś wymarzony zawód, jaki chciałabyś wykonywać?

- Bieganie to stałe inwestowanie w siebie. Uważam, że to "dobry chleb", bo człowiek uprawiający ten sport dzięki tej zabawie jest dojrzalszy emocjonalnie. Poza tym dzięki zawartym znajomościom można sporo zyskać. Bieganie hartuje, bo nawet jeśli jest ci ciężko, to starasz się mieć determinację i dzięki niej każdy człowiek jest poukładany i otwierają się przed nim niezłe perspektywy. Zawodowcy na pewno mogą wyżyć z biegania, bo są bardzo dobre opłacalne biegi masowe, ale większość biegaczy studiuje, żeby mieć dobrą pracę, a biegając, sobie dorabiają i się doszkalają. Ja póki co myślę, żeby realizować się w bieganiu. Plany na przyszłość są, ale...

 

Nie chcesz się nimi chwalić?

- Tak, teraz niech to będzie moja tajemnica, bo jeszcze wszystko przede mną i nie wiem, jak to wszystko się potoczy.

 

Kto jest twoim najwierniejszym kibicem i największym wsparciem w lekkoatletycznej przygodzie?

- Największym wsparciem jest mój trener Bogdan Karkut, który zawsze stoi za mną murem nawet w najcięższych sytuacjach. Od 5 lat jestem pod jego okiem i dużo razem osiągnęliśmy. Również poprzez bieganie przygotowuje mnie, uczy samodzielności. Każdy trening jest dobrze przepracowany i jestem bardzo zadowolona, że jest specjalistą od długich dystansów i wie, co mogę zrobić w danym dniu, wie, jaki trening mogę zrobić, a jaki nie. Chcę go docenić, bo mało jest tak zaangażowanych trenerów, którzy tak są zdeterminowani i dbają o zawodników.

 

Podziwiasz go.

- Tak, bo jest to człowiek, który ma naprawdę sporo obowiązków. Ma swoją pracę, ale mimo to zawsze znajdzie i wykorzysta dzień, aby zrobić dobry trening. Nawet gdy jest zmęczony, to dotrzymuje nam tempa i razem z nami biega. Właśnie takich ludzi powinniśmy naśladować i brać z nich przykład.  

 

Masz sportowy wzór?

- Nie mam określonego biegacza godnego naśladowania. Często jednak obserwuję, co robią najlepsi, bo wiem, że to mi się może przydać. Bardzo lubię polskich sportowców takich jak Joanna Jóźwik, Sofia Ennaoui czy Emilia Ankiewicz. Są to dziewczyny, z którymi byłyśmy na obozie klubowym i często patrzyłyśmy, jak biegają, bo byłyśmy blisko nich. Zaimponowały nam, bo załapałyśmy z nimi kontakt i mogłyśmy dowiedzieć się sporo ciekawych rzeczy, o których nie miałyśmy pojęcia. Właśnie poprzez to, że są otwarte i umieją się dzielić swoimi doświadczeniami. Ich postawa bardzo mi się podoba. Oczywiście można je naśladować w życiu codziennym.

 

Chodzisz do technikum, nie żałujesz, że nie jesteś w szkole sportowej, nie było takiego pomysłu?

- O szkole sportowej nawet nie myślałam, bo chciałam trenować tutaj, na miejscu, blisko trenera. Od Kolbuszowej się wszytko zaczęło, więc stwierdziłam, że tutaj będę kontynuować swój rozwój. Mama miała podobne zdanie. Wybierając Kolbuszową, zaoszczędziłam czas. Jeżdżąc do Rzeszowa, trudno byłoby trenować. Teraz mogę na miejscu się uczyć i trenować. To był dobry wybór.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

Zarejestruj się w serwisie, aby korzystać z rozszerzonych możliwości portalu m.in. czytać ekskluzywne materiały PREMIUM dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników i prowadzić dyskusję na portalowym forum i aby Twoje komentarze były wyróżnione.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (1)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

  • 2 lata temu | ocena +0 / -0

    Goscy

    Najważniejsze jest zdrowie a nie sport a sport zdrowie się traci