Wszystko zaczęło się we wtorkowe popołudnie (21 kwietnia). Już około godziny 14:30 potężna maszyna była widziana nad Widełką i Kupnem, by ostatecznie „zawisnąć” nad Hadykówką. Telefony w naszej redakcji rozgrzały się do czerwoności. Czytelnicy przesyłali nagrania, na których widać było policyjnych kontrterrorystów w pełnym rynsztunku, desantujących się z powietrza na teren dawnego zakładu.
Ćwiczenia w cieniu kontrowersji
Jak potwierdził nam podkomisarz Adrian Kocój z KPP w Kolbuszowej, na terenie dawnej cegielni szkolili się funkcjonariusze z Samodzielnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji w Rzeszowie. Choć służby uspokajają, że sytuacja od początku była pod kontrolą, mieszkańcy nie kryją rozżalenia.
Największe emocje wzbudziła lokalizacja i brak komunikacji. Dawna cegielnia nie leży na odludziu – to ścisłe centrum wsi. W bezpośrednim sąsiedztwie znajduje się Szkoła Podstawowa, plac zabaw oraz zwarta zabudowa jednorodzinna. Całość przecina ruchliwa droga krajowa nr 9.
„Ziemia drżała, a my nic nie wiedzieliśmy”
Mieszkańcy Hadykówki w rozmowach z naszą redakcją nie szczędzą ostrych słów pod adresem organizatorów. Większość z nich o tym, że to tylko ćwiczenia, dowiedziała się dopiero z naszego portalu.
– Ten śmigłowiec latał tak nisko, że szyby w oknach drżały. Nikt nas nie uprzedził, w dzisiejszych czasach taki widok budzi najgorsze skojarzenia. Czy tak trudno było wywiesić kartkę na sklepie albo wysłać komunikat?
– pyta jedna z mieszkanek, której dom sąsiaduje z terenem ćwiczeń.
Inny z sąsiadów dodaje:
– Rozumiem, że policja musi ćwiczyć, ale dlaczego w samym środku wsi, tuż nad głowami dzieci w szkole? Huk był taki, że nie dało się rozmawiać we własnym ogrodzie. Myśleliśmy, że to jakaś obława albo wypadek na dziewiątce. Dopiero u was przeczytałem, że to szkolenie. To lekceważenie ludzi.
Policja: „Informujemy, ale nie zawsze”
Piotr Wojtunik, rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Rzeszowie, w rozmowie z nami wyjaśnił, że ćwiczenia trwały dwa dni i zakończyły się w środę, 22 kwietnia. Dlaczego zabrakło wcześniejszego komunikatu?
Zdaniem policji, standardowe procedury informacyjne uruchamia się głównie wtedy, gdy planowane jest użycie środków pirotechnicznych, takich jak np. granaty hukowe. Sam przelot śmigłowca i desant – choć głośny – według służb nie wymagał szerokiego powiadamiania opinii publicznej, mimo że działania odbywały się w terenie prywatnym, ale otoczonym gęstą zabudową.
Czy realizm wymaga zaskoczenia?
Służby podkreślają, że szkolenia w warunkach zbliżonych do rzeczywistych są niezbędne dla bezpieczeństwa nas wszystkich. Jednak przykład Hadykówki pokazuje, że granica między „realistycznym scenariuszem” a wywoływaniem niepokoju u postronnych osób jest bardzo cienka.
Mieszkańcy zapowiadają, że będą domagać się od władz gminy i policji lepszego przepływu informacji w przyszłości.
– Nie mamy nic do policji, wykonują ważną robotę. Chcemy tylko wiedzieć, że to, co krąży nad naszymi dachami, to nie realne zagrożenie
– podsumowują.
Co sądzicie o takich ćwiczeniach w centrum miejscowości? Czy huk Black Hawka to cena, którą warto płacić za wyszkolenie służb, czy może jednak zabrakło empatii wobec mieszkańców? Czekamy na Wasze komentarze.
Komentarze (0)