Pałac, którego dziś nie widać
Jak pisał w 2007 roku Piotr Subik na łamach „Dziennika Polskiego”, czworobok przy ulicy Kolejowej miał wymiary nieco większe niż sto metrów na sto. Wokół znajdowały się wiekowe drzewa, gęste chaszcze i fosa. W jej obrębie był dom ówczesnych właścicieli oraz żelbetowe szklarnie gospodarstwa ogrodniczego.
Na pierwszy rzut oka trudno było zobaczyć tam wielką historię. Jak zauważał autor tekstu sprzed 19 lat, trzeba było ją dopiero wydobyć spod ziemi. Według tamtych zapisków właśnie w tym miejscu, niegdyś pośrodku puszczy, znajdowała się rezydencja Lubomirskich.
Dla wielu starszych mieszkańców to miejsce przez lata nie kojarzyło się jednak z pałacem, lecz z dzieciństwem. Zimą przychodzono tam jeździć na łyżwach. Mówiono, że idzie się „do Zielińskich” albo „na kanał”. Słowo „fosa” miało pojawiać się coraz rzadziej.
Zachwycał podróżnych, zniknął z map
O samym pałacu wiadomo niewiele, ale zachowane wzmianki są wyjątkowo intrygujące. W 1772 roku rezydencję miał podziwiać feldmarszałek Andrzej Hadik, który na czele wojsk austriackich wkraczał do Galicji. Według przywołanych zapisków miał twierdzić, że podczas wielu podróży nie widział podobnego „arcydzieła sztuki budowlanej”.
Kilka lat później belgijski oficer Henryk Traunpar pisał o kolbuszowskim pałacu jako o „dwukondygnacyjnym budynku drewnianym na śrubach żelaznych skręcanym”. Z kolei Ewaryst hrabia Kuropatnicki odnotował: „Pałac tu był sławny choć drewniany, wybornej na sztybrach żelaznych struktury”.
To zdania krótkie, ale działają na wyobraźnię. Drewniany, okazały, niezwykle skonstruowany pałac, który zachwycał przybyszów, zniknął jednak z powierzchni ziemi. Na mapie Miega z lat 80. XVIII wieku można było jeszcze odczytać zarys rezydencji. Na planach katastralnych z 1850 roku pałacu już nie było. Pozostały resztki parku włoskiego i fosa.
Kto go zbudował?
Historia pałacu Lubomirskich w Kolbuszowej to w dużej mierze zbiór znaków zapytania. Nie wiadomo pewnie, kto był jego fundatorem. Być może był to Stanisław Lubomirski, który nabył Kolbuszową w 1616 roku. Możliwe jednak, że początkowo istniał tu skromniejszy dwór, rozbudowany później przez jego następców.
W zapiskach sprzed lat pojawia się też nazwisko Tylmana z Gameren, wybitnego architekta związanego z rodem Lubomirskich. Nie ma jednak twardych dowodów, że to on zaprojektował kolbuszowską rezydencję. Jak tłumaczył archeolog Leszek Krudysz, skoro Tylman był związany z Lubomirskimi, można jedynie przypuszczać, że mógł mieć z tym miejscem coś wspólnego.
W 2007 roku ówczesny dyrektor Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej Jacek Bardan zwracał uwagę na problem ze źródłami. Kolbuszowa miała pod tym względem pecha - dokumentów powstało niewiele, a te, które istniały, zostały rozproszone lub zaginęły.
Fosa, kafle i ślady pod ziemią
W 2007 roku planowano dalsze badania archeologiczne. Wcześniej, w 2006 roku, teren przebadano georadarem. Wyniki miały dawać wyobrażenie o rozmachu dawnego założenia, ale wiele pytań pozostawało bez odpowiedzi.
Jak mówił wtedy Leszek Krudysz, nie chodziło o odbudowę pałacu, lecz o odkrycie brakującego ogniwa w historii miasta. To ważne zastrzeżenie, bo w tej historii mniej jest gotowych odpowiedzi, a więcej ostrożnego odczytywania śladów: fragmentów kamienia, gruzu, fundamentów, starych map i przypadkowych znalezisk.
Takim znaleziskiem miała być choćby obrączka odkryta niegdyś w pobliżu fosy czy fragment kartusza herbowego, który przez dziesiątki lat miał leżeć wsunięty pod stodołę. Wspominano także o kamiennym elemencie, który mógł być częścią portalu wejściowego albo ryzalitu pałacu.
Warto też przypomnieć, że już wiele lat po publikacji tekstu z 2007 roku, podczas prac przy siedzibie Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej, natrafiono na dawny fundament oraz kafle piecowe, które mogą pochodzić z pierwszej połowy XVII wieku. To kolejny dowód, że ziemia w tej części miasta wciąż może skrywać odpowiedzi, choć - jak to z archeologią bywa - raczej nie odda ich za darmo.
Armaty, legendy i tajemnicze podziemia
Z pałacem łączą się także opowieści o armatnim huku. Na początku XX wieku z fosy wydobyto prawdopodobnie cztery armaty, określane jako falkonety średnie bastardowe. Trzy miały trafić do Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, a czwarta być może znajduje się w muzeum w Rzeszowie. Według dawnych przekazów armat miało być więcej - nawet trzydzieści.
Nie brakuje również legend. Jedna z nich mówi o lochach, które miały łączyć pałac z lasem na granicy Weryni. To opowieść, która przez lata działała na wyobraźnię mieszkańców. Naukowcy podchodzą do takich historii ostrożnie, ale właśnie dlatego badania archeologiczne są tak ważne - potrafią oddzielić lokalną legendę od materialnego śladu.
Co zostało po Lubomirskich?
Zanim Lubomirscy weszli w posiadanie Kolbuszowej, miejscowość należała do Tarnowskich. Stanisław Lubomirski nabył ją w 1616 roku. Dokument regulujący prawa i obowiązki mieszczan, traktowany jako akt lokacyjny, wydał dopiero w 1700 roku Józef Karol Lubomirski.
W 1720 roku dobra kolbuszowskie przeszły w ręce Sanguszków. W grudniu 1753 roku podpisano tu tak zwaną transakcję kolbuszowską, w wyniku której Janusz Aleksander Sanguszko podzielił swój majątek. Kolbuszowa wróciła później do Lubomirskich, a w 1793 roku, wskutek koligacji rodzinnych, przeszła na Tyszkiewiczów.
To właśnie Tyszkiewiczowie mieli ostatecznie przenieść swoją siedzibę do Weryni. Pałac w Kolbuszowej prawdopodobnie rozebrano, być może po zniszczeniach z czasów konfederacji barskiej. To jednak kolejny fragment tej historii, przy którym trzeba postawić znak zapytania.
Brakujące ogniwo historii miasta
Pałac Lubomirskich w Kolbuszowej nie istnieje już od dawna, ale jego historia nadal powraca. W zapiskach, wspomnieniach, mapach, przypadkowych odkryciach i lokalnych legendach. Może właśnie dlatego tak przyciąga uwagę - bo nie jest gotowym zabytkiem do obejrzenia, ale zagadką, którą trzeba składać z drobnych elementów.
Jak mówił w 2007 roku Leszek Krudysz: „Nie chodzi o odbudowę, lecz o odkrycie brakującego ogniwa w historii miasta”. I to zdanie po latach wciąż dobrze oddaje sens całej sprawy. Kolbuszowa ma pod ziemią opowieść, która może być znacznie większa, niż wskazywałyby na to dzisiejsze chaszcze, fosa i milczący teren przy Kolejowej.
Komentarze (0)