Ogólnopolski sprzeciw wobec systemu
Protest, organizowany przez Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych, potrwa do 24 kwietnia i odbywa się pod hasłem „Szpitalne łóżko poczeka, choroba nie”. To nie przypadek – to właśnie czas w medycynie jest dziś jednym z najważniejszych problemów, na które zwracają uwagę dyrektorzy placówek.
Szpitale alarmują, że obecny system finansowania coraz częściej prowadzi do sytuacji, w której decyzje medyczne zderzają się z finansową rzeczywistością. Innymi słowy – lekarz wie, co powinien zrobić, ale system nie zawsze daje mu do tego narzędzia.
Narastający problem, który widać w liczbach
Jak podkreślają przedstawiciele Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych, wiele szpitali powiatowych kończy rok ze stratą, a ich łączne zadłużenie liczone jest już w miliardach złotych.
Jednym z kluczowych problemów są tzw. nadwykonania, czyli świadczenia wykonane ponad zakontraktowany limit. W praktyce oznacza to, że jeśli pacjent potrzebuje pilnego badania czy zabiegu, szpital często go wykonuje – ale nie ma pewności, czy otrzyma za to zapłatę.
Do tego dochodzą zaniżone wyceny procedur medycznych. Szpitale wskazują, że niektóre badania – jak tomografia czy rezonans – wykonywane są poniżej realnych kosztów. Im więcej pacjentów, tym większa… strata. Brzmi jak paradoks, ale właśnie z takim problemem mierzy się dziś wiele placówek.
Wśród najważniejszych przyczyn wskazywane są:
- brak rozliczeń świadczeń wykonanych w 2025 roku,
- ograniczenie finansowania tzw. nadwykonań,
- zaniżone wyceny badań i procedur medycznych,
- rosnące koszty funkcjonowania (m.in. wynagrodzeń, energii, materiałów),
- brak długofalowej strategii dla szpitali powiatowych.
Samorządy: to nie nasza decyzja
W sprawę włączył się również Związek Powiatów Polskich, który od dłuższego czasu zwraca uwagę na pogłębiający się kryzys.
Samorządy podkreślają, że często są niesłusznie obarczane odpowiedzialnością za sytuację szpitali. Tymczasem – jak zaznaczają – nie mają wpływu na kluczowe kwestie, takie jak wyceny świadczeń, zasady kontraktowania czy regulacje płacowe.
Mimo to to właśnie one muszą ratować lokalne placówki, dokładając do ich funkcjonowania z własnych budżetów. W praktyce oznacza to trudne wybory – między zdrowiem mieszkańców a innymi inwestycjami.
Kolbuszowa też protestuje
Jak potwierdził w rozmowie z nami Zbigniew Strzelczyk, szef kolbuszowskiego SP ZOZ, do ogólnopolskiej akcji przyłączył się również szpital w Kolbuszowej.
Stanowisko w tej sprawie przedstawiło także Starostwo Powiatowe w Kolbuszowej. W komunikacie wyraźnie zaznaczono, że obecne problemy nie wynikają z działań lokalnych władz czy dyrekcji placówki, lecz są efektem decyzji podejmowanych na poziomie centralnym.
– Samorządy mówią jasno: nie zgadzamy się na przerzucanie odpowiedzialności. Samorządy powiatowe, w tym powiat kolbuszowski, stanowczo sprzeciwiają się sytuacji, w której odpowiedzialność za niewydolność systemu ochrony zdrowia przerzucana jest na nie
– czytamy na stronie kolbuszowsjiego starostwa.
Samorząd zwraca uwagę, że to właśnie te decyzje mają bezpośredni wpływ na to, jak długo pacjent czeka na diagnozę czy leczenie. I choć lekarze oraz personel medyczny robią wszystko, by pomóc, system coraz częściej stawia ich w trudnej sytuacji.
Czy pacjenci odczują protest?
To pytanie pojawia się najczęściej – i tutaj odpowiedź jest jednoznaczna.
Protest ma charakter informacyjny i nie wpływa na codzienne funkcjonowanie szpitala. Pacjenci mogą korzystać z usług placówki tak jak dotychczas, a wszystkie oddziały i poradnie działają bez zmian.
– Charakter protesty w żaden sposób nie narusza normalnej działalności szpitala. Pacjenci mogą korzystać z usług placówki tak jak dotychczas
– uspokaja Starostwo Powiatowe w Kolbuszowej.
Można więc powiedzieć, że to protest „z poziomu biurka”, a nie „z poziomu oddziału”. Jego celem jest zwrócenie uwagi na problem, a nie utrudnianie życia pacjentom.
„Nie przeciwko pacjentom, ale dla nich”
Organizatorzy podkreślają, że ich działania nie są wymierzone w chorych. Wręcz przeciwnie – mają poprawić ich sytuację w przyszłości.
Bez zmian w systemie, jak ostrzegają, należy spodziewać się:
- dłuższych kolejek do badań,
- późniejszych diagnoz,
- większego obciążenia prywatnej służby zdrowia.
Dlatego protest ma być impulsem do rozpoczęcia realnej dyskusji o przyszłości szpitali powiatowych.
Co dalej?
„Czarny tydzień” to kolejny sygnał, że system ochrony zdrowia znalazł się w trudnym momencie.
Na razie jednak dla mieszkańców powiatu kolbuszowskiego najważniejsze jest to, że szpital działa bez zakłóceń. A to, czy protest przyniesie realne zmiany, pokażą najbliższe tygodnie – i decyzje podejmowane już nie w Kolbuszowej, a znacznie wyżej.
Komentarze (0)