W poniedziałek, 23 marca, postanowiłem sprawdzić coś, co większość kierowców zauważa kątem oka – ale rzadko analizuje dokładniej. Wsiadłem w samochód i przejechałem się po stacjach paliw w Kolbuszowej i okolicach. Bez pośpiechu, bez planu – od jednej do drugiej.
Już po pierwszym przystanku było jasne: tanio nie jest.
Na jednej ze stacji benzyna Pb95 kosztowała 6,99 zł, diesel sięgał 8,79 zł, a LPG utrzymywało się w granicach 3,45 zł. Kilka kilometrów dalej ceny były niemal identyczne – różnice symboliczne, rzędu kilku groszy. Na innej stacji diesel wciąż trzymał poziom 8,79 zł, benzyna znów ocierała się o 7 zł.
To nie przypadek. To trend.
Skąd ten wzrost?
Choć na pierwszy rzut oka to tylko cyfry na wyświetlaczu, za nimi stoi znacznie większa historia. Kluczowy jest tu jeden kierunek – Bliski Wschód.
Napięcia w tym regionie świata zawsze mają bezpośredni wpływ na rynek ropy naftowej. Gdy rośnie niepewność:
- inwestorzy reagują nerwowo,
- ceny ropy idą w górę,
- a to niemal natychmiast przekłada się na ceny paliw na stacjach.
Nie chodzi tylko o samą produkcję ropy, ale też o transport i bezpieczeństwo dostaw. Wystarczy cień ryzyka, by ceny zaczęły rosnąć – często szybciej niż spadają.
Dlaczego diesel drożeje najbardziej?
To szczególnie widać przy oleju napędowym. W wielu miejscach cena diesla wyraźnie przekracza poziom benzyny. Powodów jest kilka:
- duży popyt (transport, logistyka, rolnictwo),
- ograniczenia w rafinacji,
- globalne napięcia wpływające na dostępność surowca.
Efekt? Diesel znów staje się „paliwem premium”, choć jeszcze niedawno był tańszą alternatywą.
Lokalnie – różnice niewielkie, odczucie jedno
Co ciekawe, w Kolbuszowej i okolicach ceny są do siebie bardzo zbliżone. Nie ma dużych „promocji” czy wyraźnych wyjątków. To pokazuje, że rynek się wyrównał – i reaguje niemal jednocześnie.
Dla kierowcy oznacza to jedno: gdziekolwiek się zatrzyma, zapłaci podobnie.
Co dalej?
Patrząc na obecną sytuację, trudno liczyć na szybkie spadki. Jeśli napięcia na świecie będą się utrzymywać, ceny mogą pozostać wysokie – a nawet jeszcze wzrosnąć.
- Z perspektywy kierowcy wygląda to prosto: kilka złotych więcej na tankowaniu.
- Z perspektywy rynku – to efekt globalnej układanki, na którą lokalnie nie mamy żadnego wpływu.
A jednak to właśnie tu, przy drodze, widzimy jej najbardziej namacalny efekt.
Jeszcze wczoraj było inaczej
Prównując niedzielę, 22 marca z poniedizałkiem, 23 marca, różniece cen są znaczne. Jeszcze wczoraj litr oleju napędowego kosztował w granicach 8,18 zł. Dziś to już 8,79 zł.
Komentarze (0)