Zarówno ja jako parafianin, jak i wiele innych osób zauważyliśmy, że ksiądz zawsze był uśmiechnięty, otwarty i gotowy do pomocy. Skąd u księdza tyle pogody ducha i jak ważne w kapłaństwie jest zwyczajne bycie blisko ludzi?
Radość czerpię od Pana Jezusa. Staram się każdego dnia wydobywać z codzienności momenty, za które dziękuję Bogu. Można skupiać się na tym, co złe, co dzieli i nieustannie narzekać - a można szukać tego, co dobre i wartościowe, pielęgnując w sercu wdzięczność. Wierzę, że uśmiech to prosty, ale cenny dar dla drugiego człowieka. Przełamuje zawstydzenie, skraca dystans i sprawia, że ludzie łatwiej się otwierają. W kapłaństwie niezwykle ważne jest dla mnie zwyczajne bycie blisko. Będąc obecnym w codziennym życiu parafian, łatwiej dostrzegam ich zmagania i problemy, ale też towarzyszę im w tym, co wartościowe i radosne. Przypominają mi się tu słowa papieża Franciszka, który prosił kapłanów, by „pachnęli owcami” - by po prostu byli przy ludziach. Myślę, że Dobry Pasterz idzie razem ze swoimi owcami i z nadzieją patrzy im w oczy.
Jak ksiądz wspomina swoje pierwsze dni w parafii w Cmolasie i jakie były wtedy pierwsze wrażenia? Czy z chęcią myślał ksiądz o przeprowadzce do północnych, a zarazem skrajnych rejonów diecezji rzeszowskiej?
Bardzo ucieszyłem się, gdy otrzymałem wiadomość, że Ksiądz Biskup posyła mnie do Cmolasu. Pierwsze myśli? „Sanktuarium” – piękne i wyjątkowe; „wielki odpust” – znany doskonale nawet w mojej rodzinnej okolicy; no i oczywiście... „basen”! To właśnie tu, w ramach wyjazdów ze szkoły podstawowej, stawiałem pierwsze kroki w pływaniu. Do dziś pamiętam, jak ratownik musiał mnie wyciągać z wody - na szczęście nie mam z tego powodu żadnej traumy! Obok tych wspomnień pojawił się pewnie lekki niepokój przed nowym, ale z moim naturalnym optymizmem pomyślałem: z Panem Jezusem Przemienionym dam radę. Zmiana parafii to zawsze nowe środowisko, nowi ludzie i wyzwania. Niezwykle szybko przekonałem się jednak, że trafiłem na osoby ogromnie życzliwe, otwarte i głęboko związane ze swoją parafią. Z czasem Cmolas, Mechowiec, Hadykówka i cała okolica przestały być dla mnie jedynie miejscem posługi - stały się po prostu ważną częścią mojego życia.
Czym przede wszystkim zajmował się ksiądz podczas swojej posługi i które obowiązki dawały księdzu najwięcej satysfakcji?
Moja posługa obejmowała przede wszystkim to, co stanowi serce pracy kapłana: sprawowanie sakramentów, głoszenie Słowa Bożego, katechezę szkolną w Cmolasie i Mechowcu oraz stałą pracę z dziećmi i młodzieżą. Szczególnie bliska mojemu sercu była opieka nad Katolickim Stowarzyszeniem Młodzieży, scholą oraz innymi inicjatywami duszpasterskimi, jak i sama obecność w kościele w Mechowcu. Najwięcej satysfakcji dawały mi momenty, w których mogłem obserwować rozwój drugiego człowieka. Niezwykle cieszyło mnie, gdy po zwykłej rozmowie, spotkaniu czy wygłoszonym kazaniu ktoś podchodził osobiście albo wysyłał krótkiego SMS-a z prostym słowem: „dziękuję księdzu”. To właśnie w takich cichych gestach i relacjach człowiek widzi, że jego praca ma głęboki sens.
Ważną częścią księdza pracy była opieka nad Katolickim Stowarzyszeniem Młodzieży oraz posługa w kościele w Mechowcu. Jak wyglądała ta współpraca i czego młodzi ludzie nauczyli księdza?
Współpraca z KSM-em była dla mnie niezwykle ważnym i żywym doświadczeniem. Obejmowała nie tylko spotkania formacyjne czy modlitwę, ale też wspólne przygotowywanie wydarzeń, wyjazdy i po prostu przebywanie razem. Do dziś uśmiecham się na wspomnienie tego, jak młodzież uczyła mnie jeździć na łyżwach - a zwłaszcza na wspomnienie zakwasów, które odezwały się następnego dnia!
Młodzi nauczyli mnie przede wszystkim spontaniczności, autentycznej szczerości i patrzenia na świat z ich perspektywy. Przypomnieli mi, że czasem najważniejszą rzeczą, jaką można zrobić, jest odłożenie na bok przygotowanego konspektu spotkania, by po prostu ich wysłuchać, spędzić razem czas, zagrać w grę czy zjeść pizzę.
Z kolei w posłudze w Mechowcu w sercu zapisuję głębokie doświadczenie wspólnoty - zarówno podczas uroczystości liturgicznych, jak i festynów czy spotkań integracyjnych. Pamiętam wyjątkowo pięknie przeżywane Święta Bożego Narodzenia, Wielkanoc czy procesje Bożego Ciała. Bardzo ciepło wspominam Liturgiczną Służbę Ołtarza - zaangażowanych ministrantów i starszych lektorów, na których wsparcie przy ołtarzu mogłem zawsze liczyć. Nie sposób nie wspomnieć o wspaniałych Paniach z Koła Gospodyń Wiejskich „Prymule” oraz Druhach i Druhnach z Ochotniczej Straży Pożarnej w Mechowcu. Ich serce, bezinteresowne zaangażowanie było dla mnie bardzo cenne.
Na czas księdza posługi przypadł jubileusz 30-lecia KSM w Cmolasie. Jak ksiądz wspomina to wydarzenie i co, zdaniem księdza, świadczy o sile tego stowarzyszenia?
Jubileusz 30-lecia KSM w Cmolasie był dla nas przede wszystkim wielką okazją do wdzięczności. Z ciekawością przeglądałem kroniki oraz stare zdjęcia, odkrywając, jak wiele ludzi tworzyło tę piękną wspólnotę. Bardzo cieszy mnie fakt, że wciąż nie brakuje nowych, młodych ludzi, którzy chcą się formować, działać i z sercem pielęgnować te tradycje.
Prawdziwą siłą tego Stowarzyszenia jest jednak otwarcie na łaskę. Przez te wszystkie lata wyraźnie widać, że tylko budując z Jezusem, jesteśmy w stanie tworzyć tak trwałe, wartościowe i piękne relacje z innymi ludźmi.
Czy jest jakieś wydarzenie, spotkanie lub rozmowa z parafianami, które szczególnie zapadły księdzu w pamięć?
Trudno wskazać tylko jedno konkretne wydarzenie. Pamiętam wiele głębokich rozmów, o których z racji ich dyskretnego charakteru nie mogę opowiedzieć, ale z całego serca dziękuję tym ludziom za okazane zaufanie. Nieraz były to krótkie spotkania po Mszy Świętej, innym razem trudne rozmowy towarzyszące chorobie, odejściu kogoś bliskiego, problemom rodzinnym czy ważnym życiowym wyborom. Takie poruszające i autentyczne spotkania zostają w sercu na bardzo długo.
Jak ksiądz ocenia mieszkańców Cmolasu, Mechowca i Hadykówki? Czy udało się księdzu poczuć częścią lokalnej wspólnoty?
Staram się nie oceniać ludzi - chociaż jako nauczyciel w szkole na co dzień wystawiam oceny, to w relacjach z ludźmi próbuje tego nie robić.
Widzę w mieszkańcach Cmolasu, Mechowca i Hadykówki ludzi niezwykle pracowitych, zaangażowanych w życie liturgiczne oraz mocno przywiązanych do swoich rodzin i tradycji. Mieszkańcy tych miejscowości mają niesamowitą zdolność do mobilizacji - czy to przy przygotowaniach do wielkich uroczystości odpustowych, czy gdy trzeba bezinteresownie wesprzeć potrzebującego albo zrobić coś ważnego dla parafii. Zdecydowanie czuję, że stałem się częścią tej wspólnoty. Wszelkie piękne więzi, relacje i spotkania zapisuję głęboko w sercu.
Jakim człowiekiem jest ks. Łukasz Tama poza codziennymi obowiązkami duszpasterskimi? Czym ksiądz interesuje się i jak spędza wolny czas?
Bardzo lubię muzykę klasyczną - sam gram na organach.
A grał Ksiądz na cmolaskich organach?
Raz umówiłem się z naszym organistą na mały „podział ról”: ja zasiadłem za instrumentem, a on śpiewał do mikrofonu. Najważniejsze, że po Mszy Świętej nikt nie zgłaszał uwag ani do mnie, ani do organisty.
Jeśli chodzi o inne pasje, to bardzo lubię wyjścia na basen, a kiedy tylko czas pozwala, chętnie wybieram się na wypady w góry, by trochę zmęczyć się fizycznie, ale za to odpocząć psychicznie. W wolnych chwilach lubię też poczytać coś dobrego i po prostu się zresetować.
Co na zakończenie chciałby ksiądz powiedzieć parafianom i wszystkim osobom, które spotkał w czasie swojej posługi w parafii Cmolas?
Przede wszystkim chcę powiedzieć po prostu: wielkie dzięki! Dziękuję za całą życzliwość, każde dobre słowo i po prostu za to, że mogłem tu z Wami być. Zapewniam o modlitwie, zabieram Was w sercu i mam nadzieję: do szybkiego zobaczenia!
Parafianie oraz grupy działające przy parafii, a w szczególności Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży i Liturgiczna Służba Ołtarza, dziękują ks. Łukaszowi Tamie za trzy lata posługi w Cmolasie. Za obecność, modlitwę, życzliwość, uśmiech, dobre słowo i czas poświęcony drugiemu człowiekowi.
Komentarze (0)