Termin złożenia wniosku o przeprowadzenie referendum mija 23 czerwca. Na ten moment ogłosili państwo zebranie ponad tysiąca podpisów. Czy to tempo jest satysfakcjonujące, biorąc pod uwagę, że do bezpiecznego złożenia wniosku potrzebujecie ich około 6 tysięcy?
- Tempo spływania podpisów jest proporcjonalne do możliwości i zaangażowania wolontariuszy w zbiórkę. Wszyscy pracują za darmo poza godzinami swojej pracy zarobkowej więc dlatego np. zbiórki publiczne odbywają się w większości w weekendy a nie w tygodniu. O tym, czy referendum się powiedzie zadecyduje motywacja mieszkańców do dokonania realnej zmiany w naszym powiecie. My daliśmy mieszkańcom możliwość, a wszystko w ich rękach i w ich stopniu zaangażowania w zbiórkę. Każdy może wejść na stronę www.referendumrkl.pl i tam pobrać listy i pomóc nam w zbiórce. Tam na stronie też są telefony do koordynatorów zbiórek, na poszczególnych gminach. Ale, co najważniejsze i to, co mnie cieszy, to że powstała grupa oddolnie zaangażowanych ludzie, która się wykrystalizowała w Komitecie referendalnym i w grupie najbardziej zaangażowanych wolontariuszy i to ona już jest zwycięzcą!
To ci ludzie odważyli się rzucić obecnemu układowi rękawice i podjąć tę niełatwą walkę o referendum i nowe przedterminowe wybory. Kiedyś w Kolbuszowej byłoby to nie do pomyślenia, a dzisiaj jest realna szansa na odwołanie starosty. Dzisiaj jest im łatwiej wyjść przeciwko reżimowi starosty Józefa Kardysia, bo mają mój parasol ochronny i nie pozwolę na jakieś odwetowe działania starosty.
To politycy PiS-u dzielący karty na powiecie od wielu lat wiedzą, że sytuacja w powiecie mocno się zmieniła i ich monopol i bezkarność wyparowała w dniu, w którym objąłem mandat posła do PE. W miniony piątek minęła połowa czasu przewidzianego ustawa na przeprowadzenie zbiórki podpisów. Mamy połowę potrzebnej liczby podpisów. Zbiórk,a aby była skuteczna musi przyspieszyć. Dlatego proszę wszystkich zainteresowanych o wsparcie. Wydruk karty i zebranie podpisów po znajomych i rodzinie i dostarczenie nam kart.
Pełnomocnik komitetu, Tomasz Rzeszutek, zauważył, że w niektórych miejscach widać strach przed obecną władzą. Jak zamierzacie przekonać „niezdecydowanych i przestraszonych”, że ich dane na listach referendalnych są bezpieczne?
- Tak jak wyżej wspomniałem, monopol i bezkarność lokalnych polityków PiS w powiecie się skończył. Być może jeszcze nie wszyscy mieszkańcy to dostrzegli. Będziemy robić wszystko, żeby jak największą liczbę osób zachęcić do złożenia podpisów pod inicjatywą referendalną, a każda próba użycia władzy, będącej w rękach posła Chmielowca i starosty Kardysia przeciwko mieszkańcom, będzie przeze mnie z całą stanowczością piętnowana i upubliczniana.
Starosta Józef Kardyś twierdzi, że są teraz ważniejsze tematy, jak choćby kryzys w służbie zdrowia, sugerując, że referendum to polityczna gra. Jak pan odpowie na ten argument? Czy odwołanie rady faktycznie uzdrowi sytuację w powiecie kolbuszowskim?
- Kryzysy nie biorą się znikąd. Staroście przypominam, że to on zarządza wraz z dyrektorem Strzelczykiem pewnie blisko 20 lat powiatem i szpitalem. Jeśli ich rządy były dobre, to o kryzysie nie powinno być mowy. Przypomnijmy, że to starosta Kardyś był pionierem wygaszania oddziałów ginekologiczno-położniczych, bo zrobił to w 2016 roku. Mieszkańcy powiatu wówczas to zauważyli - starosta dostał bardzo słaby wynik wyborczy, a jeszcze gorszy otrzymał w ostatnich wyborach w 2024 roku. To tylko konstrukcja systemu wyborów pośrednich pozwalają takim miernym politykom utrzymać się przy władzy.
Po pierwsze, do tej pory był brak realnej oddolnej inicjatywy mieszkańców i wybory na powiecie zawsze odbywał się pomiędzy PiS-em, Kryptopisem (PiSowski komitet lokalny bez loga PiS), oraz komitet będący połączeniem ludzi o sympatiach Lewicowo-Platformersko-PSLowskich. Teraz będzie prawdziwa alternatywa - niezależnie, czy to będzie 2026, czy 2029 rok, tworzy się i cementuje rdzeń przyszłej oddolnej listy mieszkańców chcących realnych zmian w powiecie, a może i w gminach naszego powiatu.
Podkarpacie i powiat kolbuszowski od lat uchodzą za „bastion" Prawa i Sprawiedliwości. Czy to referendum to dla pana i Konfederacji próba generalna przed przejęciem władzy w regionie? Czy liczy pan na to, że Kolbuszowa stanie się pierwszym powiatem, w którym powstanie trwały precedens rządów Konfederacji zamiast PiS-u?
- Sama władza dla władzy jest dla mnie jakimś absurdem. Nie mam zamiaru prowadzenia polityki jaką przez lata uprawiali poseł Chmielowiec, starosta Kardyś czy burmistrz Zuba. Nie obchodzi mnie rywalizacja o władzę w powiecie. Nie mam na to czasu, bo mam swoje zobowiązania w Parlamencie Europejskim i w centrali mojej partii. To, czy i kto z Konfederacji będzie kiedykolwiek miał do powiedzenia w powiecie kolbuszowskim to leży w rękach młodych ludzi, którzy właśnie wchodzą do lokalnej polityki. Ale to wszystko zależy od ich pracowitości i od wyborców, czy dadzą im, ale też sobie szansę na zmianę.
Co do zmiany w regionie, w proporcjach poparcia dla prawicowych partii politycznych, to sondaże pokazują że PiS czuje oddech na plecach ze strony Konfederacji. Wyborcy tak szybko nie zapominają ich zaniechań, chociażby tu w PE, za ich złe decyzje do dzisiaj cierpią mieszkańcy Podkarpacia, z tytułu rosnących kosztów życia i generalnej zapaści gospodarczej. Oczywiście Platforma nic nie zrobiła, a wręcz pogorszyła sytuację, ale geneza leży też u czasów rządów premiera Morawieckiego i jego złej reformy podatkowej tzw. Nowego Ładu. Za te czeki, które wtedy przywoził poseł Chmielowiec z reformy podatkowej Nowego Ładu, płacimy do dzisiaj pieniędzmi polskiego podatnika, na którego przerzucono koszty, a to spowodowało stagnację i kryzys z którego wychodzić będziemy latami.
Jeśli referendum okaże się skuteczne i dojdzie do nowych wyborów, czy Konfederacja wystawi własne listy do rady powiatu pod swoim szyldem, czy planujecie szeroki komitet obywatelski ponad podziałami?
- To jest pytanie do członków komitetu, a nie do mnie. Zdecydowana większość ludzi w komitecie to osoby o poglądach prawicowych i naturalnie mogliby wystartować pod logiem Konfederacji, ale pewnie są tam też zawiedzeni lokalnymi politykami wyborcy PiS, którzy pewnie woleliby lokalny szyld. Decyzje podejmą ludzie zaangażowani w zbiórkę. Ja naprawdę nie mam zamiaru narzucać wszystkim mojego punkt widzenia. Zresztą sama nazwa jest wtórna, jest kompletnie bez większego znaczenia, ważne tylko żeby wyborcy wiedzieli, który to jest komitet niosący realną zmianę, a nie pudrowany PiS z tymi samymi układami.
Jaki jest pana "Plan B" dla powiatu kolbuszowskiego na dzień po ewentualnym odwołaniu rady? Kto, Pana zdaniem, byłby w stanie objąć funkcję starosty i zapewnić stabilność w tym przejściowym okresie?
- A dlaczego to ma być plan B? Referendum o rozwiązanie rady i odwołanie starosty to jest plan A. I co najważniejsze to nie ja będę wyznaczał osoby na okres przejściowy. Nie ma to żadnego znaczenia.
Co jeśli referendum się nie powiedzie? Bierze pan pod uwagę scenariusz, w którym nie udaje się zebrać wymaganej liczby podpisów lub frekwencja przy urnach okazuje się zbyt niska, by wynik był wiążący?
- Oczywiście że bierzemy pod uwagę taki scenariusz. Droga do zwycięstwa nie jest usłana kwiatami. Trzeba ciężko pracować, żeby zrobić coś dobrego. Moje zwycięstwo przyszło po 10 lat mojej ogólnowojewódzkiej i ogólnopolskiej działalności politycznej. Tak samo tutaj. Może się okazać, że ta zbiórka podpisów pod referendum to tylko poligon, może się okazać, że nie będzie wymaganej większości w wyborach, o ile do nich dojdzie. Ale kadry i liderzy kształtują się w boju. I właśnie nam jest taki bój potrzebny żeby wiedzieć, na kogo stawiać, na kim można polegać, kto potrafi grać drużynowo, kto widzi coś więcej w działalności społecznej lokalnej, niż tylko swój prywatny interes. Te doświadczenia które właśnie zbierają nasi liderzy, będą procentować w przyszłości. Jeśli nie w 2026, to w 2029 roku w trybie regulaminowych wyborów.
Referendum to potężne narzędzie demokracji bezpośredniej, ale też obosieczny miecz. Jeśli mieszkańcy nie odpowiedzą na państwa apel, czy będzie pan potrafił publicznie przyznać: „pomyliłem się w ocenie nastrojów społecznych w moim rodzinnym powiecie”?
- Kompletnie nie zgadzam się z tą oceną przedstawioną przez pana redaktora. Co oznacza mieszkańcy nie odpowiedzą na pański apel? Mieszkańcy mają swój rozum, a my żyjemy w państwie demokratyczny, w którym mamy prawo do podjęcia próby wysiłku organizacji referendum. Czy ono się odbędzie, to determinuje wiele czynników. Sama zbiórka jest olbrzymim wysiłkiem, więc to wyzwanie może już się zakończyć na tym etapie. Ale to nie będzie tożsame z tym, że mieszkańcy nie zgadzają się z oceną starosty Kardysia. Tożsame będzie wtedy, kiedy w referendum większość mieszkańców odpowie w trybie referendum że chce pozostawienia starosty na swojej funkcji.
Niektórzy komentatorzy sugerują, że ta akcja to jedynie sposób na podtrzymanie politycznej temperatury przed kolejnymi wyborami. Jak przekona pan wyborców, że nie chodzi tu o „robienie szumu”, ale o realną troskę, która przetrwa nawet ewentualną porażkę referendalną?
- A którzy komentatorzy? Znamy ich z imienia i nazwisk czy z internetowych fejk kont z fałszywymi danymi? Gdybym się bał, że złamię nogę, to bym z domu nie wyszedł. Tu podobnie. Gdybyśmy się bali starosty, to byśmy się nie podjęli referendum. A wszystko co na około, to już interpretacja i narracje polityczne jakie starosta i politycy przyjmują dla obrony swojego status quo w powiecie. Nie przejmujemy się tego i nie boimy. Kto idzie w politykę, musi mieć grubą skórę i musi być odporny na to, co o nim mówią i piszą nieprzychylni ludzie.
Politykami nie może rządzić strach. Ludzie z komitet referendalnego i nasi wolontariusze się nie boją. Nie boją się też ewentualnego niepowodzenia, bo ono jest wpisane w normalną drogę życiową każdego człowieka. Raz się wygrywa, a raz przegrywa. Tylko ci, którzy być może nawet zaznają smaku niepowodzenia będą mogli stanąć przed kolejną szansą walki o zmianę wizerunku powiatu.
Dodatkowo chciałem podziękować mediom za transmitowanie naszych działań. Jeszcze wielu mieszkańców nie do końca rozumie proces referendalny i często musimy im tłumaczyć procedury, ale z każdym dniem naszych działań jest coraz lepiej. Dziękuję też komitetowi referendalnemu na czele z Tomaszem Rzeszutkiem pełnomocnikiem komitetu za podjęty trud! Proszę też was drodzy mieszkańcy o pomoc! Bez was referendum nie dojdzie do skutku. Pomóżcie w zbiórce, jeżeli chcecie zmiany na stanowisku starosty powiatu.
Komentarze (0)