Referendum w sprawie odwołania Rady Powiatu Kolbuszowskiego odbyło się w niedzielę, 30 sierpnia. Głosowanie okazało się nieważne, ponieważ nie została osiągnięta wymagana frekwencja.
Do urn poszło 9393 mieszkańców, podczas gdy dla ważności referendum potrzebny był udział 14 885 osób. Frekwencja wyniosła 18,92 proc.
Jednocześnie spośród osób, które oddały ważny głos, zdecydowana większość opowiedziała się za odwołaniem rady. Za takim rozwiązaniem zagłosowało 9166 osób, a przeciw było 180 mieszkańców.
PSL: krytyka bez konkretów
W środę, 2 września, podczas konferencji prasowej przedstawiciele PSL odnieśli się do wyniku referendum oraz działań osób zaangażowanych w jego organizację.
Podkreślali, że samo prawo mieszkańców do przeprowadzenia referendum nie jest przez nich kwestionowane. Krytykowali jednak sposób prowadzenia kampanii, wskazując, że ich zdaniem zabrakło w niej konkretnych propozycji dotyczących przyszłości powiatu.
Zabrakło tutaj konstruktywnej krytyki i pomysłów. Jeżeli ktoś krytykuje, to powinien też pokazać, co w zamian proponuje mieszkańcom - mówił podczas konferencji Dominik Błaszczyk, dyrektor biura posła Adama Dziedzica.
Jak wskazywał, samorządy potrzebują przede wszystkim skutecznego pozyskiwania środków zewnętrznych i realizacji inwestycji.
„Korepetycje” dla Tomasza Buczka
Szczególną uwagę przedstawiciele PSL poświęcili Tomaszowi Buczkowi, europosłowi i jednemu z głównych inicjatorów referendum.
Ich zdaniem osoba posiadająca mandat europosła powinna wykorzystywać swoje możliwości przede wszystkim do wspierania lokalnych samorządów.
Więc tutaj pan poseł Dziedzic z chęcią udzieli posłowi Buczkowi korepetycji, tak aby nie tylko krytykował władze powiatu, ale również zaczął pracować na jego rzecz i pozyskiwać dla powiatu środki - powiedział Dominik Błaszczyk.
Przedstawiciele PSL przekonywali, że zamiast koncentrować się na sporach politycznych, należy skupić się na działaniach, które mogą przynieść mieszkańcom konkretne korzyści.
Pytania o koszt referendum
Podczas konferencji poruszono również temat kosztów organizacji referendum. Przedstawiciele PSL wskazywali, że jego przeprowadzenie kosztowało około 450 tys. zł.
Ernest Dąbrowski, dyrektor biura PSL, odniósł się do różnicy w wynagrodzeniach pomiędzy parlamentarzystami.
Ta kwota 25 tysięcy złotych, którą mógłby przeznaczyć na zwrot kosztów referendum, zwróciłaby się w 18 miesięcy. Gdyby przez te 18 miesięcy odkładał po 25 tysięcy złotych do tej skarbonki, ta kwota by się zwróciła i wtedy pan europoseł mógłby swoje zaplecze budować za prywatne pieniądze. Za prywatne można, ale szanujmy w końcu pieniądze publiczne - mówił.
Jak wyliczali przedstawiciele PSL, odkładanie 25 tys. zł miesięcznie przez 18 miesięcy daje kwotę około 450 tys. zł, czyli wartość wskazywaną jako koszt referendum.
Ich zdaniem środki te mogłyby zostać przeznaczone na inne cele, np. wsparcie lokalnych inicjatyw czy pomoc potrzebującym.
„Nie chodzi o samo referendum, ale o sposób działania”
Przedstawiciele PSL podkreślali, że wynik referendum należy przyjąć, ale ich zdaniem brak wymaganej frekwencji pokazuje, że większość mieszkańców nie zdecydowała się na zmianę władz powiatu.
Ich zdaniem inicjatywa była bardziej elementem politycznego sporu niż realną próbą rozwiązania problemów samorządu.
Gacek o referendum w powiecie mieleckim
W konferencji uczestniczył również Kazimierz Gacek, starosta powiatu mieleckiego. Odniósł się do prób organizowania podobnych inicjatyw w innych samorządach.
Przypomniał, że w powiecie mieleckim również pojawiła się inicjatywa przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania władz powiatu, jednak organizatorom nie udało się zebrać wymaganej liczby podpisów.
Konferencja PSL była kolejnym głosem w trwającej dyskusji wokół referendum w powiecie kolbuszowskim. Po jednej stronie pozostają organizatorzy, którzy podkreślają ponad 9 tys. głosów za odwołaniem rady, po drugiej przedstawiciele obecnych władz i ich zwolennicy, którzy wskazują przede wszystkim na brak wymaganej frekwencji i nieważność głosowania.
Komentarze (0)