Jak związał pan swój los z muzyką? Kiedy rozpoczęła się pana przygoda z muzyką? Jak ona przebiegała?
- Urodziłem się w Lublinie w 1962 roku, ale większość mojego "szkolnego" życia spędziłem w Zamościu, gdzie ukończyłem szkołę podstawową i średnią. Mama – nauczycielka, chcąc zadbać o moje i mojej siostry wykształcenie zapisała nas do Szkoły Muzycznej I stopnia im. Karola Szymanowskiego w Zamościu do klasy skrzypiec. Mając wtedy 6 lat, nie wiedziałem jeszcze, że muzyka wypełni całe moje życie. Początki były trudne. Trzeba było ćwiczyć, a koledzy za oknem już czekali, aby pograć w piłkę.
W miarę upływu lat muzyka, a szczególnie muzyka poważna stała się dla mnie naprawdę ważna. Grałem w orkiestrze szkolnej, zespołach kameralnych. Z przyjaciółmi założyliśmy przy kościele zespół uświetniający uroczystości kościelne. Po ukończeniu szkoły muzycznej I stopnia zdałem do szkoły II stopnia na trochę większy instrument – altówkę, na której kontynuowałem naukę. Dostałem się również do I Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Zamojskiego w Zamościu. I tutaj dopiero zaczyna się moja przygoda z muzyką ludową. Przy szkole działał Zespół Pieśni i Tańca "Zamościaki" do którego trafiłem i grałem tam przez cztery lata. Dzisiaj wiem, że muzyka opracowana, grana z nut, w składach instrumentalnych nieprzynależnych do regionów jest tylko ładnym wizualnie widowiskiem, ale taka była wtedy rzeczywistość.
Po zdaniu matury pojechałem do Lublina. Uczyłem się w Pomaturalnym Studium Chemicznym i jednocześnie kontynuowałem naukę, tym razem na kontrabasie. W poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi trafiliśmy wraz z Małgorzatą – moją małżonką i dziećmi do Biszczy koło Biłgoraja gdzie uczyłem dzieci i młodzież miejscowej szkoły grać na skrzypcach, fortepianie, gitarze, prowadziłem zajęcia muzyczne. W 1989 roku znaleźliśmy się w Kolbuszowej i był to chyba dobry krok. Mieszkamy już tutaj 35 lat. Jak mówią Lasowiacy – ludzie w Kolbuszowej dzielą się na trzy grupy: ptaki, krzaki i pniaki. Myślę, że jestem już krzakiem.
Jest pan współzałożycielem Kapeli z Majdanu. Jak zaczęło się zainteresowanie kulturą lasowiacką? Nie pochodzi pan stąd. Skąd pomysł prowadzenia zespołu właśnie w takiej tematyce?
- W 1998 roku spotkałem Eugeniusza Nowaka. Zaproponował, żebym przyszedł na próbę powstającej w Kolbuszowej Górnej kapeli ludowej. Poszedłem pełen obaw. Przywitała mnie grupa młodych ludzi i starszy pan ze skrzypcami. Był to Józef Kurda – skrzypek z Górnej. Jego podejście do początkującego muzykanta takiego jak ja ujęło mnie bardzo. Całe moje pogrywanie oparłem na jego muzyce i stylu, w jakim grał. Drugą kapelę założyliśmy z Marianem Samojednym – trębaczem i akordeonistą, przy Ośrodku Kultury w Raniżowie. Bardzo dużo występów w Polsce i w Słowacji u zaprzyjaźnionej kapeli słowackiej, konkursy kapel łącznie z Ogólnopolskim Festiwalem Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu n/Wisłą. Trzecia kapela była kapelą młodzieżową. Założona w Kupnie. A skoro kapela to dlaczego nie zespół taneczny. Zebraliśmy grupę chętnej młodzieży gimnazjalnej i licealnej. Potrzebny był choreograf. Piotr Drozd tancerz z ZPiT Rochy podjął się tego zadania z powodzeniem. Kapela nagrała płytę CD. Wraz z tancerzami występowaliśmy pewnie w całym województwie. Redaktor Jerzy Dynia nagrał z "Lesianami z Kupna" film. Czwarta kapela była dość nietypowa. Do OFKiSL w Kazimierzu wprowadzono kategorię folklor rekonstruowany. Wystąpiłem w nim z Joanną Dragan na eliminacjach i dostaliśmy nominację do Kazimierza. Kapela była jak najbardziej archaiczna: skrzypce i basy. Wystąpiliśmy z repertuarem Stanisława Głaza z Dzwoli koło Janowa Lubelskiego. Byłem u mistrza Głaza wcześniej na tygodniowych warsztatach.
Piąta kapela, dla mnie najważniejsza to "Kapela Jana Marka z Kamionki". Mistrz Jan – wyśmienity skrzypek ludowy i ja na basach. Nigdy bym nie pomyślał. Trudno było się przyzwyczaić do specyficznej techniki jego gry. Ale udało się. Wzięliśmy udział w "I Festiwalu żywej muzyki na strun dwanaście i trzy smyki 2013".
I teraz przechodzę do mojej ostatniej kapeli grającej od jedenastu lat bez przerwy. To "Kapela z Majdanu Królewskiego", wcześniej Kapela z Huty Komorowskiej. Prowadziłem zajęcia z dziećmi w Majdanie gdy przyszła Małgosia Kamińska – dyrektor szkoły w Hucie Komorowskiej. Zapytała o lekcje na skrzypcach. Zagrałem polkę, ona powtórzyła. Od słowa do słowa postanowiliśmy założyć kapelę. Dzisiejszy skład kapeli: Małgorzata Kamińska - skrzypce prym, Aneta Budziwojska – skrzypce sekund, Zuzanna Buczek – skrzypce, Izabela Boślak – kontrabas, Barbara Boślak – akordeon i ja Paweł Płudowski – skrzypce, sekund, basy. Troje śpiewających: Maria Miroś, Barbara Skura i Krzysztof Podsiedlik. Muszę wspomnieć naszego poprzedniego basistę Henryka Kamińskiego. Nigdy nie uczył się na żadnym instrumencie, ale dzięki wielkiej chęci grania i ciężkiej pracy i instrumentem doszedł do niezłej wprawy. Dobry człowiek i przyjaciel.
Kapela gra na imprezach gminnych, powiatowych, wojewódzkich, ślubach, weselach, potańcówkach, dożynkach. Bierzemy udział w konkursach i festiwalach w Polsce, ale też w Bułgarii i Czarnogórze. Na konkursach gramy oczywiście w składzie autentycznym, czyli skrzypce prym, skrzypce sekund, basy. Granie w kapeli to całkiem dobra zabawa. Nawiązywanie nowych przyjaźni, znajomości.
Splendor nie jest źródłem pańskiej energii do działania. Wygląda na to, że pan gra dla czerpania z tego przyjemności, a nie dla owacji i podziwu. Z czego pan czerpie chęci do dalszego kultywowania swojej pasji?
- Największą przyjemność i satysfakcję sprawia mi moment na występie czy potańcówce, jak podchodzi do nas kobieta, czy mężczyzna prawie ze łzami w oczach i mówi, że wracają wspomnienia sprzed 30,40 lat, że pamiętają tamte zabawy, że wraca przeszłość. Dla takich chwil warto żyć. Marzeniem moim jest, aby jak najwięcej młodych ludzi wyhamowało z tak dzisiaj szybkim życiem, zastanowiło się, czy nie warto pomyśleć o przeszłości i szacunku dla niej.
Podtrzymywanie świadomości kultury jest ważne, szczególnie w czasach gdy zanika świadomość pielęgnowania jej. Skrzypce to pański oręż w zwalczaniu niewrażliwości na naszą historię w społeczeństwie. Czy zauważa pan oddziaływanie pańskiej działalności wśród ludzi?
- Całe szczęście zaczyna wzrastać świadomość. Strój ludowy już nie jest wstydem. Widać go na ulicy, w kościele, nie mówiąc już o imprezach masowych. A ja, cóż w miarę swoich możliwości będę działał dalej w swojej dziedzinie z moimi skrzypcami i basami. Przykładów jest kilka, choćby wspomniany Heniek Kamiński czy mój uczeń Łukasz Nowiński, który na festiwalu w Kazimierzu zajął pierwsze miejsce w kategorii duży-mały. Dlatego na zakończenie apel do wszystkich lubiących folklor, nasz lasowiacki szczególnie, zapraszam wszystkich, grających, czy nie. Przyjdziesz – zostaniesz. To wciąga.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.