W ostatnich tygodniach w parafiach powiatu kolbuszowskiego odbywały się uroczystości Pierwszej Komunii Świętej. To ważny sakrament w Kościele katolickim, podczas którego dzieci po raz pierwszy w pełni uczestniczą w Eucharystii.
Uroczystość obejmuje mszę świętą, odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych i przyjęcie Komunii. Dla wierzących rodzin powinien to być przede wszystkim dzień duchowy.
„Urosło to do rangi małego wesela”
Jak zauważa nasza Czytelniczka, w ostatnich latach wokół Pierwszej Komunii narosło jednak coraz więcej elementów, które z samym sakramentem mają niewiele wspólnego.
Jej zdaniem przyjęcia komunijne coraz częściej przypominają „małe wesela”. Są restauracje, dekoracje, fotografowie, profesjonalne aranżacje sal, a do tego coraz droższe prezenty.
Kultura „zastaw się, a postaw się” sprawia, że część rodzin czuje presję, by nie wypaść gorzej niż inni. A przecież nie każdą rodzinę stać na wystawne przyjęcie czy prezent za kilka tysięcy złotych.
Rower już nie wystarcza?
Czytelniczka opowiedziała nam sytuację, której była świadkiem w jednej ze szkół w powiecie kolbuszowskim. Prosiła o anonimowość. Jak relacjonuje, jedno z dzieci komunijnych rozpłakało się, ponieważ dostało rower, a marzyło o najnowszym iPhonie.
– Zrobiło mi się bardzo przykro. Pomyślałam o rodzicach albo chrzestnych, którzy przecież pewnie bardzo się starali, żeby dziecko się ucieszyło. Rower kiedyś był wielkim prezentem. Dziś dla niektórych dzieci to za mało
- mówi nasza Czytelniczka.
Jej zdaniem ogromny wpływ mają rówieśnicy, internet i media społecznościowe, gdzie drogie prezenty pokazywane są jako coś normalnego, niemal obowiązkowego.
Dzieci porównują prezenty
Czytelniczka zwraca także uwagę na to, co dzieje się po uroczystościach. Jak mówi, dzieci w szkołach chwalą się, ile pieniędzy dostały, jakie prezenty otrzymały i kto miał „lepszą” komunię. Czasem przynoszą też drogie rzeczy do szkoły, żeby pokazać je kolegom.
Problem w tym, że nie każde dziecko pochodzi z rodziny, którą stać na kosztowny prezent czy duże przyjęcie. Wtedy zamiast radości z ważnego dnia pojawia się porównywanie, wstyd albo rozczarowanie.
Kiedyś było inaczej
Dawniej, jak wspomina Czytelniczka, komunię najczęściej organizowało się w domu, w rodzinnym gronie. Na stole był obiad, ciasto, kawa, a prezentem marzeń był rower, zegarek, medalik albo łańcuszek.
Pieniądze z komunii? Tu wielu dorosłych może się uśmiechnąć pod nosem i zadać odwieczne pytanie: gdzie właściwie podziały się moje pieniądze z komunii? Najczęściej trafiały do rodziców albo były odkładane „na przyszłość”. Przynajmniej w teorii, bo ta przyszłość czasem dziwnie przypominała nową pralkę albo remont łazienki.
Czy lepsze czasy?
Nasza Czytelniczka nie ukrywa, że nie chodzi jej o krytykowanie samego świętowania. Rodzina ma prawo cieszyć się ważnym dniem dziecka. Problem zaczyna się wtedy, gdy centrum wydarzenia przestaje być sakrament, a staje się nim koperta, telefon, konsola czy liczba gości w restauracji.
Jej zdaniem to dorośli powinni pokazywać dzieciom, jakie wartości są naprawdę ważne. Wdzięczność, skromność, szacunek do innych i świadomość, że nie wszystko mierzy się ceną prezentu. Bo może największym prezentem w tym dniu wcale nie jest najnowszy telefon. Może jest nim to, że ktoś chciał być blisko, pamiętał i dał tyle, ile mógł.
Komentarze (0)