Chłodniejsze dni są policzone?
Po fali ochłodzenia, deszczu i bardziej jesiennej niż wakacyjnej aury, pogoda ma ponownie zmienić kierunek. Jak informuje TVN24, nadchodzący tydzień może przynieść do Polski nową falę gorąca.
Prognozy oparte na wyliczeniach europejskiego modelu ECMWF HRES pokazują wzrost temperatury. W części kraju termometry mogą wskazać nawet 30-32 stopnie Celsjusza.
Synoptyk tvnmeteo.pl Arleta Unton-Pyziołek wskazuje, że taki trend jest widoczny w prognozach już od pewnego czasu.
- Ten trend wzrostowy jest już od pewnego czasu widoczny w prognozach i jest zgodny z rytmem cyrkulacji powietrza nad Europą w lipcu. Po fali europejskiego monsunu letniego, który charakteryzował się gwałtownym ochłodzeniem i deszczem, wraca ciepło
- komentuje synoptyk.
Kiedy zrobi się najcieplej?
Według zapowiedzi, wzrost temperatury ma rozpocząć się pod koniec tego tygodnia. W niedzielę na zachodzie kraju termometry mogą pokazać 27-28 stopni.
W poniedziałek cieplejsze powietrze ma objąć już większy obszar Polski. Pierwszym upalnym dniem może być wtorek, 14 lipca. Tego dnia w województwie lubuskim temperatura maksymalna może sięgnąć 31 stopni.
W kolejnych dniach fala gorąca ma rozlewać się po kraju. Najcieplej zapowiadają się środa i piątek, kiedy na zachodzie, południowym zachodzie i w centrum kraju termometry mogą pokazać 32 stopnie.
Krótko mówiąc: parasole mogą jeszcze chwilę zostać pod ręką, ale krem z filtrem też warto już odszukać.
Co z Podkarpaciem?
W prognozach najczęściej wskazywane są zachodnia, południowo-zachodnia i centralna część Polski jako obszary, gdzie gorąco może być najmocniejsze.
Na Podkarpaciu również należy spodziewać się ocieplenia, ale na razie trudno mówić o pewnej powtórce z końca czerwca. Bieżące prognozy dla Rzeszowa pokazują, że w najbliższych dniach temperatura będzie rosła, ale raczej do wartości około 25-26 stopni w połowie tygodnia niż do ekstremalnych ponad 30 stopni.
To oznacza, że region może odczuć powrót cieplejszej pogody, ale niekoniecznie od razu w wersji „patelnia na pełnej mocy”.
Wszystko zależy od układu ciśnienia
Synoptycy podkreślają, że prognozy mogą się jeszcze zmienić. O tym, jak silne będzie uderzenie gorąca, zdecyduje sytuacja baryczna nad Europą.
Z jednej strony nad Skandynawią rozbudowuje się wyż. Z drugiej - nad południowo-zachodnią Europą ma rozwijać się letni niż, który może zasysać gorące masy powietrza znad Afryki Północnej.
- Od ostatecznego ulokowania się centrum wyżu tak naprawdę zależy to, jak mocno te masy zwrotnikowe będą mogły wkroczyć do Polski
- wyjaśnia Arleta Unton-Pyziołek.
Bardzo prawdopodobne jest więc, że w połowie lipca maksymalne temperatury w Polsce będą oscylować wokół 30 stopni. Nie jest jednak jeszcze przesądzone, czy wzrosną do 32, czy miejscami nawet do 35 stopni.
Czy będzie powtórka z czerwca?
Na razie nic nie wskazuje na to, aby najbliższa fala gorąca miała być tak ekstremalna jak ta z końca czerwca. Wtedy sytuacja była wyjątkowa.
Jak podsumował Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, za nami ekstremalnie gorące dni. Na zdecydowanej większości obszaru kraju temperatury przekraczały 35 stopni Celsjusza, a nocą w wielu miejscach nie spadały poniżej 20 stopni. To były tzw. noce tropikalne.
Najmocniejszym symbolem tamtej fali upałów stał się rekord ze Słubic. 28 czerwca 2026 roku zanotowano tam 40,5 stopnia Celsjusza. Jak informuje IMGW, pobity został absolutny rekord temperatury maksymalnej w Polsce, który utrzymywał się przez blisko 105 lat.
Ziemia nagrzewała się jeszcze mocniej
IMGW zwróciło uwagę, że podczas czerwcowej fali upałów bardzo mocno nagrzewała się także przypowierzchniowa warstwa gruntu. Temperatura gleby na głębokości 5 cm w wielu miejscach przekraczała 40 stopni.
28 czerwca najwyższe wartości notowano na północnym zachodzie Polski, gdzie temperatura gruntu sięgała ponad 51 stopni. Dzień później, gdy front chłodny nasunął się nad północny zachód kraju, największy upał przesunął się na pozostałe regiony.
IMGW wskazał, że 29 czerwca najwyższe wartości temperatury gruntu w okolicach 45 stopni notowano w centrum i południowo-wschodniej Polsce. Najwyższa wartość, blisko 48 stopni, wystąpiła na pograniczu województw podkarpackiego i świętokrzyskiego.
Upał uderzył w rośliny i zwierzęta
Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej podkreśla, że ekstremalnym temperaturom sprzyjały suche, rozgrzane masy powietrza, bezchmurne niebo, silne nasłonecznienie oraz przesuszona gleba.
Na dużej części kraju występowały znaczne niedobory wilgoci w najpłytszej mierzonej warstwie gleby. Lokalnie wartości spadały do 10 proc. i mniej. W takich warunkach woda praktycznie przestaje być dostępna dla roślin.
Efekty były widoczne gołym okiem: wyschnięte trawy, liście, kwiaty i całe rośliny. Upał był zagrożeniem także dla zwierząt, które nie mają takiego dostępu do wody, chłodnych pomieszczeń i urządzeń chłodzących jak ludzie.
Trzeba obserwować prognozy
Najbliższe dni pokażą, czy gorące masy powietrza mocniej wejdą także nad Podkarpacie. Na ten moment pewny jest trend ocieplenia, ale skala upału pozostaje jeszcze sprawą otwartą.
Warto więc śledzić komunikaty IMGW, zwłaszcza jeśli pojawią się ostrzeżenia meteorologiczne. Dotyczy to szczególnie osób starszych, dzieci, przewlekle chorych, rolników, pracowników fizycznych i wszystkich, którzy spędzają dużo czasu na zewnątrz.
Jeśli upał wróci, podstawowe zasady pozostają te same: pić wodę, unikać długiego przebywania w pełnym słońcu, nie zostawiać dzieci ani zwierząt w samochodach i ograniczać wysiłek w najgorętszych godzinach dnia.
Lato najwyraźniej nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa. Pytanie tylko, czy wróci z przyjemnym ciepłem, czy znów z afrykańskim temperamentem.
Komentarze (0)