Hieronim turniej zaczął od widowiskowej wywrotki na samym starcie – w grupie potknął się na Bartku Kochanowiczu (2-3). Szybko jednak wyciągnął wnioski z tej rozgrzewki, bo w kolejnym meczu gładko odprawił Marcina Urama (3-0) i zameldował się w fazie pucharowej.
Ekspres przez fazę pucharową
W drodze do finału Furgał odprawiał kolejnych rywali z gracją rasowego rewolwerowca. Jakub Marek dostał szybkie 4-0, Łukasz Wojtowski ugrał dwa legi (4-2), a Michał Grzesik zdołał urwać tylko jeden (4-1). W półfinale z Krzysztofem Furmanem panowie urządzili sobie prawdziwy festiwal bardzo dobrych średnich (obaj powyżej 71 punktów), ale to Hieronim zachował więcej paliwa na wielki finał.
Deja vu w finale, czyli „Znowu ten Szymański!”
Gdy przyszedł czas na ostateczną bitwę, przy tarczy zameldował się nie kto inny, jak Krzysztof Szymański. W tym momencie na sali dało się słyszeć ciche: "O nie, znowu oni". Szymański od początku robił wszystko, żeby podtrzymać tradycję i popsuć humor Furgałowi – rzucał jak natchniony i mecz zakończył z lepszą średnią (68.78 do 66.13 Hieronima).
W darcie nie grają jednak same cyferki, a podwójne wartości na tarczy bywają bezlitosne. Przy stanie 4-4, gdy ciśnienie u obu zawodników przekraczało dopuszczalne normy, Furgał pokazał nerwy ze stali. Trafił decydującego double'a, wygrał 5-4 i ponownie udowodnił, że klątwę Szymańskiego da się przełamać. Wielkie brawa dla obu panów za genialny spektakl – strach pomyśleć, co wydarzy się w następnym odcinku tej telenoweli.
Komentarze (0)